SIEĆ NERDHEIM:

Londyńskie sekrety. Recenzja książki Mój własny diabeł

Tej pozycji nie należy oceniać po okładce.

Do literatury związanej z tematyką okultyzmu ciągnie mnie jak ćmę do światła. Możliwość obcowania z nienaturalnymi zjawiskami, poznawanie intrygujących postaci oraz konfrontacja z wręcz chorymi wyobrażeniami istot zamieszkujących inne wymiary czy też samo piekło to elementy, które kupuję w ciemno. Nie wiem, skąd we mnie takie zapędy… Czyżby ingerencja sił nadprzyrodzonych?

Dawno temu, gdy pochłonięty rozmyślaniem o ludzkiej egzystencji spacerowałem po jednej ze szczecińskich ulic, w witrynie małej, lokalnej księgarni ujrzałem niebieskawą okładkę. Ze względu na odbijające się od szyby promienie słoneczne nie byłem w stanie odczytać nazwiska autora ani samego tytułu. Jedyne, co mi się udało, to odnotowanie wizerunku mężczyzny w prochowcu i niewyraźnego pentagramu. Moje pierwsze skojarzenie? To pewnie tania podróbka Johna Constantine’a. Ale czy na pewno? I nagle, niczym za sprawą jakiejś niewidzialnej siły, znalazłem się pośród uginających się od książek półek. Kątem oka zlokalizowałem witrynę i sięgnąłem po interesującą mnie pozycję.

Mój własny diabeł. Taki właśnie tytuł nosiła książka, której oprawa wyrwała mnie z kontemplacji i niewidzialną nicią wciągnęła do księgarni. Jakież było moje zdziwienie, gdy autorem trzymanej przeze mnie pozycji okazał się nie kto inny, jak sam Mike Carey. Tak, to ten pan, który w przeszłości uczestniczył w tworzeniu uniwersum Constantine’a (o czym wspomniano nawet na okładce) i gaimanowskiego Sandmana. No to jesteśmy w domu! Szybko przeczytałem zawartość tyłu książki, odnotowałem hasła Felix Castor, egzorcysta, Londyn, sypnąłem walutą i z prędkością godną francuskiego TGV pognałem do mieszkania, by oddać się lekturze.

Wspomniany wcześniej Felix Castor to główny protagonista, jak się okazuje, całej serii książkowej. Inteligentny, arogancki, znający się na fachu egzorcysty bohater przypomina nieco swojego kolegę po fachu Johna Constantine’a. Nawet noszą to samo odzienie w postaci prochowca (w omawianym tomie wyjaśniono, dlaczego to takie popularne wśród parających się okultyzmem osób) i nie żałują sobie ostrzejszych trunków. Pomimo wielu podobieństw Felix Castor nie wykazuje aż tak socjopatycznych skłonności jak komiksowy J.C.

Gdy lektura wejdzie za mocno.

No ale o czym w końcu jest książka? Castor otrzymuje zlecenie pozbycia się ducha w jednym z londyńskich archiwów. Zjawa nawiedza poszczególne piętra, strasząc lokalsów i urozmaicając nieco ich obowiązki służbowe. Castor podejmuje się zadania, ale najpierw rozpoczyna swoje prywatne śledztwo, gdyż wiele informacji przekazywanych mu przez pracowników archiwum nie pokrywa się i zapewne coś jest na rzeczy. Felix, dzieląc się swoimi doświadczeniami z czytelnikiem, rozpoczyna niebezpieczną grę. Bohater orientuje się, że wpadł w kłopoty po samo jabłko Adama, gdy jeden z demonów piekielnych (któremu na dobrą sprawę ciężko się oprzeć) rozpoczyna polowanie na Castora. Sprawy nie ułatwia też fakt, że lokalny gangster czujnie obserwuje poczynania egzorcysty.

Mój własny diabeł to lektura lekka i przyjemna. Pełno w niej nieoczekiwanych zwrotów akcji, świetnych dialogów oraz czarnego humoru, który wywoła u niejednego czytelnika srogi śmieszek. W historię Felixa Castora wkręciłem się do reszty, o czym świadczy fakt, że po lekturze dokupowałem kolejne tomy, gdy tylko zaczęły pojawiać się na rynku czytelniczym.

Uniwersum Mike’a Careya pełne jest barwnych postaci, szczegółowych opisów londyńskich dzielnic oraz ciekawych, nadnaturalnych istot. Autor dokłada od czasu do czasu tytuły piosenek, które towarzyszą głównemu bohaterowi w trakcie przeróżnych czynności. Całość tworzy specyficzny mroczny klimat z domieszką noir.

Podczas lektury bawiłem się przednio, a sama książka na pewno spodoba się miłośnikom mrocznych klimatów, opowieści detektywistycznych czy moralnie upośledzonego egzorcysty z uniwersum DC. Momentami można odnieść nawet wrażenie, że za chwilę John wyjdzie zza rogu, by przybić „piątkę” z Castorem, po czym, po krótkiej wymianie niewybrednych zdań, każdy rozejdzie się w swoją stronę. Mój własny diabeł to opowieść idealna na jesienne wieczory przy szklance dobrego trunku.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Mój własny diabeł
Wydawnictwo: MAG
Autor: Mike Carey
Gatunek: horror, thriller, noir
Data premiery: 18.04.2008
Liczba stron: 416
ISBN: 978-83-7480-081-5

spot_img

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk włoskiego futbolu (wierny kibic Interu Mediolan). Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.
Do literatury związanej z tematyką okultyzmu ciągnie mnie jak ćmę do światła. Możliwość obcowania z nienaturalnymi zjawiskami, poznawanie intrygujących postaci oraz konfrontacja z wręcz chorymi wyobrażeniami istot zamieszkujących inne wymiary czy też samo piekło to elementy, które kupuję w ciemno. Nie wiem, skąd we...Londyńskie sekrety. Recenzja książki Mój własny diabeł
Włącz powiadomienia OK Nie, dzięki