SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Recenzja książki Kulawy szermierz

    KorektaYaiez
    Pojedynek na okładce

    Najemny żołnierz, mistrz szermierki, który kiedyś miał wszystko. Niby żyje, ale tak naprawdę stracił życie razem ze sprawnością obu nóg. Teraz kuleje, dysząc żądzą zemsty, powrotu do dawnego siebie, ucieczki… właściwie nie do końca jest jasne, o co mu w ogóle chodzi. Na pewno coś by rozwalił. Na przykład podpaliłby świat.

    Oglądałam niedawno Pojedynek. Fabuła tego dramatu kostiumowego Ridleya Scotta toczy się na przestrzeni wielu lat i krajów, czy może napoleońskich kampanii, ale jest bardzo kameralna – opowiada o relacji między dwoma żołnierzami. Po pierwszych rozdziałach Kulawego szermierza spodziewałam się po tej książce czegoś podobnego.

    Uther Mac Flann nazywany Kozłem najbardziej na świecie nienawidzi kolegi szermierza, Skowronka, który wysiudał go z Kohorty. Teraz to on jest gwiazdą oddziału i prawą ręką generał Dauberg, a Koziołek może ewentualnie kuleć po drogach, osłaniając podróżnych. Uther poprzysiągł zemstę i dąży do stoczenia ze swoim dawnym kumplem honorowego pojedynku. Właśnie to obsesyjne dążenie do konfrontacji jest pierwszą przyczyną mojego skojarzenia ze wspomnianym wyżej filmem. Co więcej, obie historie toczą się w czasach napoleońskich, przy czym w Szermierzu chodzi o wykorzystanie elementów związanych z wojskowością, brzmieniem nazw czy stylem życia przełomu XVIII i XIX wieku. Nie wykluczam, że Matera świadomie kieruje wyobraźnię czytelnika w stronę tego klasyka kina, w książce są też wątki nawiązujące na przykład do Siedmiu samurajów.

    Kulawy szermierz to bardzo dobrze napisane fantasy. Ma stosunkowo „ciężki” styl, bogaty i nasycony stylizacją. Zdarzają się w nim powtórzenia, na przykład w opisie walki możecie spodziewać się hasła „chaotyczna młócka”, ze dwa razy trafiłam też na stare dowcipy, które należałoby wypalić rozpalonym żelazem przy okazji drugiego wydania. Jednak to moje jedyne uwagi. Niestety nie znam się na szermierce czy wojskowości, więc jeśli boicie się, że w tekście czają się błędy, musicie pytać specjalistów. Ja odebrałam całość jako zbalansowaną, logiczną, z wyrazistymi postaciami, dobrymi dialogami i odpowiednią ilością czarnego humoru czy ironii.

    Materę czyta się dość wolno, mimo że wciąga – intensywny język sprawia, że nie dacie rady przeskakiwać z rozdziału na rozdział, trzeba będzie jednak czasem się skupić i docenić poetykę stylu czy detaliczne opisy. W pamięć zapadną wam niewątpliwie walki i rozrzucone po książce informacje o tym, jak działa magia. Może zwrócicie uwagę na sceny erotyczne, które bywają naturalistyczne, co ma podkreślać ciężkie charaktery bohaterów. Fabuła i świat rozwijają się tu równolegle, przechodzą od kameralnej historii jednego złamanego człowieka i niezbyt widowiskowych czarów do wielkiej polityki oraz magii zdolnej zniszczyć całą materię rzeczywistości. W stronę zmiany perspektywy na globalną popchnie Kozła opieka nad sierotką, której matki nie umiał ochronić. Momentami wątek niemowlaka jest nico pretekstowy, Matera czasem zapomina, że jakieś dziecko pojawiło się w książce. Ta postać to przede wszystkim akcelerator wydarzeń. Liczę jednak na to, że w przyszłości stanie się pełnowymiarową bohaterką. Kulawy szermierz to naprawdę epicka wizja, a przy tym wcale nie zamknięta – mogę ogłosić oficjalnie, że zaczynam oczekiwanie na drugi tom.

    Intensywne, wciągające fantasy. Dobrze skonstruowany świat. Trochę niedociągnięć, które irytują tylko na chwilę, bo całość Szermierza z nawiązką wynagradza te potknięcia. Na ile się orientuję, to jest to debiut Matery – wobec czego mamy tu do czynienia z talentem na miarę Rebecki F. Kuang i jej Wojny makowej.

    Gruba książka na spacerze
    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Kulawy szermierz
    Wydawnictwo: Initium
    Autor: Tomasz Matera
    Data premiery: maj 2020
    Gatunek: fantasy

    Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + świetny, intensywny styl
    + powolne przechodzenie od kameralnej historii do epickiej wizji świata

    Minusy:
    - zdarzają się potknięcia narracji
    - jeden ważny wątek czasem się gubi

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Agnieszka „Fushikoma” Czoska
    Agnieszka „Fushikoma” Czoska
    Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x