SIEĆ NERDHEIM:

Powroty po latach bywają bolesne. Recenzja komiksu W dół, do Ziemi

KorektaVivique
W dół, do ziemi - okładka komiksu
W dół, do ziemi – okładka komiksu

Według wielu osób główną zaletą literatury science fiction jest możliwość przedstawienia różnych procesów, dziejących się na przestrzeni dziejów na świecie: kolonializmu, zmian w duchowości człowieka lub postrzegania miejsca ludzkości w świecie i przeniesienia ich na obcą planetę, dzięki czemu autor może uatrakcyjnić opowiadaną historię, a czytelnik przyjrzeć się wszystkiemu z potrzebnym dystansem. Poniekąd opinia ta wydaje się adekwatna, bo przecież spora część książkowej klasyki, reprezentującej wspomniany gatunek, począwszy od tytułów autorstwa Philipa K. Dicka, Stanisława Lema czy bardziej współczesnego Petera Wattsa realizuje powyższą tezę. Podobnie jest z omawianym komiksem, bazującym na powieści autorstwa Roberta Silverberga, W dół, do Ziemi.

W dół, do ziemi - przykładowy kadr
W dół, do ziemi – przykładowy kadr

Porucznik Eddie Gendersen przybywa na planetę nazywaną Światem Holmana, gdzie mieści się jedna z ludzkich kolonii. Trafia pod dowództwo Kurtza, zdradzającego oznaki szaleństwa. Głównemu bohaterowi udaje się szybko awansować, dzięki czemu zaczyna zarządzać tamą Monroe. Wkrótce dochodzi do tragicznego wypadku, który sprawia, że młody wojskowy postanawia wrócić na Ziemię, pozostawiając za sobą wszystko, w tym ukochaną. Osiem lat później wraz z grupą naukowców, pragnących odkryć tajemnicę lokalnego rytuału nazywanego powtórnymi narodzinami, ponownie przylatuje na, przemianowaną po okresie kolonialnym, planetę Belzagar, gdzie przychodzi mu się zmierzyć z własną przeszłością. 

Na wstępie wolę uprzedzić, że nie znam książkowego pierwowzoru, przez co oceniać będę historię wyłącznie poprzez sposób jej przedstawienia w komiksie. Fabuła w W dół, do ziemi, jak wspomniałem wcześniej, porusza historyczny problem, w tym wypadku kolonializmu. Ukazuje czytelnikowi trzy różne sposoby patrzenia na tubylcze ludy (w przypadku komiksu obce gatunki): chęć zniewolenia z pozoru słabiej rozwiniętej cywilizacji, współżycie z obcymi na równych warunkach i pod pozorem szacunku, traktowanie ich jako ciekawych obiektów do obserwacji i badania. Przedstawia przy tym podstawowe błędne założenia strony przybyłej, mającej się od razu za lepszą od miejscowych. Jednakże brakuje tutaj pewnego wyczucia. Od samego początku bohaterowie prezentowani są poprzez przyporządkowanie ich do jednej z wymienionych przeze mnie grup, a główny bohater ma funkcjonować jako figura, dostrzegająca swoje złe nastawienie, przez co z czasem całkowicie się zmienia. 

W dół, do ziemi - przykładowy kadr
W dół, do ziemi – przykładowy kadr

Częściowo rozczarowuje też sposób, w jaki została przedstawiona fabuła. Co kilka-kilkanaście stron występują nagłe przeskoki, które sprawiają wrażenie, jakby między kolejnymi scenami brakowało paru kadrów, służących za naturalne przejścia. Podobne zastrzeżenie tyczy się relacji między bohaterami. Między dwójką z nich dochodzi do romansu, którego początek został zainicjowany wyłącznie przez jedno spotkanie na plaży. Poszczególne postaci odgrywają swoje role, nie mając tak naprawdę żadnego charakteru i nie wykraczając poza nie ani na moment.  

Ostatnim aspektem związanym z fabułą są poruszane w niej kwestie filozoficzne, religijne i społeczne. Dwa pierwsze, chociaż przedstawione w bardzo prosty i dosadny sposób, sprawdzają się dobrze. Ukazują specyficzny sposób myślenia i wiary obcych mieszkańców Belzagaru. Konfrontują wiarę ludzką, nastawioną głównie na naukę, z lokalną, pierwotną a przez to utkwioną w sakrum. 

W dół, do ziemi - przykładowy kadr
W dół, do ziemi – przykładowy kadr

Rysunki Laury Zuccheri są przyjemne dla oka. Wszystkie postaci łatwo jest rozpoznać, podobnie jak emocje widoczne na ich twarzach. Przedstawiciele ras – nildorów i sulidorów wyglądają dobrze; wystarczająco obco, a jednocześnie nie na tyle pokracznie, by przechodziło to w kuriozum. Najlepiej wypada flora. Wszelka roślinność, począwszy od wysokich drzew, po mięsożerną trawę i rozciągające się na powierzchni planety krajobrazy: góry, pustynie, dzicz.  Budują one poczucie patrzenia na egzotyczny świat, niedotknięty jeszcze przez człowieka. 

Czy w takim razie po tym wszystkim polecam W dół, do Ziemi? Tak. Pomimo kilku mankamentów jest to dobry tytuł. Choć lektura nie wywoła raczej u czytelnika oczekiwanych refleksji, to przez kolejne strony przechodzi się z łatwością i niezwykle przyjemnie. Plus poznanie komiksu sprawiło, że z tym większą chęcią sięgnę po książkę Silverberga. 

Serdecznie dziękujemy Wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: W dół, do Ziemi
Wydawnictwo:
Egmont
Scenarzysta:
Philippe Thirault
Rysownik:
Laura Zuccheri
Tłumaczenie: Maciejka Mazan
Data premiery:
23.07.2020
Liczba stron:
108

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

PODSUMOWANIE

Plusy:
+ładnie wyglądająca fauna i flora planety
+emocje na twarzach bohaterów są czytelne
+fabuła jest prosta, ale przyjemna
+ukazanie religijności obcych cywilizacji

Minusy:
-nagłe, niczym nieuzasadnione przeskoki czasowe i miejscowe
-brakuje większego zróżnicowania w postawach bohaterów
-jednostronna ocena kolonializmu i innych procesów społecznych
-bohaterowie pozbawieni są charakteru

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Adam "Sumo" Loraj
Adam "Sumo" Loraj
Rocznik '98. Student historii. Sięga w równej mierze po anime, filmy, gry wideo, komiksy i książki. Fan twórczości Hideo Kojimy, Guillerma del Toro i Makoto Shinkaia. Od najmłodszych lat w jego sercu pierwsze miejsce zajmują Pokemony, a zaraz potem Księżniczka Mononoke. Prowadzi i gra w papierowe RPGi, w szczególności w Zew Cthulhu i Warhammera. Za najlepszego światowego muzyka uważa Eltona Johna, a polskiego Jacka Kaczmarskiego. Swoje opowiadania publikował w m.in. magazynach: Biały Kruk, Histeria, Szortal na Wynos lub w antologii Słowiański Horror.