SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Recenzja książki All These Worlds (Bobiverse 3)

    KorektaJustin

    Historia Bobów zbliża się do wielkiego finału. Bobiverse został zaplanowany przez Dennisa E. Taylora jako trylogia, chociaż powinniśmy się spodziewać jeszcze jednotomowych spin-offów. Pierwszy ukaże się już we wrześniu 2020 pod tytułem Heaven’s River. Wygląda na to, że jesteśmy w idealnym momencie na porozmawianie o All These Worlds.

    Zwykle oczekuję, że kolejne tomy cyklu będą się od siebie różnić, w końcu po coś zostały podzielone. Lubię zmianę perspektywy, czasu czy miejsca wydarzeń. Być może paradoksalnie, ale cenię sobie też uczucie zagubienia i niepewności towarzyszące takim zabiegom, konieczność przypominania sobie, „co było” w poprzednim tomie i kombinowania, jak to, co akurat czytam, ma się do wcześniejszych odsłon fabuły. Między innymi dzięki takim zabiegom duże wrażenie zrobił na mnie Problem trzech ciał Cixina Liu. Bobiverse, także będące hard science fiction, należy pod tym względem do zupełnie innej bajki. All These Worlds jest bezpośrednią kontynuacją For We Are Many. Jakbyście nie otwierali nowej książki, tylko spokojnie odwracali stronę. To oczywiście nie znaczy, że historii brakuje struktury czy skomplikowania.

    Już od drugiego tomu przygód Bobów wyłaniały się dwa motywy przewodnie, wokół których orbitowały wydarzenia – groźba ze strony Obcych i to, jak bardzo nieśmiertelni Bobowie powoli oddalają się od pozostałych ludzi. Część z nich zaczęła wręcz określać ludzkość mianem ephemerals – chwilowych lub efemerycznych (jestem bardzo ciekawa, jak przetłumaczy to Wojciech M. Próchniewicz). Relacji ze śmiertelnikami nie poprawia fakt, że nikt jeszcze nie zdecydował się na skopiowanie świadomości i dołączenie do uniwersum sztucznych osób. W All These Worlds ten temat stanie się poważniejszy i zyska praktyczne rozwinięcie. Nie spodziewajcie się filozoficznych rozważań, ale nastawcie na kwestie społeczne. Ludzie zawdzięczają Bobom przeżycie, co nie znaczy, że chcą zapraszać ich do swoich domów. Czasami wręcz ich nie lubią i nie szanują. Tymczasem kolejni Bobowie są coraz bardziej zmęczeni swoim pracoholizmem i nieustanną opieką nad koloniami. Z jednej strony konstruują androidy, żeby być bliżej ludzkiej codzienności, z drugiej – powoli marzą o ucieczce i zwyczajnie się nudzą.

    Żaden z Bobów nie ma jednak czasu przyjrzeć się bliżej swojemu syndromowi wypalenia, bo wojna z Obcymi wymaga od nich mobilizacji wszystkich sił i zasobów. Trzeba jak najszybciej zabrać ostatnich mieszkańców Ziemi, która nie tylko powoli przestaje być zdatna do życia, ale stała się tez pierwszym celem wroga. Jednocześnie muszą trwać zbrojenia, opracowanie metod i strategii walki z olbrzymimi statkami tej agresywnej, zachłannej rasy „Zergów z Bobiverse”. Przyznaję, że ten wątek nie do końca zaspokoił moje nerdowskie serduszko. Obcy są bardzo jednoznacznie źli i niezbyt mądrzy, zwyczajnie krótkowzroczni. Taylor uzasadnia takie zachowanie, stawiając hipotezy dotyczące ich struktury społecznej… Wiem, że Bobiverse to raczej lekkie science fiction, wciąż jednak miałam nadzieję na nieco ciekawsze rozwiązanie całego wątku Obcych. Żeby nie spojlerować, powiem tylko, że coś, co mogło stanowić wielki, epicki element fabuły, powiązać wątki sugerowane w różnych rozdziałach zostało rozwiązane prosto i bezrefleksyjnie.

    Ostatni tom trylogii Bobiverse jest z jednej strony pełen akcji, z drugiej umiejętnie poprzecinany spokojniejszymi rozdziałami poruszającymi wątki społeczne czy osobistych relacji Bobów z ich rodziną i przyjaciółmi. Znajdziecie tu nawet trochę polityki, wodna planeta Posejdon okaże się tą, na której lokalny Bob, Marcus, naprawdę nie ma okazji do nudy. Wszystkie te drobne, codzienne wątki zostały przez Taylora umiejętnie napisane, nawet jeśli w lekki i niezobowiązujący sposób. Jak wspomniałam wcześniej, to główny element fabuły, konfrontacja z Obcymi, wydał mi się zakończony zbyt szybko i łatwo. Jego niewątpliwą zaletą jest jednak to, że do samego finału nie będziecie mieć pewności, co się ostatecznie wydarzy. Podobnie jak mieszkańcy Bobiverse.

    All These Worlds definitywnie zamyka pewien rozdział Bobiverse. Wydaje mi się, że wyczerpuje też dotychczasową formułę, w której Bob, Bill, Howard czy Marcus patrzą na ludzi lub Deltan z pewnego dystansu, ale cały czas dla nich pracują. To samo dotyczy procesów terraformacji. Za to w porównaniu z początkiem trylogii gdzieś zgubił się element eksploracji kosmosu, o którym bardzo chętnie poczytałabym w jakimś spin-offie. Bobowie nie mają wyjścia, jeśli chcą dalej istnieć, muszą znaleźć na siebie nowy pomysł, a najlepiej wiele różnych pomysłów na życie jako nieśmiertelna, potężna sieć sztucznych osób coraz bardziej oddalających się od Ziemi.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: For We Are Many
    Wydawnictwo: Worldbuilders Press
    Autor: Dennis E. Taylor
    Typ: Książka
    Gatunek: science fiction
    Data premiery: 2017

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + umiejętne domknięcie społecznych i osobistych wątków
    + sporo akcji
    + spójna kontynuacja poprzednich tomów

    Minusy:
    - zbyt bezrefleksyjne zamknięcie wątku Obcych
    - mało nowych pomysłów

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Agnieszka „Fushikoma” Czoska
    Agnieszka „Fushikoma” Czoska
    Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x