• ŚWIAT KOMIKSU
Więcej

    Krótki przystanek w szalonej ucieczce. Recenzja komiksu Saga Volume 7

    Poprzedni tom Sagi zostawił nas, czytelników, z bardzo przyjemnymi, ciepłymi uśmiechami na twarzach, a rodzinę Hazel wreszcie znowu razem, w ich bezpiecznym drzewnym domu. Wszyscy chcielibyśmy, żeby tak trochę zostało. No i tak właśnie będzie – trochę.

    Kiedy czytamy historię o ekipie galaktycznych uciekinierów i wykolejeńców, w jakiś niesamowity sposób trzymających się razem i, ostatecznie, lubiących się nawzajem, liczymy na najlepsze. Thor może utyje, ale pomoże uratować świat. Oprócz złola nikt nie zginie. W przypadku Sagi albo Gry o tron zdążyliśmy się zorientować, że to nie jest ten typ powieści ku pokrzepieniu serc. Będzie smutno, chaotycznie, a u Vaughana i Staples znajdzie się nawet nieproste przesłanie. Ok, więc jesteście przygotowani.

    W tej recenzji nie ma co pisać o fabule siódmego tomu, bo zafundowałabym wam za dużo spojlerów. Ale z grubsza wygląda to tak: dom Hazel wylądował na malutkiej, pełnej paliwa planecie. Mieszkają na niej małe, dość religijne, inteligentne surykatki o głębokich czarnych oczach. Skojarzenia z krajami arabskimi w pełni uzasadnione. Osiadłe życie sprawia, że bohaterowie trochę się uspokajają, dzieciaki bawią po krzakach i ruinach, olewając rodziców, wszystkie kłótnie zaczynają dotyczyć codziennego zmywania i „bycia niegrzecznym”. Pod tym względem atmosfera tego tomu przypomina czwarty, kiedy Marko i Alana mieszkali na Gardenii, a codzienność okazała się dla nich zbyt zwyczajna. Tym razem ton jest jednak lżejszy, relacje międzyludzkie przyjemne, a Hazel ma pierwszego ważnego kolegę.

    Nie dajcie się jednak zwieść – będzie smutno. Pojawi się bardzo wyrafinowany freelancer, a zniknie osoba, którą co najmniej lubiliście. Jedna z tych ważnych. Ok, już milczę. W życie Alany i Marka wróci chaos i przypomni, że kosmos to cholernie niebezpieczne miejsce zupełnie nienadające się do wychowywania w nim dzieci.

    Jak dobrze znany refren, w Sadze powraca podprogowy przekaz: wojna oznacza utratę. Życia własnego lub bliskich ludzi. Domu. Bezpieczeństwa. Wszystkich naszych zabawek, które zostaną w leju po bombie, mimo że odłożyliśmy je po prostu na półkę. Dla Hazel ten motyw przewodni opowiada także o pamięci i zapominaniu. Jaki kolor oczu miał twój kolega z dzieciństwa? Poznasz go dzisiaj na Facebooku? Dożył epoki Facebooka? Vaughan i Staples opowiadają nam wojnę w czasach powszechnego dostępu do wszelkich dóbr oprócz pokoju i wolności od czarno-białych podziałów. Jak w Opowieści podręcznej, to w zasadzie prawie nasze tu i teraz – popsute przez wielką politykę. Więc czytając, trochę czujemy, że opowiada nam się o sensie życia – ale eskapizm wygrywa, więc przesłanie, bez moralizowania, wsącza nam się od razu gdzieś pod skórę.

    Oddając ten tom do druku, Staples i Vaughan pracowali nieustanie, miesiąc w miesiąc wypuszczając kolejne zeszyty serii. Minęło pięć lat współpracy i regularnego opowiadania o rodzinie Hazel. Bez tracenia tempa (może oprócz wspomnianej tu wcześniej czwórki), z sensownym prowadzeniem narracji. Z tomu na tom ton Hazel robi się jakby bardziej dojrzały, nieco zgryźliwy… Powoli mamy wrażenie, że mówi do nas nie tyle dorosła dziewczyna, ile starsza kobieta. Moim zdaniem pierwszy raz wyraźnie odezwała się w ten sposób w ostatnich kadrach tomu szóstego, a będziemy ją taką słyszeć coraz częściej. Bo też powoli zbliżamy się do zamknięcia pierwszej „wielkiej księgi” Sagi – jeszcze tylko dwa tomy do przerwy, po której podobno wszystko może być inaczej.

    Dziękuję wydawnictwu Mucha Comics za egzemplarz recenzencki!

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: Saga Volume 7
    Wydawnictwo: Image Comics (Mucha Comics w Polsce)
    Scenariusz: Brian K. Vaughan
    Rysunki: Fiona Staples
    Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
    Typ: komiks
    Data premiery: 2016 (2017 w Polsce)

    PODSUMOWANIE

    Plusy: + tom, początkowo, na oddech
    + przechodzący w szybką, pełną napięcia akcję
    + momentami bardzo nostalgiczny ton

    Minusy:
    - powraca smutna, czasem tragiczna Saga

    Dodaj komentarz

    avatar
    Agnieszka „Fushikoma” Czoska
    Agnieszka „Fushikoma” Czoskahttp://arytmia.eu/
    Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).