SIEĆ NERDHEIM:

Paolini i Eragon dojrzewają i na dobre im to wychodzi. Recenzja książki Najstarszy

Na okładce smok, którego poznajemy w tym tomie.
Na okładce smok, którego poznajemy w tym tomie.

Po międzynarodowym sukcesie Eragona kwestią czasu było poznanie jego dalszych losów. Na szczęście młodociany autor nie kazał nam długo czekać na kolejny rozdział opowieści o młodym jeźdźcu smoków i po dwóch latach oczekiwania na półkach księgarń wylądował Najstarszy. Czy nowy tom spełnił pokładane w nim oczekiwania? Jak najbardziej. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony tym, co zaprezentował nam Paolini.

Zacznę od tego że jest lepiej, zdecydowanie lepiej na wielu płaszczyznach, od fabuły jako podstawowego aspektu począwszy, na stylu skończywszy. Po drodze jeszcze mijamy bohaterów, bo oni też nie pozostają obojętni na te wszystkie zmiany, co może tylko cieszyć. Każdy możliwy aspekt powieści zostaje poprawiony, co rokuje jak najlepiej dla Paoliniego.

Sytuacja w Alagesii się komplikuje. Wydarzenia rozgrywają się na wielu różnych frontach. Znajdziemy tu desperacką obronę wioski rodowej Eragona, dowodzoną niejako przez jego brata, (notabene wątek Rorana uważam za jeden z najlepiej zrobionych w całej sadze), mamy królową Nasuadę i początki jej rządów, są także elfy i trening naszego dzielnego jeźdźca, a także wyraźny rozkwit jego burzliwego romansu. Wszystko się rozwija, nabiera kolorów. W tym wszystkim pojawiają się też nieśmiało odcienie szarości. Nie wszystko jest tak oczywiste i czarno-białe. Mimo to dalej wiemy, komu kibicować i żadna „zmiana stron” tutaj nie nastąpi, ale buntownicy nie są już krystalicznie czyści, ani król jednoznacznie zły. Jest to olbrzymi krok naprzód, który w gruncie rzeczy ratuje sagę przed kompletnym potępieniem i sprawia, że daje się to czytać bez nieprzyjemnych odruchów. A i co jest niezmiernie ważne, nie widać oczywistych zapożyczeń, dostajemy o wiele więcej oryginalnych elementów. Przykładem jest tutaj chociażby Angela, będąca coraz ciekawszą, ekscentryczną zielarką, czy też Elva ­­­­­– dziewczynka pobłogosławiona przez Eragona.

Z nowych miejsc poznałem leśną siedzibę elfów (i jej okolice, a zwłaszcza pewną  odseparowaną od reszty enklawę) i trzeba przyznać, potrafi ona zainteresować czytelnika, zwłaszcza że wraz z miastem poznajemy społeczeństwo i jego zwyczaje. Dowiedziałem się chociażby, jak wygląda sprawa potomstwa wśród tej długowiecznej rasy. Poznałem  także parę innych ciekawostek, w tym to, jak podchodzą do sztuki. Spotkałem również interesującą istotę zwaną kotołakiem i drzewo Manoa, gdzie Eragon dostaje enigmatyczne wskazówki. Wszystkie te miejsca czy stworzenia jak najbardziej intrygują.

Wypadałoby powiedzieć parę słów o bohaterach. Tutaj zmiany są chyba najbardziej widoczne. Nareszcie zaczynają oni myśleć porządnie. W raz z tym myśleniem pojawia się element zaskoczenia, bo nagle okazuje się, że nie są kukłami bez mózgu dla Paoliniego, tylko rzeczywiście mają jakąś wolną wolę i robią, co chcą, a przynajmniej mają przebłyski, czego nie doświadczamy praktycznie zupełnie w pierwszej części.  Przykładem tutaj jest chociażby Arya, która nie wpisuje się sztywno w rolę obiektu westchnień Eragona. Ma swój własny charakter i wiążącą się z pewnymi obowiązkami pozycję w Alagesii.  Naprawdę dobrze jest zobaczyć, że ktoś jednak potrafi używać tego najważniejszego elementu naszego organizmu. W pewien sposób jest to pocieszające. Przyjmuję to jeszcze bardziej entuzjastycznie, jeśli tych ktosiów jest sporo. Oczywiście wynika to również po części z lepszych dialogów, co też jest jak najbardziej plusem Najstarszego.

Styl też nie pozostaje neutralny. Jak wszystko się komplikuje, to nie można tej całości opisać po łebkach, na szybko, bez wdawania się w szczegóły. Trzeba trochę przystopować, co nieco wytłumaczyć czytelnikowi i autor zdaje sobie z tego sprawę, stosując się do tej reguły. Całokształt dalej jest opisany co prawda najprościej, jak się da, ale to wszystko już nie daje wrażenia dziecinności. Teraz nareszcie wydaje się to być solidnie napisana, młodzieżowa książka. Powinna być taka od pierwszego tomu, no ale cóż.

Jeśli wytrwaliście i przeczytaliście tom pierwszy, to tym bardziej musicie sięgnąć po tom drugi. Jest naprawdę ogromna różnica jakościowa pomiędzy tymi dwiema pozycjami. Momentami aż trudno uwierzyć, że to ten sam autor. Co prawda nie da się ukryć – Paolini się wzoruje w całym cyklu na Pamięci, Smutku i Czerni pióra Tada Williamsa, którego bardzo dobrze zna i przyznaje, że jest jego mentorem i inspiracją.  Nie przeszkadza to sadze jednak, zwłaszcza w tym tomie, być przyzwoicie napisanym cyklem, dającym się przełknąć w kilka dłuższych, nieprzespanych wieczorów. Nie jest to może lektura obowiązkowa i daleko jej do kanonu, ale w przypadku Najstarszego jest ewolucja, rozwój aż nazbyt widoczny i tego się trzymajmy.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł polski: Najstarszy
Tytuł oryginalny: Eldest
Wydawnictwo: Mag
Autor: Christopher Paolini
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Gatunek: baśń, fantasy
Data premiery: 01.01.2005
Liczba stron: 619
ISBN: 978-83-6640-901-9



Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Krzysztof "Kazio_Wihura" Bęczkowski
Niepoprawny optymista, do tego maniak fantastyki. Czyta i kupuje kompulsywnie wiele książek. Gra we wszelakie tytuły (przede wszystkim RPG, strategie, można tu też wymienić parę innych gatunków). Nie patrzy na datę wydania danego dzieła i pochłania wszystko, co ma na swej drodze. Przekroczył magiczną trzydziestkę. Po cichu liczy, że go ominie kryzys wieku średniego.