Więcej

    Duże nieporozumienie, czyli recenzja komiksu Snowman: A Harry Moon Adventure

    okładka

    Ożywianie martwej materii pasjonuje ludzi od zarania dziejów. W mitologii staroegipskiej, perskiej czy nawet w afrykańskich wierzeniach animalistycznych i voodoo pełno jest wątków związanych ze wskrzeszaniem zmarłych. Z kolei w legendach czy baśniach pojawiają się golemy z gliny strzegące swoich panów przed niebezpieczeństwem, drewniane marionetki mówiące ludzkim głosem czy w końcu najzwyklejsze przedmioty domowego użytku, które za sprawą czarodziejskiej mocy nabywają nowych właściwości. Tematyka antropomorfizacji przeniknęła również do popkultury, czego doskonałym przykładem są roboty z Gwiezdnych wojen czy androidy z Blade Runner. Odczuwają one emocje, a widz zaczyna się z nimi utożsamiać i im współczuć, mimo że są wytworem procesów fizycznych i matematycznych.

    Odświeżenia motywu ożywiania martwej struktury podjął się również Mark Andrew Poe (m.in.Time Machine)w swoim Snowman: A Harry Moon Adventure. Historia ta stanowi kolejną odsłonę przygód tytułowego bohatera i jego króliczego przyjaciela. Autor nie tylko napisał scenariusz, lecz również chwycił za „pędzel” i stworzył… no w sumie zaraz się dowiecie, co takiego. Ale najpierw…

    strona 1

    Akcja Snowmana rozgrywa się współcześnie, w jednej z najpopularniejszych lokacji na mapie USA – Sleepy Hollow. Miejsce słynące z legendy o Jeźdźcu bez Głowy tętni życiem, a mieszkańcy co roku obchodzą dzień poświęcony Galopującemu Heseńczykowi. Oczywiście święto świętem, ale są osoby, które mają nieco bardziej ambitne plany niż tylko zabawa. Jedną z nich jest Maximus Kligore – burmistrz miasta, fanatyczny zwolennik okultyzmu i magii. Podczas jednej ze swoich cmentarnych eskapad z czarodziejską różdżką ożywia Fortune’a Fassberry’ego. Żywy trup opuszcza swoje ciasne lokum i udaje się na spotkanie ze swoim wskrzeszycielem. Podczas rozmowy dochodzi do utarczki i zdenerwowany Fortune poprzysięga zemstę. Niebawem staje się właścicielem magicznej różdżki. W tym samym czasie Harry Moon, bystry nastolatek lubiący magię, wyczuwa w powietrzu, że wydarzy się coś złego. Konsultuje swoje obawy z gadającym królikiem (?). Czas płynie, a miasto zaczyna ostre przygotowania do święta. Specjalnie na tę okazję sprowadzono kilka ton śniegu, z którego powstanie ogromny bałwan wzorowany na postaci Bezgłowego Jeźdźca. Widząc pewne możliwości, Fortune obmyśla plan zemsty…

    Czy wydany przez Rabbit Publishers Snowman autorstwa Marka Andrew Poe to kawał dobrego komiksu pełnego zwrotów akcji i ciekawych postaci? Absolutnie nie! Po pierwsze: imię głównego bohatera oraz jego pasja związana z magią. Serio? W słowniku imion amerykańskich jest ponad 500 pozycji, a tu pada na Harry’ego? Autor się zbytnio nie wysilił lub liczył na wysoką pozycję w popularnej wyszukiwarce. Po drugie: kwestia grafiki. Gdyby estetyka i wyjątkowy talent nie minęły się z autorem na którymś etapie jego życia, pewnie komiks udałoby się jakoś odratować. A tak, no cóż… Tragiczna kolorystyka, nierówna i strasznie „potwornicka” kreska… Oczy aż bolą od patrzenia… Kolejny minus to fabuła… O ile początek historii jeszcze jakoś ujdzie, o tyle dalsze motywy to już prawdziwy zakalec.

    strona 2

    Komu mogę polecić komiks? Tylko tym, którzy nie czują wyrzutów sumienia za zmarnowany czas, są odporni na tragiczną kreskę i lubują się w masochistycznym katowaniu swojego ciała i duszy. No chyba że chcecie pochwalić się przed znajomymi, iż znacie większy chłam niż polskie seriale czy disco polo. UWAGA: Snowman to historia skierowana do najmłodszych. Choćbyście nie lubili swojego potomstwa czy dużo młodszego rodzeństwa, nie kupujcie im tego komiksu! Bądźcie ludźmi!

    Szczegóły:

    Tytuł: Snowman: A Harry Moon Adventure
    Wydawnictwo: Rabbit Publishers
    Typ:komiks
    Gatunek:komiks amerykański
    Data premiery:05.08.2017
    Scenariusz:Mark Andrew Poe
    Rysunki: Mark Andrew Poe
    Liczba stron:180

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + nie ma przymusu, by czytać

    Minusy:
    - niemal wszystko…

    Dodaj komentarz

    avatar
    Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
    Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
    Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk włoskiego futbolu (wierny kibic Interu Mediolan). Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.