SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Źle traktowane książki mogą się wściec i odgryźć ci rękę razem z połową pleców. Recenzja książki Magia cierni

    KorektaYaiez
    Magia cierni - okładka książki
    Magia cierni – okładka książki

    Wchodząc w świat Magii cierni, byłem początkowo przekonany, że oto właśnie za pisanie zabrała się młodsza siostra Brandona Sandersona. Wrażenie szybko rozpłynęło się w zbyt chaotycznej historii, ale przyjemny posmak pozostał na dłużej.

    Elisabeth – jak konwencja young adult nakazuje – jest sierotą związaną z magiczną instytucją państwową, ma odważnych przyjaciół, za rogiem czeka na nią misja ratowania świata lub przynajmniej najbliższych okolic, śmiertelny wróg oraz wieść o niezwykłych umiejętnościach. Czyli w zasadzie od samego początku wszystko jest na swoim miejscu. Dziewczyna od najmłodszych lat była wychowywana w Wielkiej Bibliotece i od niedawna szkoli się na strażniczkę swojej filii – nie brzmi to może na zbyt ekscytujące zajęcie, ale w jej świecie to naprawdę ciężki kawałek grymuaru. Księgi zawierające magiczną wiedzę oraz potężne zaklęcia są tu całkiem żywe – mruczą, nucą pod noskiem, domagają się atencji i miziania za spisem treści. Potrafią też groźnie warczeć, a najpotężniejsze z nich nieodpowiednio potraktowane mogą się wściec, zmienić w demona i strącić nierozważnemu czytelnikowi głowę wraz z kolanami. W tym świecie naprawdę niebezpieczne jest zwlekanie z terminowym oddawaniem książek do biblioteki.

    Magia cierni - okładka książki
    Magia cierni – okładka książki

    Pewnej nocy Elisabeth jako jedyna dostrzega, że potężny grymuar wyrwał się z łańcuchów, poturbował część personelu i dał nogę w kierunku miasteczka, zagrażając tym samym niewinnym ludziom. Nie wahając się nawet przez chwilę, dziewczyna chwyta za miecz, żeby skatalogować bestię do porządku. Mimo heroicznej postawy zostaje jednak główną podejrzaną, a jej życiu wkrótce zacznie zagrażać poważne niebezpieczeństwo. Co oczywiście znacznie utrudni powstrzymanie wielkiego spisku.

    Margaret Rogerson już na samym starcie odhacza niemal wszystkie obowiązkowe elementy charakterystyczne dla gatunku i to na tyle intensywnie, że znów można w tym poczuć odrobinę potteromaniactwa – jest sieroctwo, edukacja (niemal) magiczna, zły strażnik Finch (pewnie jakiś krewny Filcha), troska dyrektorki oraz niebezpieczna istota trzymana w piwnicy. Na ten spacer utartymi schematami nie sposób się jednak gniewać, bo od początku czuć w nim sporą chęć zabawy z gatunkiem – chociaż nadal jeszcze dość nieśmiałą. Historia szybko nabiera rumieńców, a Magia cierni coraz bardziej zaczyna wzbudzać skojarzenia z fantastycznym młodzieżówkami Sandersona. Autorka tworzy ciekawy i całkiem uroczy system magiczny, wykorzystuje sporo klasycznych elementów, bawi się trochę stereotypami, a historię ozdabia akcją oraz odrobiną humoru. Natomiast jej bohaterowie, mimo że ocierają się o oczywiste szablony, są zabawni, słodcy i naprawdę łatwi do polubienia. Elisabeth to ten typ bohaterki, która widząc ludzi w niebezpieczeństwie, od razu jest gotowa chwycić za najbliższy ostry przedmiot, a na zagrożenie rzucić się nawet w nocnej koszuli. Natomiast towarzyszący jej Nathaniel to nastoletni bawidamek, łączący w sobie garść zawadiackiej błyskotliwości oraz sporą dawkę egocentryzmu. Chociaż duet jest łatwy do rozpracowania już od pierwszych chwil, to chemia między nimi wywołuje w środku przyjemne ciepełko. Jeżeli dodamy do tego równie eleganckiego, co niejednoznacznego demona Silasa otrzymujemy naprawdę barwną ekipę.

    Magia cierni - okładka książki
    Magia cierni – okładka książki

    Bicie serca przyśpieszone z powodu podobieństw do Sandersona niestety z czasem zwalnia. Chociaż książka robi dobre pierwsze wrażenie, to gdy historia zaczyna wchodzić na właściwe tory, w oczy zaczynają rzucać się pewne niedociągnięcia. Opowieść powoli traci na płynności, a narracja sprawia wrażenie zagubionej i odbijającej się o wątek główny – wie, co chce opowiedzieć, lecz nie bardzo wie jak utrzymać odpowiednie tempo i płynnie dotrzeć do finału. Autorka rzuca kolejnymi pomysłami, by po chwili po prostu je wyminąć i szukać następnej ścieżki dla swojej historii. Co gorsza, wiele tych rozwiązań jest naprawdę ciekawych i mogłoby znacznie urozmaicić opowieść – jednak gdy tylko damy złapać się na haczyk, Rogerson odcina żyłkę i macha nam przed oczami kolejnym, jednocześnie w drugiej ręce już trzymając sekator. Na przestrzeni zaledwie kilkunastu stron bohaterka jest w pułapce, ociera się o dom wariatów, próbuje przetrwać na ulicy, znajduje magiczny artefakt, przekrada się do systemu kolejnej biblioteki i już knuje następny szalony plan. Nie do końca wiadomo czy ten pośpiech to jedynie chęć zgnębienia swojej bohaterki tak dla gatunkowej zasady, brak konkretnego planu na środek historii, czy może brak chęci na opisywanie kolejnych wątków. Szybkość przeskakiwania pomiędzy pomysłami nie wpływa jednak pozytywnie na akcje – nie staje się ona przez to ani trochę bardziej dynamiczna, a raczej wywołuje poczucie zagubienia oraz narastającego rozczarowania – bo potencjał magicznego świata został przy tym odłożony na inną półkę.

    Magia cierni - okładka książki
    Magia cierni – okładka książki

    Na narracyjne niedociągnięcia oraz momentami nieskładnie opowiadaną historię naprawdę łatwo przymknąć oko – brak płynności nie jest w stanie stłamsić uroku świata przedstawionego, mimo że nieco rozwadnia kryjące się w nim możliwości. Książka w cięższych chwilach przywraca nam uśmiech uroczymi bohaterami, odrobiną humoru, a w końcówce znacznie bardziej dynamiczną akcją. Niestety w międzyczasie trafiają się perełki, przy których zaboli nas czoło oraz wewnętrzna część dłoni – spotkamy czarny charakter, który mając bohaterów w szachu, bezsensownie przyjmuje wyzwanie na pojedynek, intrygującego i cholernie ważnego dla fabuły czarodzieja ograniczonego do roli jednozdaniowej dygresji czy w końcu niewidomą kobietę, patrzącą na kogoś w zamyśleniu. Na szczęście trafi się również sporo momentów, kiedy z uśmiechem na ustach będziemy rozcierać bolące czółka – chociażby podczas przedstawiania dwoistej natury demona Silasa czy rzucanych żarcików z zakresu stereotypowego postrzegania czarodziejów.

    Magia cierni to lekkie, ciekawe i całkiem zabawne młodzieżowe fantasy, które oferuje intrygującą koncepcję, wciągający początek oraz dynamiczny finał. Niestety w środku jest już nieco zagubione. Błyskotliwy pomysł na świat przedstawiony urzeka, jednak cierpi z powodu potknięć oraz niezdecydowania, które nie pozwala wykorzystać pełni kryjącego się w nim potencjału – Rogerson mizia go tylko po grzbiecie, zamiast całkiem się w nim zatopić. Młoda pisarka zdradza jednak pewną lekkość oraz chęć zabawy z gatunkiem i można mieć nadzieję, że z czasem znacznie się rozkręci i poczuję swobodę w pisaniu, której tym razem trochę zabrakło. Trudno jednak nie być wyrozumiałym, gdy ktoś sugeruje, że źle traktowana książka może się wściec i odgryźć ci rękę. To jest po prostu słodkie.

    W skali od 1 do „Nigdy nie jest za późno na nastoletnie fantasy” – tak na zachętę „Może i serca nie wyrwało, a głowy nie urwało, ale tak uroczo się starało”.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Magia Cierni
    Wydawnictwo: NieZwykłe
    Autor: Margaret Rogerson
    Tłumaczenie: Marta Słońska
    Data premiery: 18.09.2019
    Gatunek: fantastyka, fantastyka młodzieżowa

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + uroczy na swój sposób system magiczny
    + sympatycznie bohaterowie...
    + ... całkiem fajnie obudowaniu wokół klasycznego szablonu
    + trochę akcji, humoru, magii oraz przyjemnej zabawy

    Minusy:
    – historia nieco zagubiona w środku
    – kilka głupotek i idiotyzmów

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Wojciech Bryk
    Wojciech Bryk
    Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x