SIEĆ NERDHEIM:

Prefiks, sufiks, komiks. Recenzja komiksu Zrozumieć komiks

Swój chłop w swoim żywiole.
Swój chłop w swoim żywiole.

Jakże ja bym chciał stać się dziś, w 2021 roku, nastolatkiem. Jakże ja bym chciał móc dostać w swoje młodzieńcze ręce dzieło Scotta McClouda. Pewnie stałbym się jego fanatycznym wyznawcą, zbudował mu kapliczkę, gorączkowo dzielił się z każdym znajomym objawionymi tam rewelacjami, a nocami rysował do utraty czucia w paluchach, by znaleźć własny rytm i samodzielnie odmierzyć odległości między „sześcioma krokami”, o których traktuje rozdział siódmy tej, najkrócej mówiąc, unikalnej, klasycznej pozycji.

Dziś, jako ubiegłowieczny weteran, mogę wprawdzie wykazać się większym stażem czytelniczym i wyższym stopniem orientacji gatunkowej, choć to nie zmienia faktu, że kontakt z tezami McClouda niesie równie energetyzujące odkrycia. Zresztą nie wyczerpują się one w jednym tomie, gdyż autor ma w swoim dorobku jeszcze dwie pozycje z zakresu teorii komiksu: Reinventing Comics (2000) oraz Making Comics (2006), których ukazania się w Polsce już możemy oczekiwać. Zrozumieć komiks wydano w USA w 1993 r., polska edycja nakładem Kultury Gniewu premierę miała w 2015, zaś obecne wznowienie tytułu pozwala uzupełnić rynkowy deficyt, a przede wszystkim wiedzę na temat specyfiki komiksowego medium wszystkim jego fanom.

Ach, ten żar akademicko-konwentowej dysputy!
Ach, ten żar akademicko-konwentowej dysputy!

Nie tylko im zresztą, gdyż wywód McClouda ma w sobie ten ładunek pasji, który potrafi oddziaływać niemal hipnotycznie na dowolnego odbiorcę, jeśli tylko ten przyznaje się do potrzeb życiowych ciut bardziej urozmaiconych niż zombie. I nie chodzi tutaj o pokutującą przez lata „wstydliwość” samego faktu czytania historyjek obrazkowych, gdyż biadolenia nad niedocenianą pozycją komiksu względem innych dziedzin sztuki dziś śmiało możemy uznać za zbędne i Polska nie jest tutaj wyjątkiem. Ewolucja komiksowego medium już przed rzeczonym 1993 rokiem przedstawiała się na świecie imponująco, mieszcząc w swoim obszarze twórców i dzieła, które nie pozwalały wiązać go dłużej jedynie z popkulturą, a przy tym samo wypracowało narzędzia autokrytyki.

Ale co ja tu banalizuję, kiedy McCloud analizuje precyzyjniej, rozlegle, wnikliwie, przystępnie, a przy tym z polotem i zaraźliwym entuzjazmem. Najlepsze w tym zestroju jest to, że ów wykład się nie zestarzał. Tworzące go rozdziały obejmują próbę zdefiniowania pojęcia komiksu, jego języka, sposobów, w jaki wykorzystuje on nasze naturalne zdolności do objaśniania sobie znaczenia obrazów/idiomów graficznych, kwestię następstwa czasu w narracji i komunikowania emocji… Wszystko, co intuicyjnie odbieramy jako mniej lub bardziej udaną sekwencję kadrów, McCloud porządkuje na podstawie własnych doświadczeń miłośnika sztuki komiksu – dociekliwego, świadomego związanych z nią (niekiedy słusznie) stereotypów, ale przede wszystkim zwracającego uwagę na ogromne, może i niewyczerpane, możliwości, jakie daje połączenie słowa i obrazu.

Wężykiem, Scottie, wężykiem!
Wężykiem, Scottie, wężykiem!

Rozważania te sięgają zdecydowanie poza daty i twórców związanych wprost z historią komiksu. McClouda nie interesuje monograficzne ujęcie tematu, bardziej intryguje go ów tajemniczy odzew mózgu na alert wszczęty przez żarłoczne oko. Od protokomiksowych form sprzed stuleci (egipskie malowidła, kodeksy cywilizacji prekolumbijskich, tkanina z Bayeux) przez tworzące sekwencyjne całości dzieła plastyków (Hogarth, Ernst) do zachodniej awangardy plastycznej i literackiej XX wieku.

Sposób, w jaki śledzi proces tych przemian np. w zestawieniu ze sztuką dalekowschodnią, uzmysławia, jak bardzo w każdej formie ekspresji jesteśmy odrębni kulturowo i jak wiele możemy zyskać na tym antropologicznym rozpoznaniu. Chodzi tutaj – znów – o coś więcej niż formalne różnice między mangą i komiksem europejskim/amerykańskim; McCloud imponuje dyscypliną, zakresem wiedzy i temperaturą wywodu o ukochanym medium, nieprzypadkowo włączając weń zagadnienia dotyczące filozofii języka, estetyki, historii sztuki. Objaśnienia dotyczące źródeł efektów wywieranych odruchowo przez komiks u czytelnika (dla mnie szczególnie wartościowe stały się te dotyczące cartoonu i podstawowej funkcji dookreślania), czynią zawarte w tytule słowo „zrozumieć” całkowicie prawomocnym.

Papier wszystko przyjmie.
Papier wszystko przyjmie.

Forma, w jakiej podaje je autor, potwierdza to w dwójnasób. Jesteśmy w komiksie o komiksie, na przykładzie samego narratora/bohatera obserwujemy działanie omawianych przezeń zabiegów konstrukcyjnych, zestawień alternatywnych rozwiązań, melanży stylistycznych… Ów sympatyczny rysunkowy człowieczek o nerdowskim emploi ma do dyspozycji nieprzebrany arsenał „pozawerbalnych” środków wyrazu – utrzymuje uwagę widza/słuchacza, poddając się teorii w praktyce i wynosi ją przy tym do pełnej humoru i absurdu autotematycznej gry. To argument sam w sobie na wyjątkowość przekazu, jaki oferować może tylko komiksowe medium. Genialne – i tyle.

Nie będę przeciągał relacji ze swoich wrażeń, gdyż: po pierwsze, o niebo celniej wypunktował jej walory czołowy polski teoretyk komiksu Jerzy Szyłak we wstępie do polskiego wydania, po drugie, jeżeli już zapoznacie się z rzeczonym wstępem, to chwilę potem i tak traficie przed katedrę cartoonowego awatara Scotta McClouda, który wzbogaci wasz odbiór komiksu, uwrażliwi na jego interdyscyplinarne możliwości, słabnących pokrzepi, wątpiących nawróci, a w poniektórych może i rozbudzi twórcze moce. Zgodzicie się, komiksofile, że gdy chodzi o tusz, to stara miłość nie blaknie, a nowa nie obsycha.

Połącz kadry. I tak trzymaj!
Połącz kadry. I tak trzymaj!

Wydawnictwu Kultura Gniewu serdecznie dziękujemy za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Zrozumieć komiks
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Scenariusz i rysunki: Scott McCloud
Tłumaczenie: Michał Błażejczyk
Typ: komiks
Gatunek: teoria (i praktyka) gatunku
Data premiery: 13.04.2021
Liczba stron: 228

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

spot_img

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Łukasz "Justin" Łęcki
Dzieciństwo spędziłem przy komiksach TM-Semic, konsoli Pegasus i arcade’owych bijatykach. Od kilkudziesięciu lat sukcesywnie podnoszę stopień czytelniczego wtajemniczenia, nie obierając przy tym szczególnej specjalizacji. Fascynują mnie mity, folklor, omen, symbole – wszystko, co tworzy panoptyczny rdzeń ludzkiej wyobraźni. Estetycznie i duchowo czuję się związany z modernizmem, ale dzięki dzieciom i znajomym udaje mi się utrzymywać niezbędny poziom cywilizacyjnej ogłady. Nałogowo wizytuję antykwariaty książkowe i sklepowe działy słodyczy. Piszę też dla wortalu i czasopisma Ryms.