Więcej

    Spadek formy. Recenzja komiksu Moon Knight Tom 3: W noc

    Cullen Bunn to znana osobistość w świecie komiksu. Jego Hrabstwo Harrow, poza sercami czytelników, zdobyło również prestiżową Nagrodę Eisnera. Talent Bunna poza wspomnianą serią widoczny jest też w nieco bardziej „komercyjnych” projektach, począwszy od serii poświęconej Deadpoolowi, poprzez przygody Lobo, na losach Kapitana Ameryki kończąc. Dorobek Cullena dodatkowo wzbogaciły historie o Obrońcy Nocnych Podróżnych.

    Do współpracy przy opisywanym projekcie (poza Bunnem) zaproszono Rona Ackinsa oraz Germana Peraltę. Pierwszy z rysowników w dużej mierze przyczynił się do wizualizacji Uncanny X-Men. Peralta z kolei dorzucił przysłowiowe grosze do pozytywnie przyjętej historii o Man-Thingu oraz Thanosie. Czy udział całej trójki w tworzeniu nowej historii o Księżycowym Rycerzu przyniósł pożądane efekty?

    Nowy Jork. Miasto, które nigdy nie śpi. Tak jak Marc Spector alias Moon Knight. Dzięki wsparciu staroegipskiego boga Khonshu pod osłoną nocy chroni słabych i uciśnionych. Tym razem Spectora dręczą duchy. I bynajmniej nie z przeszłości. Dusze kobiet i mężczyzn w różnym przedziale wiekowym proszą Nocnego Obrońcę o pomoc. W ciszy prowadzą go do odosobnionej hurtowni. Na miejscu okazuje się, że grupa tajemniczych osobników prowadzi dystrybucję przedmiotów, których energia bazuje na ludzkiej sile życiowej. Czy Moon Knightowi uda się zapewnić wieczny spokój nieszczęśliwym duchom?

    Inna z pięciu opisanych w zeszycie historii dotyczy szkaradnej, grasującej w nocy i żywiącej się ludzkim mięsem bestii. Konfrontacja z monstrum nie wychodzi Spectorowi na zdrowie, ale dzięki uprzejmości zupełnie obcych ludzi szybko dochodzi do siebie. Na domiar złego Marc odczuwa, że jego „Anioł Stróż” go opuścił, i winą za porażkę obarcza Khonshu. Podczas rozmowy ze swym mentorem Spector dochodzi do wniosku, że egipski bóg coś przed nim ukrywa. Nie czekając na boskie wsparcie, rozpoczyna polowanie na bestię. Ostatnie słowa wypowiedziane przez potwora sprawią, że Marc poczuje się dużo gorzej niż przy ich pierwszym starciu…

    O ile pierwszy tom przygód Księżycowego Rycerza pozostawił pozytywne wrażenia, o tyle druga część trochę mnie zawiodła. Zatem czego spodziewać się po kolejnej odsłonie? Historie może i są spójne, mamy suspens oraz przemoc, z której Moon Knight słynie. Może i Bunn postawił też na mistycyzm, którego w większej dawce trudno uświadczyć w Moon Knight: Z martwych powstaną, ale czegoś tu zabrakło… Choć autor słynie na rynku z kilku doskonałych pozycji, znany jest również z niezbyt równego poziomu, który udzielił się Moon Knight: W noc. Historie mają potencjał, ale zabrakło w nich „tego czegoś”. Mamy więc kadry przesiąknięte przemocą, pomysł na ciekawą fabułę, ale nic więcej. Sam Spector jest nieco bezbarwny, a przecież nie o to w tej postaci chodzi…

    A co do kwestii graficznej… Szczegółowość, dynamizm oraz zabawa kolorami i cieniami cieszy oko, ale nie odczuwa się już klimatu, którym uraczył nas tom pierwszy. Próbowano zachować stylistykę z poprzednich części, ale widoczny jest spory kontrast. Zabrakło kadrów wbijających w fotel. Być może dlatego całkowite podsumowanie pięciu zeszytów sprawiło, że Marvel postanowił zakończyć współpracę z całą trójką twórców przy tym projekcie, by na nowo odbudować klimat poprzedników.
    Jak zatem podejść do komiksu, który ma potencjał, ciekawego bohatera, ale brak mu klimatu? Na pewno z dystansem. Jestem zawiedziony tą pozycją, ale nawet w największym rozczarowaniu można znaleźć jakiś plus.

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: Moon Knight Volume 3: W noc
    Wydawnictwo: Marvel Now/Egmont Polska
    Autor: Cullen Bunn
    Rysunki: Ron Ackins, German Peralta
    Typ: komiks
    Gatunek: komiks superbohaterski
    Data premiery: 17.10.2018
    Liczba stron: 108

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + nieprzewidywalny Khonshu
    + Moon Knight
    + zabawki Moon Knighta

    Minusy:
    – brak klimatu
    – zmarnowany potencjał
    – zbyt płytkie historie
    – nierówne kadry

    Dodaj komentarz

    avatar
    Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
    Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
    Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk włoskiego futbolu (wierny kibic Interu Mediolan). Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.