SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Miłość w czasach palenia czarownic. Recenzja książki Gołąb i wąż

    Gołąb i wąż - zabawny i lekki romans w klimacie nastoletniego sitcomu... przynajmniej do czasu
    Gołąb i wąż – zabawny i lekki romans w klimacie nastoletniego sitcomu… przynajmniej do czasu

    Gołąb i wąż do pewnego momentu jest całkiem sympatycznym, przyjemnym i zabawnym debiutem. To urocza komedia romantyczna z sitcomowym poczuciem humoru i zalążkami ciekawego świata. Z nieznanych powodów z każdym krokiem ku finałowi autorka zaczyna śpieszyć się coraz bardziej, a wszystkie zaniedbywane od początku elementy korzystają z okazji i zaczynają się mścić. 

    Nastoletnia Lou żyje na ulicy, zajmuje się drobnymi kradzieżami, a jej głównym orężem jest niewyparzony język. Schemat młodzieżowej literatury fantasy nakazywałby, aby dziewczyna spotkała mentora, który poinformuje ją, że jest czarodziejką, wróżką lub inną zaklinaczką. Tyle że Lou doskonale zdaje sobie sprawę z magicznego dziedzictwa, jednak nie bardzo dogaduje się ze „swoimi”. Z okazji jej 16 urodzin sabat planował imprezę, przy której czarny chrzest Sabriny przypomina zwykły rodzinny obiad. Dlatego też dziewczyna ucieka i zmuszona jest do ukrywania się przed gniewem pobratymców. Szansą na uniknięcie pościgu może okazać się magiczny pierścień powodujący niewidzialność. Lou, wspólnie z wierną przyjaciółką, organizuje skok na biżuterię (zanim zaczną się nią interesować skrzaty z owłosionymi stopami). Oczywiście kradzież nie idzie zgodnie z planem. Na trop wiedźmy wpadają łowcy czarownic, a jeden z nich jest wręcz nieprzyzwoicie przystojny. Nieporozumienie we współpracy ze zbiegiem okoliczności (oraz nieco naciąganą fabułą) sprawia, że nastoletnia czarownica i młody łowca zostają zmuszeni do ślubu. Tymczasem nad królestwem wisi widmo ataku ze strony wściekłego i bezwzględnego sabatu. 

    Magiczny pierścień niewidzialności, który działa tylko wsadzony między zęby? Nawet Sauron miałby problem, żeby to jakoś ugryźć.
    Magiczny pierścień niewidzialności, który działa tylko wsadzony między zęby? Nawet Sauron miałby problem, żeby to jakoś ugryźć.

    Shelby Mahurin w swoim debiucie skupia się przede wszystkim na relacjach pomiędzy głównymi bohaterami. Lou i Reid tworzą nad wyraz niedobraną parę, więc jest o czym pisać. Ona jest pyskata, sarkastyczna i w głębokim poważaniu ma zasady moralne i królewskie prawa. On natomiast jest wzorowym żołnierzem, wiernym sługą Kościoła oraz praworządnym obywatelem. Z tej mąki chleba raczej nie będzie… co najwyżej materiały wybuchowe. Szczególnie dobrze w książce wypada początek. Między postaciami dochodzi do komicznych tarć, a dialogi ozdobione są szczyptą ironii, dwuznacznymi żartami oraz nastoletnimi pyskówkami. Czyta się to lekko i przyjemnie – niczym historie rodem z nastoletniego sitcomu. Temperament Lou jest jaskrawy i momentami wręcz przerysowany – widać, kto jest ulubieńcem autorki. Niestety taką wyrazistością nie może pochwalić się Reid. Mahurin poświęca drugiemu bohaterowi znacznie mniej uwagi, przez co ten wypada znacznie słabiej. Co za tym idzie, potencjał kryjący się w widowiskowym starciu charakterów nie zostaje w pełni wykorzystany. 

    Kolejnym całkiem ciekawie wypadającym elementem jest świat przedstawiony, a w zasadzie jedynie jego zalążek. Autorka tworzy rzeczywistość będącą połączeniem fantastycznych realiów z elementami zaczerpniętymi z naszego świata. Miejsce akcji, głównie za sprawą językowych naleciałości, przypomina Francję z czasów, gdy ochoczo palono pochodnie oraz czarownice. Natomiast religia chrześcijańska została przeniesiona do fabuły niemal w całości. Interesujący wydaje się także niejednoznaczny system magiczny opierający się na indywidualnej „wycenie” kosztów zaklęcia. Wszystko to jednak jedynie zarys pełnoprawnego świata – niedopracowany, przedstawiony powierzchownie i ze sporą ilością mniejszych i większych dziur. W książce nie znajdziemy opisów miasta czy krainy, w której toczy się akcja, hierarchia kościelna ogranicza się do jednego arcybiskupa (chociaż żadnego zwykłego biskupa nie uświadczymy) oraz drużyny nastoletnich inkwizytorów, a magia jest nie tyle tajemnicza, co po prostu niejasno przedstawiona. Niestety im dalej w las (pełen czarownic), tym coraz częściej dzieją się dziwne rzeczy i wcale nie chodzi tu o nieporozumienia między bohaterami czy ich magiczne przygody. 

    Ach... nastolatki i ta ich problematyczna magia.
    Ach… nastolatki i ta ich problematyczna magia.

    Historia z czasem zaczyna coraz częściej podążać na skróty, zaniedbanie kreacji świata daje się we znaki, a zakończenie jest zbyt pośpieszne (byłoby dobrym materiałem na drugi tom, jednak autorka koniecznie chciała od razu pozamykać wszystkie wątki). Nieuzasadniony pośpiech dostrzeżemy niemal w każdym elemencie – nie miał on litości nawet dla tak istotnego dla autorki wątku miłosnego. Romans między bohaterami momentalnie rozkwita niczym za dotknięciem magicznej różdżki (mimo że żadna wróżka chrzestna nie wleciała przez okno, drzwi ani szyb wentylacyjny. Gorzej, że różdżka ta dotykała u bohaterów bardzo konkretnych organów) i z rozdziału na rozdział traci na autentyczności. Wiele zwrotów akcji czy szokujących wiadomości zostaje podane w zbyt prosty sposób, postaci nagle zmieniają postępowanie, a przekonania, których broni Lou, nie mają żadnego pokrycia w rzeczywistości. Dziewczyna stara się zwalczać stereotyp złych czarownic, te jednak konsekwentnie go podtrzymują, składając dzieci w ofierze, gnębiąc ludzi i rzucając nad wyraz podłe klątwy. 

    Najbardziej w oczy rzuca się jednak spadek zdolności intelektualnych bohaterów. Wiele wieści dociera do nich z niepokojącym opóźnieniem, mimo że pewne fakty otrzymują podane na tacy. Natomiast Reid raz po raz przyłapuje swoją małżonkę w podejrzanych sytuacjach, ale nawet przez chwilę przez myśl mu nie przechodzi, że jednak może być ona wiedźmą. Jeżeli ktoś tak mało przenikliwy zostaje kapitanem łowców czarownic, to te na rozpalanie stosów mogą śmiało przychodzić z kiełbaskami. 

    Wiadomo, że miłością, to trochę jak z narkotykami, ale bohaterowie w pewnym momencie przedawkowali i naprawdę mocno oderwali się od świetnego początku historii.
    Wiadomo, że miłością, to trochę jak z narkotykami, ale bohaterowie w pewnym momencie przedawkowali i naprawdę mocno oderwali się od świetnego początku historii.

    Gołąb i wąż prezentuje się początkowo jako całkiem udany debiut. Czaruje lekkością, poczuciem humoru i rozbrajającą bohaterką. Oferuje całkiem przyjemne wejście w historię. Niestety z czasem autorka zaczyna się niepotrzebnie śpieszyć i wędrować na skróty. Od początku oszczędnie podchodzi do kwestii kreowania świata i zbyt szybko rzuca się w ramiona utartym schematom. Wszystkie te niedociągnięcia z czasem się mszczą i obniżają poziom drugiej połowy książki. Na wiele z nich można byłoby przymknąć oko, jednak zbędny pośpiech dotyka także najważniejszego wątku. Zaskakująco dobra zabawa w pierwszych rozdziałach pozostawia jednak sporo przyjemnych skojarzeń. Można więc liczyć, że miesiąc miodowy bohaterów będzie znacznie lepiej zaplanowany. 

    Dziękuję We need YA za przesłanie egzemplarza recenzenckiego książki. 

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Gołąb i Wąż
    Wydawnictwo: We Need YA
    Autor: Shelby Mahurin
    Tłumaczenie: Agnieszka Kalus
    Data premiery: 17.06.2020
    Gatunek: Fantasy, Literatura młodzieżowa

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + sporo zabawny dialogów
    + radosne tarcia bohaterów
    + świat złożony z ciekawych elementów
    + szybkie tempo
    + szybko się czyta

    Minusy:
    - powierzchownie przedstawiony świat
    - chodzenie na fabularne skróty
    - brak konsekwencji w kreowaniu bohaterów

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Wojciech Bryk
    Wojciech Bryk
    Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x