SIEĆ NERDHEIM:

Przyjaciel na scHwAU! Recenzja książki Hau. Psy, pieski i bestie w baśniach, mitach, i wierzeniach

Nadeszła pora - naprzód, sfora!
Nadeszła pora – naprzód, sfora!

Zacznę od tego, że nie mam psa, czy właściwie (w czym bezwzględnie zgadzam się z Torem Åge Bringsværdem, autorem omawianej książki) – żaden pies mnie nie ma. Ale lubię psy i czuję się każdorazowo wyróżniony dowodami ich wzajemności. Nie wiem, czy lektura Hau wpłynie na wzrost natężenia tychże u przedstawicieli psiej społeczności przy okazji kolejnych spotkań. Za to wiem już, gdzie szukać tematów, które z pewnością podniosą moją wartość konwersacyjną w gronie najzagorzalszych kynofilów.

Tytuł książki odpowiada powodom, dla których automatycznie wzbudziła ona moje zainteresowanie. Po lekturze pozostaje mi tylko mówić z uznaniem o pełnej pasji pracy autora, zbierającej mnóstwo materiałów z wymienionych dziedzin kultury. Oczywiście jest to treść poddana wymuszonej selekcji, zredagowana według klucza, którego pióro uformowały najmocniej mit i folklor. Z tym symbolicznym narzędziem w ręku Bringsværd prezentuje się jak honorowy obywatel psiego państwa, obejmującego cały glob. I w odróżnieniu od motywów, jakie mogą w ludzkim świecie skrywać się za podobnymi zaszczytami, jest to ze strony autora gest na miarę uczuć, które zwykliśmy kojarzyć z psim towarzystwem – bezinteresowny i pełen miłości.

Jako że myślenie magiczne – nieodłącznie związane z obsługą podanego klucza – domaga się powtórzonej formuły, przeto i ja powtórzę za autorem i wydawcą (wspólnie z nimi zaś za rdzennymi mieszkańcami Ameryki) motto otwierające recenzowaną książkę: „Bóg stworzył ziemię, niebo i wodę, księżyc i słońce. Stworzył człowieka, ptaki i zwierzęta. Ale psa nie stworzył. Bo psa już miał”. I jak to bywa z podobnie wyrażoną mądrością – obywa się ona bez dalszego komentarza. Jednak autor stara się przywołać w możliwie sprawiedliwy sposób również głosy przedstawicieli innych kultur w tej sprawie. Od najstarszych cywilizacji do popkultury, ze wszystkich stron świata, z nadiru i zenitu patrząc, znaczy się – węsząc, poza czubek własnego, bo w ślad za psim, nosa.

Dzik był dziki, dzik był zły...
Dzik był dziki, dzik był zły…

A właśnie ten psi wtykał się w niejedno miejsce (między innymi uszczelniając tym sposobem szpary, przez które wlewała się woda do Arki Noego), ale zawsze w pobliżu człowieka. Książka Bringsværda jest w przeważającej części przeglądem opowieści z psimi bohaterami w rolach głównych i pobocznych. Dowiemy się z nich o udziale psa w stworzeniu świata i człowieka, o znaczeniu oraz podłożu różnych psich zachowań (dlaczego merdają ogonem i długo kopulują), a przede wszystkim o archetypicznej więzi (nie mylić ze smyczą), jaka łączy homo sapiens i canis familiaris.

Etnograficznych argumentów przemawiających za psem jako nieodłącznym towarzyszem człowieka najliczniej dostarczają Ameryka Północna (im bardziej na północ, tym więcej – znaczącą część tworzą podania Inuitów) i Wyspy Brytyjskie. Psie tropy wiodą też m.in. do Egiptu (wspaniała niekompletna baśń o nieznanym zakończeniu), Persji, Chin, Indii (Budda też był psem!), Skandynawii, Grecji czy Kongo (pies nie tylko jako strażnik, ale wręcz dawca ogniska), krzyżując się z losami bogów, herosów, władców, świętych, prostych ludzi oraz innych zwierząt. Czasami obecność psiego bohatera jest raczej pretekstem do zaprezentowania postaci kluczowych dla kultury innej niż europejska, jak w przypadku historii o Gluskapie czy Sednie (obie związane z Ameryką Północną), ale czyż pies nie bywa również przewodnikiem? W tej wędrówce po mitach, legendach, apokryfach można się zdać na niego bez wahania na równi z autorem książki.

Kudriawka alias Łajka.
Kudriawka alias Łajka.

Obok wykazania wszechstronnego udziału psa w kosmogonii i jego stałych przymiotów wierności czy odwagi Bringsværd przeplata rozdziały tematyczne zestawieniami krótkich ciekawostek. To z nich dowiemy się między innymi o konsekwencjach połknięcia dziecięcego zęba mlecznego przez psa, znaczeniowych przemianach słowa „bitch” i nazistowskim korpusie gadających psów. Nie zabrakło też ustępu o cynocefalach, czyli psiogłowcach. Jest to arcyciekawa kronika historycznych anegdot i kuriozów, serwowana w przerwach między większymi porcjami dla zaostrzenia apetytu. Dla malkontentów będzie to oczywiście wystarczający powód do zarzutów, dlaczego na przykład autor w całości przytacza znaną i ogólnodostępną baśń Andersena Krzesiwo, a nie opowie nam więcej o azteckim Xolotlu (nie wspominając o słowiańszczyźnie), ale ja się do nich nie zaliczam.

Hau nie jest leksykonem ani monografią. Jest za to pomysłowo skomponowaną książką, w której dociekliwi, jeżeli zechcą wyjść poza jej i tak bogatą treść, znajdą mnóstwo precyzyjnych odsyłaczy. Nie wszystkie są ujęte w bibliografii (ta obejmuje pozycje datowane najdalej na lata 60. ubiegłego wieku), za to równie wiele starszych publikacji, z których zaczerpnięte zostały podania, znajdziecie rozsianych w autorskich objaśnieniach poprzedzających teksty oraz rozbudowujących kontekst blokach, które Bringsværd objął dowcipną nazwą „ogonów”. To prawdziwa kopalnia wiedzy dla amatorów mitoznawstwa i etnografii. Czytelnicy Mitów greckich Gravesa rozpoznają w tym metodę „przypisów do przypisów”. Niektóre prezentują naprawdę dogłębną (jak na te rozmiary tekstu) analizę znanych obiegowo motywów, by wspomnieć tylko przykład św. Krzysztofa/Reprobusa (to i ja pozwolę sobie tutaj na przypis i wspomagam skromnie pracę norweskiego pisarza przytoczeniem komiksowej wariacji na temat: Markus Färber, Reprobus, Kultura Gniewu, 2014).

"Imaginuj sobie Ferdynandzie, że gdzieś podobno żyją psy z ludzkimi głowami. Dobre sobie, hau, hau, hau"!
„Imaginuj sobie Ferdynandzie, że gdzieś podobno żyją psy z ludzkimi głowami. Dobre sobie, hau, hau, hau”!

Autorską koncepcję uzupełniają liczne reprodukcje fotografii, rycin, obrazów, emblematów – krótko mówiąc rozmaitych graficznych form, na których pies potwierdza swoją atrakcyjność jako modela i odbiera przynależną bohaterom wieczną chwałę. Ekspozycja tych materiałów jest równie przemyślana co układ treści i w połączeniu z wyodrębnioną kolorem częścią stron (dotyczy to zarówno stałych działów jak i okazjonalnych partii) oraz ogólną typografią daje prawdziwą estetyczną przyjemność lektury. Wzmaga ją nawet użyty papier. Z braku psa, jak w moim przypadku, można śmiało głaskać samą książkę.

Rok, w jaki właśnie weszliśmy, nie jest według chińskiego horoskopu rokiem Psa. Na najbliższy przyjdzie nam poczekać do 2030. Do tej pory powinniście zdążyć z przeczytaniem książki Bringsværda. Bo jak powiedział Groucho Marx: „Poza psem książka jest najlepszym przyjacielem człowieka. Wewnątrz psa jest zbyt ciemno, żeby czytać”.

Wydawnictwu Marginesy serdecznie dziękuję za udostępnienie hautastycznego egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Hau. Psy, pieski i bestie w baśniach, mitach, i wierzeniach
Wydawnictwo: Marginesy
Autor: Tor Åge Bringsværd
Tłumaczenie: Milena Skoczko
Typ: książka
Gatunek: popularnonaukowa
Data premiery: 12.11.2020
Liczba stron: 280

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Łukasz "Justin" Łęcki
Dzieciństwo spędziłem przy komiksach TM-Semic, konsoli Pegasus i arcade’owych bijatykach. Od kilkudziesięciu lat sukcesywnie podnoszę stopień czytelniczego wtajemniczenia, nie obierając przy tym szczególnej specjalizacji. Fascynują mnie mity, folklor, omen, symbole – wszystko, co tworzy panoptyczny rdzeń ludzkiej wyobraźni. Estetycznie i duchowo czuję się związany z modernizmem, ale dzięki dzieciom i znajomym udaje mi się utrzymywać niezbędny poziom cywilizacyjnej ogłady. Nałogowo wizytuję antykwariaty książkowe i sklepowe działy słodyczy. Piszę też dla wortalu i czasopisma Ryms.