SIEĆ NERDHEIM:

Slavtasy i wycieczka w Bezbyt. Recenzja książki Nawia

Uroboros co jakiś czas wypuszcza ciekawe antologie: pisałam o Cyberpunk Girls, teraz trafiła do nas Nawia. To książka pasująca do okresu dziadów, chociaż do samych słowiańskich zaświatów robi jedynie wypady. Większość tekstów zajmuje się dziedziną żywych nawiedzaną przez istoty, które zbłądziły w drodze do, jak powiedziałby Leśmian, Bezbytu.

O pogańskich słowiańskich zaświatach wiemy równie mało, co o całym tym systemie religijnym czy też zbiorze systemów bardzo skutecznie uprzątniętych w procesie chrystianizacji. Jeśli chcecie się przekonać, jak skąpe są pamiątki po pogańskich czasach i jak niewielkie fragmenty wierzeń przetrwały we współczesnym folklorze czy ludowych opowieściach, sięgnijcie po prace Pełki czy Baranowskiego z Repliki lub książkę Upiór. Historia naturalna Łukasza Kozaka. Ten temat powracał także w rozmowach o słowiańskich inspiracjach i rytuałach toczonych podczas SlavicONu, nagrania znajdziecie na kanale organizatorki, Marty Krajewskiej. Zresztą jej nazwisko znajdziecie także w spisie treści Nawii. To jedna z naszych naczelnych wied… popularyzatorek slavtasy (słowiańskiego fantasy) i wykorzystywania rodzimych motywów we współczesnej twórczości. A może nawet codzienności.

W wydanym przez Uroboros zbiorze opowiadań znajdziecie sporo znanych nazwisk: jest Marcin Mortka, Martyna Raduchowska czy bardzo popularna Katarzyna Berenika Miszczuk. I muszę powiedzieć, że nie znajdziecie tu źle napisanego tekstu, ewidentnie wymęczonego na zamówienie, pozbawionego energii. Antologia jest równa, dobrze zredagowana, chociaż niekoniecznie zaświatowa.

Na opowiadanie najsilniej powiązane z głównym tematem traficie pod koniec książki, to Konsultantka Marcina Podlewskiego. Ma klimat na pograniczu Kronik Amberu i Amerykańskich Bogów, wciąga dobrym początkiem oraz po gaimanowsku bogatą galerią mitycznych postaci ściągających w szeroko pojęty zaświat śmiertelniczkę. Mamy tu kapitalne spostrzeżenie, że najstraszniejsze i najsilniejsze byty w naszych wierzeniach to rozmaite potworki z pogranicza światów, pozornie śmieszne gnieciuchy czy błędne ogniki z Bestiariusza Słowiańskiego. Niestety, Podlewski nie rozwija tej myśli, a historię wieńczy niezbyt finezyjny koniec.

Marta Krajewska, Marcin Mortka i Rafał Dębski zabierają czytelnika w przeszłość. Pierwsza z nich do dobrze znanej fanom Wilczej Doliny, choć w inne czasy niż opisane w zakończonej niedawno trylogii. Mamy tu do czynienia z lekkim, nieco ironicznym romansem wykorzystującym motyw wodnych demonów często kojarzących się w słowiańskiej mitologii z erotyką. Dębski i Mortka cofają się do początków chrystianizacji, kiedy wycinano święte dęby i zakazywano praktyk szeptuchom czy uzdrowicielkom. Przywołują przy tym pomniejsze bóstwa, wiły lub inne istoty związane z lasem, dzikością i naturą. Miszczuk także sięga w czasy pogańskie, a przy tym do newralgicznego tematu spędzania ciąży. Przy całej swojej metaforyczności i zastrzeżeniach głównej bohaterki wymowa tego opowiadania jest raczej przeciwko wyborowi kobiety czy partnerów. To tekst otwierający antologię i mam wrażenie, że redakcja nie do końca zastanowiła się nad tym, jak bardzo może on zniechęcić niektórych czytelników. Gdybym nie uczestniczyła w SlavicONie i nie miała okazji rozmawiać z gośćmi tego konwentu, być może nie chciałabym czytać tego zbioru dalej, uznając, że zainteresowanie słowiańszczyzną niechybnie pociąga za sobą konserwatyzm i nie oferuje mi intrygujących, dających do myślenia treści.

Na szczęście większość autorek i autorów podjęła dialog z tradycjami. Do omówienia zostały mi jeszcze trzy teksty, których akcja dzieje się współcześnie. Anna Szumacher zabiera nas na wykopaliska nawiedzone przez bardzo intrygujących naukowców z Czech, szalenie zainteresowanych kamiennymi kręgami. Tak przy okazji, opisane w Dziewannie i księżycu miejsca możecie odwiedzić i sprawdzić, czy faktycznie poczujecie tam mistyczne energie. Jagna Rolska opiewa mechanizację w domu i zagrodzie, czyli współczesne szeptuchy i ich zbawienny wpływ na rozwój wsi i turystyki. Opowiadanie spodoba się także fanom Wędrowycza. Wreszcie Martyna Raduchowska wraca do świata szamanek i umarlaków, dając test zarazem zabawny i melancholijny, grający na kontraście martwej wody pełnej plugastwa i tej płynącej, niosącej życie. To nie przypadek, że motto przywołanego tu wcześniej Upiora przestrzega przed stojącą wodą i takimi umysłami.

Nawia to zróżnicowany zbiór dobrych tekstów. Raczej lekki, pozbawiony grozy, bardzo współczesny w swoim nawiązywaniu do pogańskich wierzeń. Nie do końca nadążający za zaświatowym tytułem, bliżej mu do demonologii czy ogólnej mitologii. Nie ma tu głębszych filozoficznych rozważań (może oprócz historii Raduchowskiej i Podlewskiego), jest swobodne korzystanie z tego, co nam po pogańskiej słowiańszczyźnie zostało lub czego dogrzebali się gotowi na każde szaleństwo archeolodzy. Pozwolę sobie jeszcze na wejście w polemikę z najbardziej „nawiowym” tekstem w zbiorze – jak dla mnie autorki i autorzy udowodnili, że słowiańskie zaświaty są domeną swobodnej, choć trzymającej się etnografii, Fantazji.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Nawia.Szamanki, szeptuchy, demony
Wydawnictwo: Uroboros
Autorzy: Rafał Dębski, Marta Krajewska, Katarzyna Berenika Miszczuk, Marcin Mortka, Marcin Podlewski, Martyna Raduchowska, Jagna Rolska, Anna Szumacher
Data premiery: 2021
Gatunek: fantasy

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Agnieszka „Fushikoma” Czoska
Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).