Więcej

    Fantastyczna przygoda. Recenzja komiksu Kraina Ruin: Oko za oko

    KorektaLilavati

    Komiks dziecięcy w Polsce rozwija się z każdym rokiem. Niestety da się odczuć, że znajduje się on w pewnej bańce najbardziej znanych marek. Nie nazwałbym się czytelnikiem produktów przeznaczonych dla młodszych, ale nie ukrywam, zdarza mi się sentymentalnie wracać do Asteriksa i Obeliksa, Kajko i Kokosza czy Kaczych przygód, natomiast nic nowego nie przyciąga mojej uwagi. Trochę świeżości na tym rynku postanowiło wprowadzić wydawnictwo KBOOM.

    Kraina Ruin: Oko za oko jest autorskim komiksem Dereka Laufmana. Rysownik ten współpracował z takimi firmami jak Marvel, Warner Bros, Disney Publishing oraz Hasbro and Mattel. Na fali fascynacji personą Skottiego Younga, poszukując podobnych artystów, natknąłem się na twórcę obiektu tej recenzji i z miejsca zakochałem się w jego stylu artystycznym. Zawsze jednak podchodzę do scenariuszy rysowników z lekką dawką rezerwy. Świetne władanie ołówkiem wcale nie musi oznaczać, że ktoś ma lekkie pióro. Z tym większą radością i lekkim zdziwieniem odkryłem, że jest to naprawdę sprawnie i interesująco napisana historia.

    Scenariusz przedstawia przygody Pogo oraz Reksa, łowców skarbów, do których później dołączają kolejni towarzysze – Kasa oraz Lula. Choć autor starał się dać miejsce wszystkim postaciom, to Pogo ewidentnie wybija się na protagonistę. Niecodzienne imiona idą w parze z niezwykłą kreacją wizualną. O ile sam świat przedstawiony nie zawiera zbyt wielu wyjątkowych i niecodziennych elementów, a te, które zostały przedstawione, skondensowano na dwóch stronach, o tyle jest to ciekawa kraina fantasy za sprawą zamieszkujących ją istot. Egzystujące tam stworzenia są hybrydami wielu gatunków zwierząt. Najbardziej rzuca się to w oczy u Reksa, który jest mieszanką kota i lisa. Antropomorfizacja postaci bazuje na powszechnie znanych alegoriach. Dzięki temu ograniczono niepotrzebne ekspozycje oraz ułatwiono odbiór dla młodszego czytelnika.

    Te przygody zwierzęcych bohaterów to dosyć typowa fantastyka, w której dwóch nieudolnych odkrywców ruin wpada na trop wielkiego skarbu. Jak jednak się okazuje, po drodze pojawiają się komplikacje oraz inni zainteresowani potencjalnym zwiększeniem majątku. Posunąłbym się do twierdzenia, że to historia niczym z sesji D&D w nieszablonowym umiejscowieniu.

    W mojej opinii to świetny komiks zarówno dla młodszego, jak i starszego czytelnika. Lektura zabiera w dziką i fantastyczną podróż, zawierającą niespodziewane zwroty akcji oraz nieszablonowe rozwiązania fabularne. Niewątpliwym plusem dla niektórych będzie to, że to jedna zamknięta historia. Mnie osobiście średnio się to podoba, ponieważ świat przedstawiony ma ewidentnie miejsce na rozwój i chętnie zobaczyłbym w nim kolejne przygody. Zresztą kto wie, może doczekamy się jeszcze innej historii umiejscowionej w tej krainie.

    Na sam koniec zostawiłem temat warstwy wizualnej. Nie wyobrażam sobie, że jest na świecie ktoś, komu nie pasuje styl Dereka Laufmana, ale jeśli tak, to nieironicznie chciałbym poznać taką osobę i się dowiedzieć czemu. Nie wspominając już o fanach, przeciętny czytelnik nie odnajdzie tu elementów, do których mógłby się doczepić. Wszystkie grafiki zostały wykonane bardzo starannie, z dbałością o szczegóły oraz tak, aby wpisywały się w kompozycję całej strony. Jeśli jest jedna rzecz, do której mógłbym się przyczepić, to feler redaktorski znajdujący się w sekcji o autorze — „[…] przemieszcza się on między Londynem, Ontario i Kanadą”. O ile mi wiadomo, Ontario znajduje się w Kanadzie, więc po co to wydzielać.

    Kraina Ruin to bardzo dobry komiks, który definitywnie polecam każdemu niezależnie od wieku. Jest to historia zarówno dla starych wyjadaczy, jak i nowicjuszy poznających świat fantasy. Bardzo cieszy fakt, że tak dobra produkcja ukazała się na polskim rynku. Z jednej strony jestem pozytywnie zaskoczony wysokim poziomem lektury, z drugiej mogłem się spodziewać takiej jakości po wydawnictwie KBOOM.

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: Kraina Ruin: Oko za oko
    Wydawnictwo: KBOOM
    Autorzy: Derek Laufman
    Typ: komiks
    Data premiery: 2019
    Liczba stron: 144

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    +Ciekawa i miejscami zaskakująca
    + Świetna warstwa wizualna
    + Ciekawe postacie

    Minusy:
    – brak

    Dodaj komentarz

    avatar
    Jurek Kiryczuk
    Jurek Kiryczuk
    Za dnia programista, w nocy maniak popkulturowy, który ogląda zdecydowanie za dużo seriali. Oprócz tego pochłania masowo komiksy, filmy oraz gry. Nie lubi dyskutować o muzyce, bo uważa, że każdy gatunek ma w sobie coś do zaoferowania, a sama muzyka powinna łączyć, a nie dzielić ludzi. Dusza humanisty zamknięta w ciele ścisłowca dostaje swoją chwilę, pisząc teksty na tym portalu. Oprócz popkultury i nowinek technologicznych lubi napić się dobrego piwa, a także zasłuchiwać się w podcastach.