• ŚWIAT KOMIKSU
Więcej

    Leiter. Felix Leiter. Recenzja komiksu James Bond: Felix Leiter

    Felix Leiter cover

    Agent 007 wykreowany przez Iana Fleminga jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów masowej wyobraźni. Kwestia obsady filmowej roli Jamesa Bonda zawsze rodzi wiele domysłów, kontrowersji i polemik. W ogniu tych debat często zapominamy, że wokół superszpiega Jej Królewskiej Mości żyje o wiele więcej postaci, bez których seria nie byłaby tym samym – Ernst Stavro Bloefeld, M, Q, Moneypenny, Felix Leiter. Ten ostatni miał bodaj tyle samo wcieleń, co sam protagonista, zaś jego losy są mocno zagmatwane (i nie chodzi wyłącznie o decyzje castingowe). Oczywiście amerykański kolega Bonda zawsze pozostaje w jego cieniu – służy za sponsora, informatora czy łącznika z służbami USA. Jednocześnie to chyba jedyna osoba, którą 007 mógłby nazwać przyjacielem.

    Życie nie rozpieszczało Leitera – jako agent CIA wylądował w zbiorniku z rekinem, gdzie o włos (dosłownie – Fleming chciał tę postać zabić) uniknął śmierci, tracąc rękę i nogę. Niemożność sprawnego korzystania z pistoletu sprawiła, że musiał odejść ze służby; trafił do agencji Pinkertona, choć nadal wykonywał czasem zlecenia rządowe. Założył wreszcie własne biuro detektywistyczne w Key West, jednak nie było mu dane zajmować się sprawami wyrolowanych turystów, zdrad małżeńskich czy zagubionych piesków. Upiory przeszłości nie dają o sobie zapomnieć.

    Felix Leiter 001

    Na początku swojej własnej miniserii Felix udaje się do Tokio, gdzie na prośbę Tigera Tanaki (znanego z Żyje się tylko dwa razy) ma zidentyfikować byłą (prawdopodobnie) radziecką agentkę – prywatny detektyw pamięta ją bowiem z czasów wspólnej misji w Afganistanie i jest jedną z niewielu osób na świecie, które wiedzą jak wygląda. Spotkanie z dawną partnerką (nie tylko z linii frontu) nie przebiega jednak po myśli naszego bohatera i japońskich służb specjalnych. Historia zbudowana jest z tych samych klocków, co każda przygoda Bonda – mamy tu i piękną kobietę, i złoczyńcę z szalonym planem, i tajną bazę rzeczonego przeciwnika, i hordy anonimowych pomagierów, i fantastyczną technologię. Do tego infiltrację, walkę oraz cięte słowne riposty. Leiter to jednak pechowa, zakompleksiona i nieudaczna wersja swojego brytyjskiego przyjaciela; walka idzie mu – oględnie mówiąc – nie najlepiej, skradanie – jeszcze gorzej, zaś na koniec nie zdobywa dziewczyny, która westchnęłaby w uniesieniu „Och, Felix”… Dzięki temu jest bardziej ludzki i realistyczny niż Bond, czym wzbudził moją sympatię. A przede wszystkim – prze do przodu, mimo że zadanie jest zgoła samobójcze.

    Felix Leiter 002

    Opowieść osadzona jest w bondowskim uniwersum rozwijanym przez Dynamite pod kuratelą Warrena Ellisa; dlatego też kilkukrotnie natrafimy na odwołania do innych tytułów (ich znajomość nie jest jednak wymagana). Z pewnością adresatami albumu są czytelnicy obeznani z konwencją, a także wieloletnim dorobkiem tej marki – tak literackim, jak i filmowym. Jednocześnie komiks nie do końca przystaje od świata książek oraz ich ekranizacji; natkniemy się tu na iście cyberpunkową technologię, której przykładami są protezy Leitera oraz biotechnologiczne metody terrorystyczne jego przeciwników. Gatunkowo historia to raczej technothriller czy science fiction bliskiego zasięgu niż twardy szpiegowski kryminał w stylu lat 50.-60.

    Felix Leiter 003

    Na szczególną uwagę zasługuje warstwa graficzna autorstwa Aarona Campbella (rysunki) oraz Salvatore’a Aiali (kolory), podkreślająca tech-noirowy nastrój. Sporo jest tutaj pokaźnych, dwustronicowych kompozycji, gdzie szerokie plany przeplatają się z detalami. Szczególnie efektowne są dynamiczne, „poklatkowe” sekwencje akcji, wywołujące wrażenie ruchu. Całość jest właściwie filmowym storyboardem, gotowym do przeniesienia na ekran. Mam nadzieję, że to nie ostatnie spotkanie z odzianym w prochowiec detektywem, zbrojnym w cyberkończyny i szczycącym się strzechą płowych włosów w stylu szalonych lat 80.

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: James Bond: Felix Leiter
    Wydawnictwo: Dynamite Entertainment
    Typ: Komiks
    Gatunek: szpiegowski, thriller, cyberpunk
    Data premiery: 2.10.2017
    Scenariusz: James Robinson
    Rysunki: Aaron Campbell
    Kolory: Salvatore Aiala
    Liczba stron: 186

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + efektowna warstwa graficzna
    + sympatyczny bohater
    + cyberpunkowy klimat

    Minusy:
    - wymagana niezła znajomość serii

    Dodaj komentarz

    avatar
    Marcin „Martinez” Turkot
    Marcin „Martinez” Turkot
    Jestem geekiem trzydziestego któregoś poziomu, a także niepoprawnym fanboyem Supermana. W magisterce pisałem o związkach komiksu superbohaterskiego z mitami. W życiu zajmowałem się redagowaniem czasopisma o grach fabularnych i planszowych, tłumaczeniami gier, moderowaniem forów, pisaniem tekstów dla największego polskiego portalu internetowego oraz do "Tygodnika Powszechnego". Obecnie pracuję w reklamie. Uwielbiam komiks, w szczególności frankofoński, oraz animacje wszelakiego rodzaju (może poza anime, na którym się nie znam). Od ponad 20 lat gram w erpegi. Na gry komputerowe nie starcza mi już czasu...