SIEĆ NERDHEIM:

Przejścia graniczące z cudem. Recenzja komiksu Odyseja Hakima. 3. Z Macedonii do Francji

Nie ogródek, a ogrodzenie.
Nie ogródek, a ogrodzenie.

Koniec! Odys w objęciach Penelopy, finalne zwycięstwo nadwątlonej po wielokroć nadziei nad druzgocącym fatum, można już żyć długo i szczęśliwie, uprawiając swój ogródek… Chciałbym. Chcielibyśmy wszyscy, bo prezentująca losy Hakima trylogia Fabiena Toulmégo zbiera wspólne każdemu człowiekowi obawy, przypomina o współczesnym nasileniu kwestii międzykulturowego porozumienia poza granicami odruchowego współczucia, nie lekceważąc tego wyjściowego poziomu emocji. Każdy, kto śledził dotychczasową tułaczkę tytułowego bohatera, zapewne znalazł się już pośród refleksji komplikujących to doznanie. Ostatni tom komiksu nie daje na tym polu wytchnienia.

Próby dotarcia na południe Francji, gdzie przebywa już od kilku miesięcy jego żona, uszczuplają w zatrważającym tempie fundusze Hakima i zapas pieluszek Hadiego. Wprost proporcjonalnie do tych ubytków rośnie niepewność co do koniecznych, związanych z dalszą podróżą wyborów. Po serii międzygranicznych marszów w towarzystwie tłumu migrantów nasz bohater decyduje się przedostać na zachód Europy przez Węgry. Zdecydowanej antymigracyjej polityce tamtejszego rządu przeciwstawić może jedynie wiarę w opatrzność. Zanim ta jednak zdecyduje się na szereg popisowych interwencji, Hakim z synkiem trafiają do jednego z osławionych węgierskich obozów dla uchodźców. Tamtejsze standardy oraz pokrętne wykorzystanie postanowień konwencji dublińskiej, regulującej proces ubiegania się o azyl w krajach Unii Europejskiej, pogrążają wielu migrantów w rezygnacji i poczuciu nieuniknionej klęski. Hakim, niczym bohater kina ucieczkowego, wydostaje się z obozu i trafia na dworzec Keleti, skąd dalsza droga wcale nie jest o wiele łatwiejsza. W końcowym rozrachunku „mektub”, czyli przeznaczenie, okazuje się jednak przychylny syryjskiemu Odysowi. Hakim i Hadi spotykają się z Najmeh na dworcu kolejowym w Aix-en-Provence. Koniec?

Tak, dla komiksowej relacji Toulmégo. Nie, dla jej głównego bohatera. Przedstawiony w Odysei okres pięciu lat życia Syryjczyka pozostaje dla niego granicznym punktem życiorysu, pełnym zwątpienia, strachu, bezsilności, rozpaczy, których przezwyciężenie można ująć tylko w kategoriach ludzkiego heroizmu. Heroizmu nieobliczonego na gesty, instynktownego i nagrodzonego w sposób czysto losowy. Tego przywileju świadom pozostaje sam Hakim. W podróży najcenniejsze okazuje się dlań towarzystwo dwóch typów zbiegów: innych uchodźców oraz okoliczności. Doraźna i bezinteresowna pomoc, czy choćby emocjonalne wsparcie uzyskane przy okazji przypadkowo nawiązanych znajomości to przykłady mniejszych i większych cudów, tak potrzebnych dla zwalczenia poczucia psychicznej kapitulacji – również dla nas, czytelników.

Sprzed rysownicy do mównicy.
Sprzed rysownicy do mównicy.

W jej przezwyciężaniu Hakimowi pomaga niezmiennie synek Hadi – ten ojcowski wątek rozbraja podobnie jak w drugim tomie. Gdyby to była fikcja, można by obdarzyć scenarzystę uznaniem za wprowadzenie bohatera dziecięcego bez popadania w ckliwość, w tym wypadku pozostaje pochwalić rysownika za to, że nie zaniedbuje obecności chłopczyka. Pośród beznadziejnie smutnych wydarzeń jego reakcje parokrotnie tchną nieodpartą pogodą (scena na placu zabaw w Serbii) i sytuacyjnym humorem (takim czarniawym, biorąc pod uwagę okoliczności, jak choćby w związku z oznaczoną numerem opaską identyfikacyjną w węgierskim obozie), choć momentów dziecięcej beztroski jest mniej niż tych, w których Hadi siłą rzeczy imponuje dzielnością. To synkowi zresztą ojciec dedykuje całą swoją opowieść, by chłopiec wiedział „skąd pochodzi i co przeżyliśmy”. Przykład Hakima jako rodzica przemawia również na rzecz odwagi związanej z pragnieniem życia, któremu do realizacji dalszych potrzeb niezbędne są bezpieczeństwo i szacunek.

Te pojęcia przy okazji każdej kwestii społecznej zyskują zazwyczaj nadprzyrodzoną plastyczność. Temat uchodźców w Europie, do momentu zdominowania kanałów informacyjnych przez wiadome zjawisko na literę „P”, był tego modelowym przykładem. Toulmé podczas blisko czterech lat pracy nad Odyseją stał się w mojej opinii świadomym reprezentantem aktywnej humanitarnej postawy, co można by zdeprecjonować, twierdząc, że nie jest to trudne, gdy się ma za głównego świadka człowieka takiego jak Hakim. Bez zapuszczania się w gąszcz kontrargumentów związanych z konfliktem kulturowym i ekspansją Państwa Islamskiego, chcę tylko przypomnieć, że związane z nimi obawy towarzyszą również tym, w których wymuszona migracja spotęgowała poczucie utraty – domu, bliskich, ojczyzny.

Dzięki pracy Toulmégo Hakim pozostaje ich szeroko udostępnionym głosem. „Gdybym umiał tworzyć komiksy, tak jak ty, mógłbym opowiedzieć dwieście różnych, ale zarazem podobnych historii” – mówi bohater do rysownika na jednym z kadrów (kilka spośród takich możliwości zostaje nakreślonych przy okazji rozmowy toczącej się w kolejce do… obozowego lekarza). Sam zaś na innym, przedstawiającym część rozmowy z Ahmadem, współuciekinierem z obozu na Węgrzech, przyznaje rację temu, co i nam umyka w pospiesznej ocenie – nie każdego na takie ryzyko stać i to jak najbardziej dosłownie. „Nędzarze nie mają wyboru” – podsumowuje lakonicznie Ahmad, a problem sfinansowania nielegalnej „procedury” migracyjnej i mierzenie ludzkiego dramatu skalą interesu towarzyszą Hakimowi do końca.

Słuchał Fabien Hakima, teraz słuchajcie Fabiena.
Słuchał Fabien Hakima, teraz słuchajcie Fabiena.

Pieniężne komplikacje nie opuszczają zresztą bohatera po zakończeniu wycieńczającej podróży. Na 10 stronach, oddzielonych od sceny szczęśliwego spotkania na dworcu pustymi kartkami, Toulmé zwięźle przedstawia losy syryjskiej rodziny do chwili, kiedy sam stanął u drzwi jej mieszkania. Proces integracji, oczekiwanie na legalizację statusu uchodźcy, wszystko, co – pomimo podkreślanej przez Hakima przychylności doznanej ze strony Francji – złożyło się na poczucie „społecznego upadku”, nie pozwala odłożyć komiksu na półkę z poczuciem katarycznej ulgi. Podobne wrażenie wywiera tekst epilogu, który, jak w filmach opartych na faktach, przytacza w skrócie dalsze dzieje bohatera oraz osób ważnych dla przebiegu fabuły. Te krótkie notki dostarczają emocji podobnie zróżnicowanych, co cała Odyseja Hakima. Całość domykają słowa samego bohatera, uderzające szczerością człowieka, którego doznany dramat nie pozbawił ufności w sens starań o upragniony kształt życia, o pielęgnację owego „własnego ogródka”, o kształcie wyznaczonym w dużej mierze przez tożsamość kulturową.

Hakim, syryjski „everyman”, podczas rekonstrukcji wiodącej doń drogi skorzystał z pomocy rysownika. Ten zaś odpłacił mu za zaufanie, jakiego rozwój obrazują wplecione przy okazji każdego tomu w narrację scenki z prywatnych rozmów, zaangażowaniem w społeczny dialog dotyczący obecności migrantów w krajach decydujących się im pomóc. Recenzowany trzeci tom rozpoczyna się od sceny spotkania autorskiego Fabiena z uczniami francuskiego liceum, w które nie tylko sprytnie zostaje włączone streszczenie dotychczasowych wydarzeń, ale i porcja zdroworozsądkowych faktów związanych ze zjawiskiem uchodźstwa. Nie wiem, ile takich spotkań odbył do tej pory Toulmé, ale jest to trafiona propozycja próby uporządkowania nagromadzonych wokół tematu kontrowersji przy wykorzystaniu komiksowego medium, które może i w krajach mniej z nim oswojonym stać się ważnym źródłem poszerzania społecznej świadomości.

Czytaliście? Ciekawsze niż "Nad Niemnem"!
Czytaliście? Ciekawsze niż „Nad Niemnem”!

Pisząc tę recenzję domykam całość wrażeń dostarczonych mi przez Odyseję Hakima, dlatego pozwolę sobie pominąć uwagi dotyczące rysunku i narracji, gdyż Toulmé konsekwentnie robi swoje i robi to bardzo dobrze. Jeśli ktoś chce poznać bardziej detalicznie moje zdanie na ten temat, to zapraszam do lektury recenzji dwóch poprzednich tomów. Zresztą i tak nie uniknę powtórzenia wyrazów uznania wobec konkretu i subtelności formy, w jaką francuski autor ujął międzyludzki dialog na temat absurdów wojny i tego, jak możemy się z nich wydostać. Gdy jest czas na słuchanie – słuchać jak Toulmé. Gdy czas działać – wiedzieć, w imię czego, jak Hakim. Wierząc, że człowiek – choć nie każdy – może i chce pomóc drugiemu człowiekowi. I w tym też zawiera się nagie ryzyko życia.

Wydawnictwu Non Stop Comics serdecznie dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Odyseja Hakima. 3. Z Macedonii do Francji
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Scenariusz i rysunki: Fabien Toulmé
Tłumaczenie: Wojciech Birek
Typ: komiks
Gatunek: dokumentalny/obyczajowy
Data premiery: 29.04.2021
Liczba stron: 256

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

spot_img

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Łukasz "Justin" Łęcki
Dzieciństwo spędziłem przy komiksach TM-Semic, konsoli Pegasus i arcade’owych bijatykach. Od kilkudziesięciu lat sukcesywnie podnoszę stopień czytelniczego wtajemniczenia, nie obierając przy tym szczególnej specjalizacji. Fascynują mnie mity, folklor, omen, symbole – wszystko, co tworzy panoptyczny rdzeń ludzkiej wyobraźni. Estetycznie i duchowo czuję się związany z modernizmem, ale dzięki dzieciom i znajomym udaje mi się utrzymywać niezbędny poziom cywilizacyjnej ogłady. Nałogowo wizytuję antykwariaty książkowe i sklepowe działy słodyczy. Piszę też dla wortalu i czasopisma Ryms.