Więcej

    Więcej Bobów. Recenzja książki For We Are Many

    Pierwszy tom serii Bobiverse zrobił na mnie tak dobre wrażenie, że postanowiłam od razu kupić całą trylogię w oryginale. I przeczytać jak najszybciej. Jestem pewna, że jak tylko Mag wyda tłumaczenie For We Are Many, sięgnę po tę część ponownie. Zwłaszcza jeśli tłumaczem pozostanie  Wojciech M. Próchniewicz.

    Jak wiecie z Nasze imię legion, u Boba naprawdę dużo się zmieniło od kiedy został replikantem. Stworzył sobie kolegów, czyli swoje liczne kopie przybierające najdziwniejsze imiona. Jeden z klonów pierwszej generacji, Riker, wrócił na Ziemię, żeby znaleźć planetę zniszczoną totalną wojną atomową. Resztki ludzkości bardzo potrzebowały skolonizować kosmos. Will objął wszystkich swoją ochroną, bez względu na to, czy pochodzili z jego ojczystej WIARY, czy stanowili ostatnich przedstawicieli innych narodów.

    Pozostali Bobowie rozleciały się po bliższych i dalszych układach planetarnych w poszukiwaniu interesujących zjawisk i nowych domów dla Ziemian. Zajęli się terraformacją miejsc niemal nadających się do życia. Przygotowywali na przybycie kolonistów Wulkana i Romulusa, gdzie od początku panowały komfortowe dla ludzi warunki. W planach osadniczych uwzględniono także wodną planetę Poseidon, która stanie się miejscem ważnych wydarzeń politycznych i rozwoju interesującego społeczeństwa. Z kolei „oryginalny” Bob usunął się na jakiś czas z radarów, żeby roztaczać opiekę nad inteligentną, humaidalną rasą Deltan. Stali się dla niego prawdziwą rodziną, a nie tylko okazją do edukowania maluczkich.

    Bobiverse czy Bobisfera ewidentnie są na fali, w końcu kolonizacja idzie pełną parą, a Boby rozwijają technologię i nadświetlną komunikację. Jednak nad wszystkimi wisi ogromna groźba. To Obcy, którzy pojawili się już w pierwszym tomie. W For We Are Many zacznie się regularna wojna z tymi pożeraczami planet. Dowiecie się, co to za rasa i jakie ma plany. Czy można się z nimi dogadać? Nic na to nie wskazuje. Bobowie postarają się zdobyć jak najwięcej informacji o osiągnięciach cywilizacyjnych tych istot, ich strategiach i taktyce bitewnej. Muszę powiedzieć, że Obcy stanowią przykład wyjątkowo paskudnej rabunkowej gospodarki i braku poszanowania dla jakiejkolwiek ekologii.

    Jeśli podobał wam się pierwszy tom Bobiverse, na pewno z radością sięgniecie po kolejny. Dzieje się w nim znacznie więcej niż w poprzednim, dostajemy też całe mrowie bohaterów. Poszczególni Bobowie, zwłaszcza Riker czy opiekujący się Wulkanem i Romulusem Howard, zyskają nowych rozmówców, a nawet przyjaciół. Z kolei gdyby Nasze imie legion było dla was zbyt spokojne i za wolne, teraz dostaniecie podbój kosmosu w pełnej krasie. A gdyby brakowało wam rozważań o tym, jak to jest być replikantem, wreszcie doczekacie się kilku chwil refleksji ze strony jednego czy drugiego Boba.

    Dennis E. Taylor jest kanadyjskim pisarzem, emerytowanym programistą. Inżynierskie nastawienie jest wyczuwalne w każdym akapicie jego prozy, na szczęście jego bohaterowie nigdy nie tracą poczucia humoru, bez którego książki mogłyby być trochę zbyt neutralne w tonie. To doceniany i poczytny autor, niedawno przełożono Nasze imię legion na japoński i książka dostała nominację do nagrody Seiun (odpowiednik Hugo). Znalazła się tam w świetnym towarzystwie Przebudzonych bogów Neuvela czy Artemis Weira.

    Taylor pisze na swoim blogu (oczywiście, że go ma, jak każdy porządny Bob), że najpierw był namiętnym czytelnikiem, potem stał się pisarzem. Korzysta ze swoich nerdowych doświadczeń i fascynacji popkulturą w swoich książkach, co wiecie już doskonale po przeczytaniu Nasze imie legion. Nawiązania i żarciki nie znikną chyba do końca trylogii Bobiverse. Nawet pochodzenie Boba jest znaczące, w końcu to Amerykanin, a jak wiadomo, to właśnie USA walczy z Obcymi. Jednocześnie kanadyjskie poczucie humoru nie pozwala Taylorowi na pełne uwznioślenie baseballu i podobnych rozrywek. Stąd pewnie także jego dystans do wiary w stylu mieszkańców pasa biblijnego, której obrywa się przecież od samego początku bobowej odysei.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: For We Are Many
    Wydawnictwo: Worldbuilders Press
    Autor: Dennis E. Taylor
    Typ: Książka
    Gatunek: science fiction
    Data premiery: 2017

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + kolonizacja kosmosu pełną parą
    + klasyczne science fiction z elementami militarnymi
    + dużo nerdzenia i popkultury

    Minusy:
    - Obcy są trochę jednowymiarowi

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    View all comments
    Agnieszka „Fushikoma” Czoska
    Agnieszka „Fushikoma” Czoska
    Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).
    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x