SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Co masz w koszyczku, Kapturku? Recenzja komiksu Kosz pełen głów

    Korektayaiez
    Kosz pełen głów - okładka
    Kosz pełen głów – okładka

    Hill House jako nowa seria wydawnicza DC Comics miała specjalizować się w komiksach horrorowych. W mojej opinii jest to o tyle trudne, gdyż gatunek ten dobrze sprawdza się w grach, filmach i literaturze. W komiksach bywa różnie. Na palcach jednej ręki jestem w stanie wyliczyć tytuły, które będąc horrorem, są jakościowo dobre – w szczególności pod względem fabuły i sposobu jej przedstawienia. Jak w takim razie wypada Kosz pełen głów, czyli pierwszy reprezentant owej linii? Cóż, to dość skomplikowane. 

    Do miasteczka położonego na Brody Island w Maine przyjeżdża June – pogodna i optymistycznie nastawiona do świata studentka psychologii. Odwiedza swojego chłopaka Liama, który na okres wakacji zatrudnił się jako pomocnik szeryfa. Planują oni wspólnie spędzić ostatnie dni lata pośród malowniczych krajobrazów. Jak łatwo się jednak domyślić, sielanka nie trwa długo. Okazuje się bowiem, że z transportu więziennego uciekła czwórka kryminalistów. Obierają sobie oni za cel dom szeryfa, w którym zrządzeniem losu przebywa zakochana para. Uciekinierzy porywają Liama, a jeden z nich zostaje z June. Ta, broniąc się przed oprawcą, sięga po jeden ze starożytnych toporów ze zbioru funkcjonariusza i ucina mu głowę – czerep jednak nie umiera, a przejawia oznaki normalnego funkcjonowania. Dziewczyna wyrusza więc w dziką, pełną brutalności podróż po wyspie w celu oswobodzenia swojego ukochanego.

    Kosz pełen głów - przykładowa strona
    Kosz pełen głów – przykładowa strona

    Za scenariusz odpowiada Joe Hill – autor licznych powieści i opowiadań, jak również komiksów (przede wszystkim serii Locke & Key), utrzymanych w większości w konwencji horroru. Można było przypuszczać, że tak doświadczony twórca zagwarantuje nam ciekawą, mroczną i trzymającą w napięciu historię. Z dwoma pierwszymi przymiotnikami pisarz sobie poradził, ale z trzecim aspektem niestety nie jest tak dobrze. Sam koncept broni, która zadaje śmiertelne obrażenia, jednocześnie nie pozbawiając życia, jest interesujący. Cieszy fakt, że Hill nie stara się w żaden sposób wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje (no może oprócz jednej wspominki o tym, co oznacza wyryte na ostrzu drzewo). Nie da się ukryć – cały komiks przesiąknięty jest brutalnością w postaci walki o przetrwanie, upodabniając się przy tym do znanych dobrze slasherów, tylko w tym przypadku to główna bohaterka staje się prześladowczynią.

    Wszystko to jednak traci na swojej wyrazistości ze względu na kompletny brak przywiązania do bohaterów, którym grozi niebezpieczeństwo. Wiemy o nich niewiele, wydają się wyciągnięci z jakiegoś generatora postaci do horrorów dziejących się na amerykańskim odludziu lat 80. Dlatego też, gdy June przychodzi sięgnąć po broń, gdy zabija kolejnych wrogów i gdy coś zagraża jej samej, czytelnika to nie obchodzi. Podobnie zresztą jest z Liamem. Został on uprowadzony przez groźnych kryminalistów, ale co z tego? Na szczęście intryga, która wychodzi na wierzch podczas lektury delikatnie nadrabia braki w bohaterach, stając się tak naprawdę głównym powodem zachęcającym do przeczytania komiksu do końca. No ale nawet w tej kwestii nie jest nazbyt ciekawie. 

    Kosz pełen głów - przykładowa strona
    Kosz pełen głów – przykładowa strona

    Inaczej sprawy się mają z rysunkami Leomacs’a. Te od pierwszej strony wprowadzają nas w klimat ameryki lat 80. – przynajmniej ten znany z popkultury. Na pochwałę zasługuje chociażby czytelne ukazanie scen akcji, których w Koszu pełnym głów jest pełno oraz wyraźne różnice pomiędzy poszczególnymi postaciami. Wspominając o projektach bohaterów, należy wspomnieć również o ich mimice. Ta często jest niezwykle ekspresyjna, co w niektórych przypadkach sprawia komiczne wrażenie osób wykrzywionych w sposób nienaturalny. Dużym plusem są też wykorzystane kolory; w przypadku wydarzeń mających miejsce w ciągu dnia użyte zostały ciepłe barwy, kadry przepełnione są brązem i pomarańczą, co oddaje atmosferę końca lata. Sceny dziejące się w nocy wypełnione są różnymi odcieniami niebieskiego i szarego.

    Wszystko to składa się na tytuł średni. Kosz pełen głów nie zagwarantuje nam bowiem trzymającej w napięciu fabuły, ale ciekawy pomysł wyjściowy z bohaterami, którzy nas w ogóle nie zainteresują. Jednocześnie możemy liczyć na dobre rysunki i umiejętnie prowadzone tempo historii utrzymanej w klimatach wakacyjnych slasherów. Sprawia to, że komiks jest typową, niezobowiązującą rozrywką.

    Serdecznie dziękujemy wydawnictwu Egmont za egzemplarz recenzencki

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Kosz pełen głów
    Scenarzysta: Joe Hill
    Rysownik: Leomacs
    Tłumaczka: Paulina Braiter
    Wydawnictwo: Egmont
    Liczba stron: 184
    Data premiery: 20.01.2021

    Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + ciekawy pomysł wyjściowy
    + odczuwalny klimat ameryki lat 80.
    + ładne rysunki

    Minusy:
    - niezbyt interesujący bohaterowie
    - niektóre grymasy na twarzach postaci są nazbyt przerysowane
    - po Joe Hillu spodziewałem się jednak czegoś więcej

    komentarze

    guest
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Adam "Sumo" Loraj
    Adam "Sumo" Loraj
    Rocznik '98. Student historii. Sięga w równej mierze po anime, filmy, gry wideo, komiksy i książki. Fan twórczości Hideo Kojimy, Guillerma del Toro i Makoto Shinkaia. Od najmłodszych lat w jego sercu pierwsze miejsce zajmują Pokemony, a zaraz potem Księżniczka Mononoke. Prowadzi i gra w papierowe RPGi, w szczególności w Zew Cthulhu i Warhammera. Za najlepszego światowego muzyka uważa Eltona Johna, a polskiego Jacka Kaczmarskiego. Swoje opowiadania publikował w m.in. magazynach: Biały Kruk, Histeria, Szortal na Wynos lub w antologii Słowiański Horror.