SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Znamię losu. Recenzja komiksu Loteria

    Co skrywa czarna skrzynka?
    Co skrywa czarna skrzynka?

    No i mamy czerwiec. Miesiąc wystarczająco nasycony symbolicznie, bo to i koniec roku szkolnego i letnie przesilenie. A jeśli przyjrzeć się związanym z nim przysłowiom, to jasno widać, jak bardzo ten czas jest ważny dla kalendarza agrarnego: „Od czerwca dużo zależy, czy żniwa będą jak należy”. Albo: „W czerwcu się okaże, co nam Bóg da w darze”. Czy takie: „Loteria czerwcowa, żyta pełna stodoła”. Zaraz, jaka loteria?

    Nie chodzi tutaj o czynnik losowy w postaci zaburzeń pogodowych, mogących zaprzepaścić na wiele sposobów pracę rolnika. Nie ma też większego znaczenia fakt, że owo niejasne porzekadło jest przekładem z amerykańskiego oryginału, który brzmi: „Lottery in June, corn be heavy soon”. Cała ta enigmatyczna prognoza jest sprężyną mechanizmu grozy, który działa nieprzerwanie od 1948 r., kiedy to opowiadaniem Loteria zadebiutowała Shirley Jackson. Tekst ów szybko znalazł się w gronie klasyków literatury amerykańskiej (jeśli alergicznie reagujecie na tego rodzaju nobilitacje, to może zachęci was do lektury fakt, że Stephen King  również umieścił ten tytuł na obecnej w Danse Macabre subiektywnej liście utworów najważniejszych dla uformowania gatunku horroru), a jego treść pozostaje wiarygodnym portretem społeczności, którego prostą uporządkowaną strukturę umacnia wspólny rytuał. Prowincja, jej mieszkańcy i uświęcone tradycją zwyczaje – ostoja sprawdzonych przepisów na sprawiedliwe życie. Praca i pokora wobec wyroków losu.

    Lokalna Komisja Gier i Zakładów podczas przygotowań.
    Lokalna Komisja Gier i Zakładów podczas przygotowań.

    Jednym z nich jest wynik loterii odbywającej się corocznie 27 czerwca na terenie całego kraju. My obserwujemy jej przebieg w małej wiosce, liczącej nieco ponad 300 mieszkańców. I choć jej najstarszy mieszkaniec sarka nieco na rozluźnienie atmosfery towarzyszącej wydarzeniu i źle wróży przyszłości miejsc, w których, wedle pogłosek, loteria została zniesiona, to sam jej przebieg pozostaje równie nieskomplikowany, jak za czasów pierwszych osadników. Nawet pudło, z którego ciągnięte są losy, ma pamiętać właśnie te założycielskie momenty. Nie jest to wszak pełen ceremonialnego przepychu obrzęd, raczej czynność formalna, w której bardziej przydatna jest alfabetyczna lista uczestników niż hieratycznie ustalony porządek wyznawców i bardziej potrzebny sprawny prowadzący niż żarliwy kapłan. Podobno kiedyś loterii towarzyszyła większa celebra, ale obecnie nikt nie widzi takiej potrzeby. Jak mówi zarządzający losowaniem pan Summers – „Przystąpmy do dzieła, moi kochani, żeby można było wracać do roboty”.

    Opowiadanie Jackson nie ma nawet 10 stron, stąd zdradzanie czegokolwiek więcej z jego treści będzie równoznaczne z położeniem pointy. Jeżeli jest wam znane (co wcale nie jest takie oczywiste, biorąc pod uwagę, że w polskim przekładzie ukazało się według mojej wiedzy dwukrotnie – w 1974 jako część antologii Tchnienie grozy i w 1976 już jako integralny tekst zbioru opowiadań, który autorka zatytułowała Loteria czyli Przygody Jakuba Harrisa), to powinniście sprawdzić, jak z jego adaptacją na język komiksu poradził sobie wnuk Shirley Jackson, Miles Hyman. Jeżeli nie – to zachęcam do zapoznania się w dowolnej kolejności z oryginałem i jego graficzną interpretacją.

    Ręka w rękę...
    Ręka w rękę…

    Jako czytelnik realizujący pierwszą z wymienionych opcji, na zapowiedzianą przez wydawnictwo Marginesy publikację komiksu Hymana zareagowałem ożywieniem i finalnie nie zawiodłem się. W intymnej przedmowie, wspominającej postać „babci Shirley”, autor mówi o długoletnim dojrzewaniu do wyzwania, jakim było dla niego podjęcie się adaptacji Loterii. I nie ma w tym nic z fanfaronady. Spojrzenie Hymana na opowiadanie i, przytaczając słowa twórcy, „całkowita wizualna rekonstrukcja jego delikatnej architektury” dowodzą, że jego pojęcie rodzinnego spadkobierstwa nie ma nic wspólnego z odcinaniem kuponów od zapożyczonej sławy.

    Wnuk Jackson bowiem wizualizuje to, czego w oszczędnym, pozbawionym niemal opisów tekście Jackson nie znajdziemy. Nie dopuszcza się jednak przez to nadużyć czy uproszczeń. Kładzie nam przed oczy konkretną przestrzeń, budynki, sprzęty, wnętrza, twarze, a przy tym zachowuje wrażenie neutralności, owego „gdzieś” i „każdego”. Wiadomo, że to USA, że ich południowa rolnicza część, ale nie jest to obrazek z prowincji pełnej groteskowych indywiduów. Wszystkie oblicza stają się niepokojąco jednolite przez wspólną im surową linię ust i zmrużone w słońcu oczy. Podobnie anonimowe stają się dłonie, trzymające losy. Pośród zebranej na okoliczność loterii małej społeczności nie przejawiają się charaktery, zacierają się właściwe wiekowi zewnętrzne różnice. Słońce świeci dla wszystkich i na wszystkich pada cień.

    ... i las rąk.
    … i las rąk.

    Nastrój właściwy chirurgicznej narracji Jackson Hyman w rysunku utrzymuje w równie pozbawiony gwałtowności sposób. Wykorzystuje tradycję „american scene painting” i świetlne stop-klatki Hoppera. Barwy, cienie i kontury są jednako pastelowe i miękkie, tworząc w dużych kadrach wierną iluzję nasłonecznienia. Malarskość podkreślają duże nieme kadry, które zwłaszcza w pierwszej części komiksu rozbudowują sugerowaną scenerię ponad oryginalny tekst. Wrażenie wstrzymanego, zastygłego ruchu wywiera w kluczowych momentach efekt odpowiedni dla nastroju całości. Bo w całej tej słonecznej zawiesinie coś nieuniknionego narasta w sposób wyczuwalny końcówkami nerwów. Geniusz tekstu Jackson doczekał się godnego odwzorowania w obrazach – Hyman z wielką umiejętnością wplótł w nie kilka znaczących, niepozornych elementów, które, gdy już zostaną zauważone, sprawiają, że cała układanka leniwie ujawnia swoją treść.

    Wstrzymuję się od dalszego wyrażania własnych emocji, bo Loteria, zarówno w swojej tekstowej, jak i graficznej odsłonie, nie potrzebuje jarmarcznego nawoływacza, który obietnicą taniej rozrywki kusi naiwnych i rozbawionych. Do jej nadzoru bardziej przystaje niewidzialny kafkowski egzekutor, mogący w każdej chwili sprawdzić, co kryje los, który mamy (ponoć) w swoich rękach.

    Wydawnictwu Marginesy serdecznie dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Loteria
    Wydawnictwo: Marginesy
    Scenariusz (na podstawie opowiadania Shirley Jackson): Miles Hyman
    Rysunki: Miles Hyman
    Tłumaczenie: Mira Michałowska, Marcin Wróbel
    Typ: komiks
    Gatunek: obyczajowy
    Data premiery: 25.03.2020
    Liczba stron: 160

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    +świetna adaptacja graficzna tekstu
    +oddana atmosfera oryginału...
    +... przy użyciu plastycznych rozwiązań
    +osobisty charakter przedmowy autora
    +wysoka jakość wydania

    Minusy:
    -brak

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Łukasz
    Łukasz "Justin" Łęcki
    Dzieciństwo spędziłem przy komiksach TM-Semic, konsoli Pegasus i arcade’owych bijatykach. Od kilkudziesięciu lat sukcesywnie podnoszę stopień czytelniczego wtajemniczenia, nie obierając przy tym szczególnej specjalizacji. Fascynują mnie mity, folklor, omen, symbole – wszystko, co tworzy panoptyczny rdzeń ludzkiej wyobraźni. Estetycznie i duchowo czuję się związany z modernizmem, ale dzięki dzieciom i znajomym udaje mi się utrzymywać niezbędny poziom cywilizacyjnej ogłady. Nałogowo wizytuję antykwariaty książkowe i sklepowe działy słodyczy. Piszę też dla wortalu i czasopisma Ryms.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x