
Moja mama, wchodząc do mojego pokoju, niejednokrotnie mówiła: „Taki tu burdel, że brakuje tylko, żeby ktoś… wykonał czynność fizjologiczną na środku”. Za każdym razem powtarzałem, że przesadza i wcale nie jest tak źle. Czasem jednak rzeczywiście było… Dlaczego przytaczam akurat te słowa? Ponieważ dokładnie one pojawiły się w mojej głowie podczas czytania Ligi Sprawiedliwości kontra Godzilla kontra Kong.
W chwili pisania owej recenzji filmowe DC wydaje się nabierać wiatru w żagle – Superman zarobił swoje i spotkał się z pozytywnym odbiorem publiczności, podobnie jak wcześniejszy serial animowany Koszmarne Komando, a drugiego sezonu Peacemakera oczekuje wielu fanów. Wszyscy też z niecierpliwością wypatrują kolejnego The Batman. Warner Bros ma więc powody do zadowolenia. Do tego ich drugie uniwersum – mowa o MonsterVerse – radzi sobie równie dobrze. Rozpoczęta Godzillą w 2014 roku saga doczekała się czterech kolejnych produkcji o wielkich potworach, zarabiając na siebie i generując przychody wydawcy. Oczywiście nie ma co oczekiwać, że połączenie obu światów nastąpi w filmach, ale czemu by nie skorzystać z innego medium? Nieco mniej kosztownego? Na przykład z komiksu? Połączenie superbohaterów ze stworami potrafiącymi jednym uderzeniem zniszczyć całe miasto nie wydaje się niczym przesadzonym. Przecież taki Superman lub Wonder Woman niejednokrotnie stawiali już czoła podobnym zagrożeniom. Jednocześnie będzie można wyciągnąć łatwe pieniądze od fanów obu marek. Wydaje mi się, że tak właśnie myśleli pomysłodawcy komiksu Liga Sprawiedliwości kontra… Jednocześnie odnoszę wrażenie, że nikt w ich gronie tak naprawdę nie wiedział, czym ów produkt ma być.

Historia rozpoczyna się od sceny zaręczyn. Clark Kent i Lois Lane jedzą romantyczną kolację na szczycie wieżowca, kiedy sielankę przerywa im wynurzenie się z morza wielkiego gada zmierzającego w stronę Metropolis. Nasz Człowiek ze Stali, nie myśląc zbyt długo, postanawia się rozprawić z monstrum. Okazuje się jednak, że podobne stworzenia pojawiły się w kilku innych miejscach na Ziemi. Z nimi będą musieli zmierzyć się pozostali członkowie Ligi Sprawiedliwości. W międzyczasie w formie retrospekcji ukazane zostaje nam, jak w ogóle doszło do tego, że Godzilla, Kong oraz pozostali tytani wylądowali w świecie DC. I co ja mogę tu powiedzieć… Komiks czyta się naprawdę nieźle. Strony samoistnie się przewracają i na żadnej z nich nie ma nudy. Przynajmniej pozornie, bo tytuł niezwykle szybko łapie zadyszkę, męcząc się kolejno dokładanymi wątkami, postaciami i walkami. Nagle wielkie zagrożenie przestaje podgrzewać czytelników, a niepewność związana z losem jednej z kluczowych postaci zwyczajnie gaśnie – w końcu ile to już razy jakiś superbohater umierał tylko po to, żeby później cudownie ożyć. Zresztą scenarzysta, Brian Buccellato, wydaje się tego świadomy, bo nawet bohaterowie wokół nie reagują na wspomnianą stratę jakoś szczególnie przesadnie. Zamiast tego dokłada do akcji coraz więcej i więcej, aż pojawiają się nawet pseudo-Zordy…
Wszystkiego jest zwyczajnie zbyt dużo. Cieszy użycie wątków znanych z MonsterVerse, wskazujące na to, że scenarzysta musiał chociaż pobieżnie się z nim zapoznać. Lista zagrożeń w tym ponad dwustustronicowym komiksie jest jednak absurdalnie długa i jednocześnie żadne z nich nie zostaje odpowiednio potraktowane. Bo co z tego, że mamy tutaj np. Ligę Asasynów, których rola ogranicza się do walki z Zieloną Strzałą, a potem dostarczeniem kolejnego monstrum? Dlaczego to zrobili? Jak pragnęli wykorzystać powstały w ten sposób chaos? A kto by się tym przejmował. Podobnie z działaniami złoli. Podczas gdy jeszcze na początku ich motywy są jasne, to im dalej, tym pokraczniej wypadają.

Na szczęście tam, gdzie scenariusz nie dowozi, pomagają ilustracje. Christian Duce może nie osiągnął wyżyn rysownictwa, ale spisał się naprawdę dobrze, serwując kilka kadrów, przy których warto było zatrzymać się na dłużej. Na zdecydowanej większości plansz szaleńcza akcja prezentuje się czytelnie i jesteśmy w stanie nadążyć za tym, co aktualnie dzieje się w komiksie. Niestety muszę podkreślić, że na większości. Pod koniec trudno jest się bowiem połapać, kto z kim gdzie co robi.
Generalnie czytając Ligę Sprawiedliwości kontra…, odniosłem wrażenie, że jest to tytuł napisany dla stereotypowych nabuzowanych nastolatków, pragnących jedynie akcji. Czy spodziewałem się czegoś innego? Oczywiście, że nie, ale jednocześnie miałem nadzieję na znacznie lepiej napisany komiks. Zdaję sobie sprawę, że w tego typu produktach fabuła ma być wyłącznie dodatkiem, ale jednak może prezentować jakikolwiek poziom, wzbudzać emocje lub ekscytować. W tym konkretnym przypadku niestety się nie udało.
SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Liga Sprawiedliwości kontra Godzilla kontra Kong
Wydawnictwo: Egmont
Scenariusz: Brian Buccellato
Ilustracje: Christian Duce
Tłumaczenie: Marek Starosta
Gatunek: superhero
Data premiery: 16.07.2025
Liczba stron: 264
ISBN: 9788328173019













