Więcej

    Zielony blask wśród czerni kosmosu. Recenzja komiksu Green Lantern: Earth One

    Green Lantern Earth One cover

    Konia z rzędem temu, kto połapie się w zawiłościach multiwersum DC i spamięta przynajmniej tuzin alternatywnych rzeczywistości („Ziem”) w nim istniejących. Dla mnie różnorodne wersje archetypowych superbohaterów zawsze były intrygujące, a do linii Elseworlds mam ogromny sentyment. Istnienie wielu wymiarów daje autorom możliwość kreatywnego wyżycia się poza sztywnymi ramami regularnie ukazujących się serii. Z takiej okazji skorzystał J. Michael Straczynski, tworząc w 2010 roku wraz z Shane’em Davisem Superman: Earth One, gdzie na nowo opowiedział mit genezyjski Człowieka ze Stali. Akcja toczy się na plus-minus współczesnej Ziemi, na której nie pojawili się (jeszcze) superbohaterowie. Była to odpowiedź wydawnictwa na marvelowskich Ultimates – ogołocenie świata przedstawionego z narosłych przez dziesięciolecia elementów czyniło opowieść przejrzystą, wydobywając na światło dzienne rudymentarny rdzeń herosa. Bohater zmagał się z bardziej „realnymi” problemami, gdyż Ziemia Jeden była niestety dość bliska naszej rzeczywistości. Format graphic novel pozwolił z kolei na stworzenie zamkniętej, spójnej, ciągłej i dłuższej niż kilkanaście stron historii. Pomysł okazał się chwytliwy na tyle, że w ślad za nim ukazały się tomy poświęcone Batmanowi, Teen Titans oraz Wonder Woman. Kolejni bohaterowie dołączali jednak do świata przedstawionego stopniowo i w dłuższych odstępach czasu – dzięki czemu rynek nie został zalany masą tytułów i postaci różniących się od pierwowzorów jedynie paroma szczegółami; nie doszło do „superbohaterskiej inflacji”, jak było w przypadku konkurencji.

    Green Lantern Earth One 002

    Autorzy Green Lantern: Earth One, Corinna Bechko (scenarzystka) i Gabriel Harman (współscenarzysta i rysownik), wcześniej wspólnie tworzący nominowaną do nagrody Hugo Invisible Republic, poszli drogą wytyczoną przez Straczynskiego et consortes. Hal Jordan jest tutaj… kosmicznym górnikiem, poszukującym złóż na asteroidach dla Ferris Galactic – następcy NASA i prywatnego potentata w dziedzinie międzyplanetarnego przemysłu. Podczas prac wydobywczych trafia on na wrak pozaziemskiego pojazdu, w którym znajduje skorupę wielkiego, humanoidalnego robota oraz zwłoki fioletowoskórego obcego z zielonym pierścieniem na palcu. Później następuje pierwsza manifestacja i okiełznanie szmaragdowej mocy, spotkanie z Korpusem oraz konfrontacja z przeciwnikiem. Wszystko jednak przedstawione jest w nieco innym świetle niż w znajomej historii Hala Jordana. Działanie Pierścieni, odciętych od głównej baterii, jest osłabione, Latarnicy są rozproszeni i ścigani przez wszechobecnych wrogów, zaś cywilizacje wszechświata jęczą pod butem tyranii. Walka z systemem nie obejdzie się bez strat, a zagrożenia nie da się pokonać całkowicie. Oś fabuły podobna jest do Sinestro’s Law i, podobnie jak tamten komiks, nawiązuje do uniwersalnego konfliktu dobra ze złem, wolności z tyranią, humanizmu z odczłowieczeniem, słabości z siłą, budząc skojarzenia z Gwiezdnymi wojnami. Latarnicy, niczym jedi, ukrywają się przed wszystkimi, żyjąc samotnie, chroniąc antyczne Pierścienie Mocy i z pokolenia na pokolenie przekazując historie o dawnej chwale Korpusu. W komiksie przewijają się postaci znane z głównego uniwersum DC, ze szczególnie ważną rolą Kilowoga. Nie do końca podoba mi się wprowadzanie nowych bohaterów, którzy potem stosunkowo szybko tracą życie, by podnieść fabularną stawkę – nie odczułem, by te śmierci miały jakiekolwiek znaczenie, bowiem nie zdążyłem związać się emocjonalnie z epizodystami. Ciekawiej byłoby uśmiercić któregoś z Latarników z pierwszego szeregu – takie poświęcenie nadałoby zagrożeniu większej powagi.

    Green Lantern Earth One 003

    Opowieści o Halu Jordanie zawsze miały w sobie dozę mroku, fatalizmu, czy wręcz tragizmu na iście kosmiczną skalę i w Earth One tony te głośno wybrzmiewają. Grafika podkreśla nastrój, szczególnie na pierwszych stronach, rozgrywających się w próżni – zielony blask wśród czerni kosmosu wzbudza niepokój, a nawet strach. Podoba mi się, że Ziemia nie jest tutaj pępkiem wszechświata, a raczej jego peryferiami – świat bez superbohaterów jest smutnym, beznadziejnym i nieprzyjaznym miejscem. Międzygwiezdne wydarzenia do tej pory omijały ludzkość i dopiero pojawienie się Supermana zmieniło status quo. Moim zdaniem pozycja jest idealna zarówno dla stałych czytelników komiksów DC, jak i tych sporadycznych. Dla pierwszych ciekawa będzie rekonstrukcja i aktualizacja mitu Zielonej Latarni, zaś dla drugich – przejrzysta historia zamknięta w jednym tomie.

    ZOBACZ W SKLEPACH

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: Green Lantern: Earth One
    Wydawnictwo: DC Comics
    Typ: Komiks
    Gatunek: Superbohaterowie
    Data premiery: 14.03.2017
    Scenariusz: Corinna Bechko, Gabriel Hardman
    Rysunki: Gabriel Hardman
    Liczba stron: 144

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + ciekawa, jednotomowa historia
    + rysunki podkreślające nastrój
    + uniwersalna opowieść o walce dobra ze złem
    + peryferyjność Ziemi

    Minusy:
    - poświęcanie dość anonimowych postaci

    Dodaj komentarz

    avatar
    Marcin „Martinez” Turkot
    Marcin „Martinez” Turkot
    Jestem geekiem trzydziestego któregoś poziomu, a także niepoprawnym fanboyem Supermana. W magisterce pisałem o związkach komiksu superbohaterskiego z mitami. W życiu zajmowałem się redagowaniem czasopisma o grach fabularnych i planszowych, tłumaczeniami gier, moderowaniem forów, pisaniem tekstów dla największego polskiego portalu internetowego oraz do "Tygodnika Powszechnego". Obecnie pracuję w reklamie. Uwielbiam komiks, w szczególności frankofoński, oraz animacje wszelakiego rodzaju (może poza anime, na którym się nie znam). Od ponad 20 lat gram w erpegi. Na gry komputerowe nie starcza mi już czasu...