Więcej

    Strzelając na oślep. Recenzja komiksu John Wick

    KorektaLilavati

    John Wick Comics Cover

    Zawsze, gdy wychodzi komiks osadzony w uwielbianym przeze mnie filmowym uniwersum, niecierpliwie rzucam się do lektury z entuzjazmem i ciekawością. Mam wtedy nadzieję na rozwinięcie wątków fabularnych i pogłębienie obrazu świata przedstawionego, tak zachwycającego na ekranie. Częstokroć niestety jest to strzał chybiony. Komiks okazuje się bezwstydnym skokiem na kasę, stworzonym bez poszanowania wiarygodności postaci czy integralności uniwersum. Powstają dziesiątki byle jak napisanych i narysowanych ramotek, nic niewnoszących do kanonu, służących jedynie dyskontowaniu sukcesu produkcji filmowej. Oczywiście, zdarzają się chlubne wyjątki (vide antologia Matrix czy pierwszy Aliens vs Predator), jednak zwykle lektura sprawiała mi zawód.

    John Wick Comics 001

    Mimo wcześniejszych niemiłych doświadczeń z takimi przypadkami sięgnąłem po krótką komiksową serię John Wick z Dynamite Entertainment autorstwa scenarzysty Grega Paka oraz rysowników Giovanniego Valletty (odcinki 1, 2) i Matta Gaudia (odcinki 3-5). Historia rozgrywa się na dwóch planach czasowych – kilkanaście lat przed właściwą akcją, która z kolei toczy się przed wydarzeniami z filmowej serii, nim John wstąpił w szeregi stowarzyszenia Continental i zasłużył sobie na miano Baby Jagi. Protagonistę poznajemy jako nastoletniego chłopca, będącego świadkiem zagłady meksykańskiej wioski. Następnie przeskakujemy o dwanaście lat w przód, gdy jako wolny strzelec z uznaną już reputacją przybywa do El Paso w Teksasie. Tam wikła się w (szytą grubymi nićmi) intrygę z udziałem Charona – recepcjonisty nowojorskiego Continentalu. Jest sporo strzelanin i wybuchów, ale sensu – niewiele.

    Brakuje tu klimatu pierwowzoru – w rysunkach nie ma bogatego, barokowego wręcz tła i neonowych kolorów, zaś walki przedstawiono statycznie, bez graficznego, abstrakcyjnego zdynamizowania, jak miało to miejsce choćby w całkiem udanym Leiterze z uniwersum Jamesa Bonda. Wątek wspomnieniowy natomiast w świetle Parabellum jest zupełnie nietrafiony. Mały John biega po Baja w Kalifornii i nic nie wskazuje na jego pokrewieństwo z białoruskimi Cyganami, ujawnione w trzeciej części sagi filmowej.

    John Wick Comics 002

    Przewijający się przez serię przeciwnicy są karykaturalni i groteskowi w swoim „złoczynieniu”, a przy tym bezdennie wręcz głupi. Nie mają też za grosz klasy, do jakiej przyzwyczaili nas antagoniści w ekranowej trylogii Wicka. Nadają się bardziej na wrogów Punishera, choć sądzę, że Frank nawet by się nie spocił przy ich eliminacji. W „komiksyzacji” pojawia się jedna z niewielu przeciwniczek Johna, jednak tak jak pozostali pozbawiona jest jakiejkolwiek subtelności czy głębi. To po prostu komiksowa psychopatka wymachującą giwerami wszelakiego kalibru. Twórcy ukrywają jej tożsamość, korzystając z tego, że w dymkach trudno przekazać tembr głosu (chociaż kwestie Johna słyszałem w głowie w wykonaniu Keanu Reevesa), co dla mnie jest to dość tanim chwytem.

    Dopiero na papierze (czy tablecie) widać, że sklejona z wielu klisz filmowa seria o Wicku broni się przede wszystkim formą – choreografią, zdjęciami, montażem, dźwiękiem, nie zaś dialogami czy fabularną misternością. Gdy za adaptację wzięli się wyrobnicy wykonujący po prostu kolejne zlecenie, zewsząd wyzierają mizeria fabularna i artystyczna przeciętność – widać, że twórcy nie kochają materiału źródłowego. Strzelają na oślep, robiąc dziury w materii uniwersum.

    Nawet alternatywne okładki, w tym i fotosy z filmów umieszczone w galeriach, nie osładzały mi goryczy zawodu. Jako fan filmowej serii odczuwam ogromny niesmak. Jedynym miłym akcentem jest John karmiący bezdomnego kotka. Niestety, wydawnictwo Dynamite tym razem stać było jedynie na wystrzał z kapiszona.

    Szczegóły:

    Tytuł: John Wick
    Wydawnictwo: Dynamite Entertainment
    Scenariusz: Greg Pak
    Rysunki: Giovanni Valletta, Matt Gaudio
    Typ: Komiks
    Gatunek: akcja
    Data premiery: wrzesień 2017
    Liczba stron: 5 numerów po 32 strony

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + kotek!
    + głos Keanu Reevesa w głowie 🙂

    Minusy:
    - sztampowi przeciwnicy
    - mizerna fabuła
    - statyczne rysunki
    - skok na kasę
    - brak poszanowania oryginału

    Dodaj komentarz

    avatar
    Marcin „Martinez” Turkot
    Marcin „Martinez” Turkot
    Jestem geekiem trzydziestego któregoś poziomu, a także niepoprawnym fanboyem Supermana. W magisterce pisałem o związkach komiksu superbohaterskiego z mitami. W życiu zajmowałem się redagowaniem czasopisma o grach fabularnych i planszowych, tłumaczeniami gier, moderowaniem forów, pisaniem tekstów dla największego polskiego portalu internetowego oraz do "Tygodnika Powszechnego". Obecnie pracuję w reklamie. Uwielbiam komiks, w szczególności frankofoński, oraz animacje wszelakiego rodzaju (może poza anime, na którym się nie znam). Od ponad 20 lat gram w erpegi. Na gry komputerowe nie starcza mi już czasu...