SIEĆ NERDHEIM:

Żarliwa „Dziewiątka”. Recenzja komiksu Koleje losu

W kolejce do wolności.
W kolejce do wolności.

Nie myślałem, że o komiksie Paco Roki będę pisał w takich dniach. Odwlekałem tę recenzję długo, nie mogąc uporać się z selekcją wrażeń dostarczonych przez lekturę i powstrzymać od sprowokowanego nimi researchu. Teraz, gdy wojenna historia Europy nadpisuje się po sąsiedzku na naszych oczach, nie jest łatwiej. Drogi z Ukrainy do Polski i na Zachód stają się tytułowymi „kolejami losu”, przy czym tylko jedno w tym wymuszonym agresją procesie budzi nadzieję: ów wspólny front globalnego wsparcia dla walki z putinizmem.

Tak jednoznacznej postawy nie doświadczyli ci, którzy znaleźli się po przegranej stronie w hiszpańskiej wojnie domowej, będącej krwawym przedpolem starcia ideologii walczących o europejską (a w perspektywie i światową) dominację. Dzieło Roki poświęcone jest zarówno pamięci tych, którzy nade wszystko pragnęli wyzwolenia ojczyzny spod faszystowskiego reżimu Franco, w imię czego włączali się w walkę z siłami Osi, jak i pamięci historycznej w ogóle – tej, która odbiera kategoryczność ocen promowaną przez „zwycięzców”, niezależnie od tego, czy byli naszymi sojusznikami, czy wrogami. Koleje losu pełne są dowodów na niepochlebną płynność tych pojęć, czemu przeciwstawia się ogromna determinacja, z jaką hiszpańscy republikanie, jedni z cichych bohaterów drugiej wojny światowej, walczą w imię wolności. I tak – jest to wartość, której kształt formują różne wyobrażenia, ale są chwile, gdy zgodność w kwestii tego, co go zdecydowanie wypacza, bezwzględnie jednoczy.

Widoki z Alicante 1.
Widoki z Alicante 1.

Zanim antyreżimowi bojownicy z Hiszpanii włączyli się w późniejszą operację wyzwalania Europy spod nazistowsko-faszystowskiego jarzma, stali się wygnańcami pozbawionymi w dużej mierze możliwości pomocy. Komiks rozpoczyna się od wstrząsającej sceny w porcie Alicante, gdzie w ostatnich dniach wojny z faszystami zgromadzili się w nadziei na ewakuację stronnicy Republiki. Pośród kilkunastotysięcznego tłumu tych, którym nie udało się dostać na jedyny statek, jaki zawinął w tym celu do portu (brytyjski transportowiec „Stanbrook”), dochodziło do samobójstw w imię wierności idei i z rozpaczy. Jednym z pasażerów statku stał się główny bohater Kolei losu – Miguel Ruiz. To jego po latach odnajduje we Francji autor i nakłania go do podzielenia się wspomnieniami dotyczącymi zawiłej drogi, której tymczasową metą stał się Paryż w dniu wyzwolenia.

Etapy tej niezłomnej, żmudnej trasy eksponują okolicznościowego hiszpańskiego eksodusu i późniejszej alianckiej ofensywy z lat 1942-44. Tło, które łatwo przysłonić ogólnymi faktami czy przemilczeniami. Podążając za Miguelem, dowiadujemy się o poniżającym traktowaniu uchodźców w obozach pracy na terenie francuskich profaszystowskich kolonii w Afryce, podziale tamtejszych wojsk i Legii Cudzoziemskiej (w jej skład wchodzili również Hiszpanie) w następstwie proklamowania Wolnej Francji oraz Operacji Torch i wreszcie o utworzeniu „La Nueve”, dziewiątej kompanii, która dla Hiszpanów w kontekście zasłużonej narodowej dumy, symbolu emigranckiej waleczności jest tym, czym dla Polaków Dywizjon 303. To właśnie „Dziewiątka” jako pierwsza znalazła się na ulicach oswobadzanego Paryża.

Widoki z Alicante 2.
Widoki z Alicante 2

W jej skład na 160 żołnierzy wchodziło 146 Hiszpanów, obejmowanych długo przez aliantów wspólnym, pogardliwym mianem „rewolucjonistów” czy „czerwonych”, czemu towarzyszyła opinia o braku dyscypliny i porywczości, przez które „przegrali wojnę”. W komiksie Roki ta perspektywa zakulisowej selekcji, oblicza „słusznego” wizerunku zwycięstwa obejmuje też moment wykluczenia z operacji w Europie żołnierzy z Czadu, gdyż, jak mówi Lecrerc, „To rozkazy z góry. Nie chcą, żeby czarni wyzwalali Europę”.

Roca odsłania wiele takich wewnętrznych antagonizmów i uprzedzeń we wspólnym przecież obozie. Francuzi są na cenzurowanym u Brytyjczyków, Hiszpanie u Francuzów, a u Hiszpanów wszyscy, którzy gadają zamiast walczyć. Chyba że ktoś zaimponuje im charyzmą, jak De Gaulle, Lecrerc czy Dronne – kapitan dowodzący „Dziewiątką”. Podobnych komentarzy doczekuje się „rywalizacja” między Pattonem i Montgomerym, nacisk De Gaulle’a na odbicie stolicy i cała strategia zwyciężania jako świadomego pisania historii, zderzająca się z prostą siłą motywacji wyrażanej przez Miguela w pragnieniu podjęcia na nowo walki w zniewolonej ojczyźnie. Słyszymy w tym znany refren o wojnie, w której decyzyjność nie leży po stronie zwykłych ludzi, choćby najbardziej oddanych idei, a polityki.

Tym większy uśmieszek wzbudzają sceny o „narodowym” znaczeniu – gdy francuską armię reprezentują właśnie członkowie „Dziewiątki” prowadzeni ulicami Paryża przez Ormianina, a zaczepiony przez dziennikarza żołnierz mówi, że urodził się w Konstantynopolu. Roca swoim komiksem przypomina o tym, że zwycięstwo to wspólne dzieło, nie poddając go przesadnej heroizacji i nie wybielając jego uczestników. Serwuje fakty o handlu jeńcami, egzekucjach, okaleczaniu zwłok, nie pomija kapitulacyjnych nastrojów w niemieckiej armii. Spogląda na historię, użyczając jej ludzkiej, emocjonalnej refleksji świadka i wychodzi mu to przekonująco.

Widoki z Alicante 3.
Widoki z Alicante 3.

Oczywiście pomaga mu w tym sam bohater, szczególnie gdy widzimy go jako staruszka-mizantropa, którego Paco mozolnie ciągnie za język. Ta relacja, nasycona detalami codziennej życiowej rutyny i towarzystwem Alberta, sąsiada Miguela (którego wątek zgrabnie wnosi do opowieści lżejszy, dystansujący ton i pozwala na rozbudowanie charakterologicznego portretu wojennego weterana), to kolejny głos we wciąż toczącej się dyskusji nad pielęgnowaniem zbiorowej pamięci, społecznym poszanowaniem, piętnującym znaczeniem pojęć zbrodni i ofiary, sprowadzeniem drastycznych przeżyć do sensacyjnej, awanturniczej opowieści. Roca zapewnia życiorysowi Miguela nieostentacyjny dramatyzm, zostawiając w nim miejsce na miłość, ideały, ale i trzeźwiejszą czy wręcz gorzką samoocenę.

Wiarygodności tych wrażeń nie burzy fakt, że Miguel Ruiz jest postacią fikcyjną. Przyznaję bez wstydu, że wobec doświadczeń z podobnie zapożyczoną i dwuplanową narracją ( jak w wypadku Mausa, Trawy, Odysei Hakima) kompletnie dałem się uwieść temu zabiegowi, szczególnie gdy komiksowe wcielenie autora identyfikuje staruszka jako Miguela Camposa, rzeczywistego członka „Dziewiątki”, który zaginął podczas akcji. W Kolejach losu jego towarzyszami są autentyczne postaci, bohaterowie „La Nueve”. Tym sposobem Roca zapewnił swojej paradokumentalnej pracy ramy wiążące materiał historyczny i anegdotyczny w więcej niż tylko atrakcyjny sposób. Stworzył i ożywił pomnik hiszpańskiego nieznanego żołnierza, zbudowany zarówno z pomocą tych, którzy polegli podczas wojny, jak i tych, którzy ją przeżyli, podkreślając jego narodowy temperament i żarliwe oddanie sprawie. I znów – robi to bez efekciarskiego rozmachu, wykorzystując do tego niepozbawione humoru i poruszające gesty, takie jak nadawanie imion wozom bojowym czy eksponowanie barw republikańskich.

Z równą świadomością Roca pracuje jako rysownik. Stosuje uproszczoną realistyczną kreskę, a przy tym imponuje wiernością w odwzorowaniu pojazdów, sprzętu, wnętrz, budynków. Nie rezygnuje z małych i regularnych kadrów przy scenach bitew, nie wspomaga ich zbędną pirotechniką, patetycznymi pozami i grymasami. Są sekwencje przypominające zdjęcia z kronik filmowych, są nagłe detale, wszędzie zaś wielka płynność i umiejętność dostosowywania rytmu do treści. Roca nie potrzebuje niczego udowadniać rysunkiem, on po prostu nad nim panuje, nie tracąc emocjonalnej wyrazistości. To samo odnosi się do zastosowanej przezeń kolorystyki – miękkiej i chłodnej, nawet przy dużym rozjaśnieniu, jakie charakteryzuje sceny rozgrywające się w Afryce. Plan „wywiadu” z Miguelem rozgrywa się tylko w szarej tonacji, czego niby oczywista wymowa najlepiej uzasadnia się podczas lektury.

Brak widoków z Alicante.
Brak widoków z Alicante.

Roca nie traktuje historii swojej ojczyzny marketingowo. W Latarni, będącej poetycką nowelą z wojną domową w tle, skomentował młodzieńcze poświęcenie z nieoczywistą w takich warunkach siłą życiowych marzeń wolnych (na ile?) od wojennych zawirowań. Jego święcący sukcesy Dom konfrontuje ludzkie postawy w podobny, jednocześnie rzeczowy i intymnie liryczny sposób. W zogniskowanej wokół Miguela Camposa/Ruiza opowieści Roca ponownie łączy charakterystyczne dla swojej twórczości obszary i ponownie robi to z życiową, żylastą siłą.

O Kolejach losu można powiedzieć, że prezentują nieznany szerzej wątek udziału Hiszpanów w drugiej wojnie światowej, że podsuwają kilka gorzkich pigułek w stronę rozliczeniowych terapeutów, że utrzymują aktualność pytań o trwałość i uczciwość intencji w obliczu wspólnego zagrożenia, że pochylają się nad obecnością świadków i ich naznaczonych nieodwracalnie przez wojnę życiem… Ale przede wszystkim trzeba powiedzieć, że robią to wszystko z wielkim sercem, szczerością i godnością.

Wydawnictwu Timof Comics serdecznie dziękujemy za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Koleje losu
Wydawnictwo: Timof Comics
Scenariusz i rysunki: Paco Roca
Tłumaczenie: Katarzyna Sajdakowska
Typ: komiks
Gatunek: dokumentalny/historyczny
Data premiery: 04.10.2021
Liczba stron: 320
ISBN: 9788366347724
spot_img

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Łukasz "Justin" Łęcki
Łukasz "Justin" Łęcki
Dzieciństwo spędziłem przy komiksach TM-Semic, konsoli Pegasus i arcade’owych bijatykach. Od kilkudziesięciu lat sukcesywnie podnoszę stopień czytelniczego wtajemniczenia, nie obierając przy tym szczególnej specjalizacji. Fascynują mnie mity, folklor, omen, symbole – wszystko, co tworzy panoptyczny rdzeń ludzkiej wyobraźni. Estetycznie i duchowo czuję się związany z modernizmem, ale dzięki dzieciom i znajomym udaje mi się utrzymywać niezbędny poziom cywilizacyjnej ogłady. Nałogowo wizytuję antykwariaty książkowe i sklepowe działy słodyczy. Piszę też dla wortalu i czasopisma Ryms.
Żarliwa "Dziewiątka". Recenzja komiksu Koleje losuNie myślałem, że o komiksie Paco Roki będę pisał w takich dniach. Odwlekałem tę recenzję długo, nie mogąc uporać się z selekcją wrażeń dostarczonych przez lekturę i powstrzymać od sprowokowanego nimi researchu. Teraz, gdy wojenna historia Europy nadpisuje się po sąsiedzku na naszych oczach,...
Włącz powiadomienia    OK Nie, dzięki