SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Tylko jeden z wielu. Recenzja komiksu Twardziel

    Urok w prostocie.

    Uwielbiam Jeffa Lemire. To żadna tajemnica i nie jestem w tym uwielbieniu osamotniony. Jego zachwycająco-przerażające Gideon Falls szybko stało się jedną z moich ulubionych serii, z uśmiechem na ustach śledzę jego doskonałe podejścia do superhero, choć nie we wszystkich wykazał się wyżynami swoich umiejętności. Trochę zapomniałem jednak, że miłość do tego scenarzysty obudziły u mnie jego kameralne i mocno osobiste serie autorskie. Dzieła dotykające serca i wyciskające łzy z oczu dzięki ogromnej wrażliwości i trafnym obserwacjom na temat personalnych dysfunkcji. Twardziel bardzo dobitnie mi o tym przypomniał.

    Głównym i tytułowym bohaterem historii jest Derek Ouelette. Były hokeista, którego karierę przerwała lata temu skłonność do przesadnej brutalności, włóczy się po kanadyjskiej mieścinie, obijając mordy każdemu, kto nadepnie mu na odcisk. Męczy się w kiepskiej robocie, chleje na umór i żyje z dnia na dzień, bez celu i nadziei. Jego sielankowy schemat martyrologiczny burzy niespodziewanie powrót siostry uciekającej przed osobistą reprezentacją jej problematycznej przeszłości. Zjednoczone po latach rodzeństwo ukrywa się na odludziu i walcząc ze swoimi demonami, powoli wędruję w kierunku katartycznego zakończenia historii.

    Lemire wciąż trzyma się małych miasteczek.

    Poryczałem się, no co ja będę ukrywał. Może nie tak totalnie – nie doszło do spazmów i zachrypnięcia, ale gardło ścisnęło mi się dobre kilka razy, a i łzy płynęły po policzkach. Jestem pełen podziwu dla kunsztu Lemire’a, który pozwala mu w stosunkowo zwięzłej formie przedstawić raczej antypatyczne postacie i jednocześnie wyjaśnić czytelnikowi co doprowadziło do takiego stanu rzeczy. Dzięki temu jesteśmy w stanie wykolejeńców zrozumieć, kibicować im i wytrenować trochę empatię względem innych ludzi. Za pomocą mądrze rozlokowanych w narracji retrospekcji autor potrafi pokazać nam, że nieprzystępne gburstwo i życiowe niepowodzenia bardzo często są skutkiem ogromnej traumy. Traumy, która jest normalizowana w codziennym życiu i w wyniku ogólnej znieczulicy względem rodzinnych patologii bywa niemalże niewidzialna.

    Sam tytuł jest lekko ironiczny. Nieczuła fasada zachowań protagonisty to tylko krucha skorupa skrywająca jego wrażliwość i całkowitą nieumiejętność radzenia sobie z własnymi emocjami. Cechy, za które rozumny czytelnik właściwie nie może go winić. Jak to zwykle bywa u Jeffa Lemire, wszystko wynika z porąbanych relacji z ojcem. To jedna z tysięcy historii rozgrywających się w małych mieścinach, gdzie niezliczone tabuny zrezygnowanych przegrańców ślizgają się przez życie bez cienia szans na poprawienie jakości swojego bytu. Tym razem jednak mamy wyjątkową okazję być przez chwilę obserwatorami przełomowego momentu jednego z tych wątków, przeanalizować go osobiście i dotkliwie odczuć. Wielu z nas znajdzie w życiu Dereka podobieństwa do własnych doświadczeń i to boli, ale również niesamowicie wciąga i wręcz zmusza do rozbudzenia nadziei na możliwie pozytywny tok wydarzeń.

    Wizualna prostota absolutnie nie psuje wrażenia.

    Nie będę zdradzał oczywiście zakończenia. Możecie być jednak pewni, że niezależnie od jego ogólnego wydźwięku, jest doskonale dopasowane do całej fabuły, konsekwentnie wynika z konstrukcji postaci i satysfakcjonuje w ogromnie poruszający sposób. Pełny wymiar umiejętności narracyjnych kanadyjskiego scenarzysty widać właśnie jedynie w tak osobistych pozycjach. Mogą być nawet nieprzyjemne dla osób identyfikujących się z bohaterami, a i mniej zaangażowanym z pewnością zagrają na kilku emocjonalnych strunach. Dokładnie tak było w Podwodnym Spawaczu, Opowieściach z Hrabstwa Essex i Royal City. Twardziel w niczym nie ustępuje tym tytułom – pod pewnymi względami nawet je przebija.

    Punktuje z pewnością warstwa wizualna. Nie da się ukryć, że Lemire nie jest najlepszym rysownikiem świata, a moja sympatia do jego kreski to raczej kwestia obycia, przyzwyczajenia i stopniowego doceniania jej integralności z fabułą. Kadry są proste i nie prowadzą płynnie za rączkę przy lekturze, nie ma w nich żadnej dynamiki, tła i postacie są narysowane w bardzo prosty sposób, który niektórym może wydawać się nawet prymitywny. Komiks autorski tego typu broni się jednak w inny sposób. Lemire rozumie swoich bohaterów i potrafi to doskonale przekazać mimiką zamkniętą nawet w kilku kreskach, co jest właściwie jedyną rzeczą potrzebną do przyjemnego (choć może nie jest to najlepsze słowo w tym przypadku) chłonięcia tak kameralnej, wrażliwej tematyki. Bardzo trafnie użytkowane akwarele dodatkowo podkreślają wyjątkowy klimat tego komiksu – ponura monochromatyczność mierzy się z barwniejszymi, wzbudzającymi nadzieję retrospekcjami. Zabieg, który z biegiem fabuły tylko zyskuje na znaczeniu.

    Wspominałem, że to komiks raczej dla dorosłych?

    Twardziel powinien mieć na okładce jakieś ostrzeżenie. „Skonsultuj się z terapeutą w przypadku nieprzepracowanych problemów rodzinnych” chyba byłoby najtrafniejszym wyborem. Nawet jeśli jednak tego nie zrobicie, to raczej nie przewiduję na dłuższą metę złych odczuć po kontakcie z tym tytułem. To przepiękna i niesamowicie oczyszczająca wędrówka, która dla niektórych może okazać się zwierciadłem, a innym pomoże trochę lepiej zrozumieć innych ludzi. Lemire nie usprawiedliwia, ale wyjaśnia w charakterystyczny dla siebie, melancholijny i lekko egzaltowany sposób. W swojej wizji chyba trafniej niż kiedykolwiek streszcza, jak wygląda wnętrze człowieka skryte pod skorupą chroniącą przed oceniającymi spojrzeniami sąsiadów. Mijacie takich ludzi na ulicy codziennie, pozwólcie sobie spojrzeć na świat ich oczyma, nawet jeśli jest to trochę naiwne.

    Serdecznie dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Twardziel
    Wydawnictwo: Mucha Comics
    Autorzy: Jeff Lemire
    Tłumaczenie: Arkadiusz Wróblewski
    Data premiery: 24.03.2020
    Liczba stron: 272

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + chwyta za serce
    + doskonała narracja
    + ciekawi bohaterowie

    Minusy:
    – nie każdemu spodoba się kreska autora

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Rafał
    Rafał "yaiez" Piernikowski
    Aktywny hobbistycznie i towarzysko człowiek renesansu. Zainteresowany w jakimś stopniu prawie wszystkim, co nie wymaga ekstremalnych ilości wysiłku fizycznego. Lingwista z wykształcenia, robol w przemyśle ciężkim z zamiłowania. Charakteryzuje mnie zamiłowanie do filmów, seriali i komiksów, które podobają się wszystkim i do muzyki, która nie podoba się nikomu. Jako entuzjastyczny grafoman prowadzę również hałaśliwy, muzyczny fanpage (https://www.facebook.com/niereteha/).

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x