SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Co tu się to ja nawet nie. Recenzja komiksu Droga ku wieczności tom 1. Bóg Szeptów

    Okładka zbyt wiele nie zdradza.

    Nie miałem zielonego pojęcia, czym jest Droga ku wieczności, nawet rozdzierając już z typowym dla siebie entuzjazmem paczkę od wydawcy. „O, fajnie, jakieś mniej znane superhero” – pomyślałem, gdy zobaczyłem grafikę i nazwiska na okładce. Czytanie o postaciach, których mój przeżarty popkulturą umysł jakimś cudem nie kojarzy, sprawia mi zwykle radochę, a autorzy albumu raczej nie zwykli do tej pory dawać ciała w takich klimatach. Problem w tym, że klimaty tym razem okazały się zupełnie rozbieżne z moimi naiwnymi oczekiwaniami. Rick Remender rzucił się na wykreowanie własnego, wyjątkowego świata i tak naprawdę trudno powiedzieć, czy mu to wyszło.

    Jest sobie gdzieś w kosmosie niesamowita kraina Zhal. Zamieszkujące ją istoty żyją w ciągłym strachu przed podstępnym władcą – Bogiem Szeptów. Wielu, ulegając jego pokusom, idzie na jakiś proponowany, cudowny układ i porzuca wszelkie próby sprzeciwu. Sprawa wygląda nieco inaczej w przypadku Adama Osidisa i jego otoczonej złą sławą rodziny. Bardzo długo opierali się agresywnym ambicjom hegemona, ale w obliczu skrajnie agresywnej argumentacji (no zabili mu ojca no) stają przed trudnym wyborem. Adam rusza więc do siedziby władcy, a pewne zrządzenia losu i duchy przeszłości uniemożliwią mu całkowicie samodzielne podjęcie decyzji.

    No kolory to są piękne.

    Dobra, zacznijmy więc od plusów, żebyście nie uznali mnie z marszu za biadolącego malkontenta. Przede wszystkim zachwyca świat przedstawiony. Zhal tętni życiem i zaskakuje różnorodnością biomów. Towarzysząc Adamowi w wędrówce, przemierzymy zarówno pustynie i stepy, jak i wypełnione fantazyjną fauną i florą bagna oraz lasy. Architektura, gdy przyjdzie nam ją oglądać, pasuje do otaczającego krajobrazu, budynki nie wyróżniają się jak wychodek na Times Square. Każde miasto wypełnia przytłaczająco różnorodna gama istot, zarówno tych inteligentnych, jak i zwykłych zwierząt hodowlanych. Ten świat żyje własnym życiem i rządzi się prawami kuriozalnej magii, do której tylko niektórzy mają dostęp.

    Wielu z tych wybrańców zostanie, prędzej czy później, bohaterami głównego toku fabularnego. Problem w tym, że gdy tylko stają się czymś więcej niż statystami o gębach z koszmaru speców od charakteryzacji, ich początkowo zachwycająca różnorodność robi się źródłem totalnego dysonansu. Remender rzuca czytelnika na głęboką wodę bez kapoka, nie wskazując w żaden sposób gdzie może być najbliższy suchy ląd. Skojarzenie z komiksem superbohaterskim nie było tak do końca nietrafione – kojarzycie to zagubienie, gdy z jakiegoś niezgodnego z rozumem człowieka powodu zaczniecie czytać rozbudowaną, epicką historię od jej późniejszego etapu? Pierwszy tom Drogi ku wieczności obnaża przyzwyczajenie scenarzysty do realiów, w których postacie i wątki są odbiorcom chociaż trochę znane. 

    Ogólnie cały komiks wygląda bardzo miodnie.

    My jednak jesteśmy nowi w Zhal, nie ogarniamy rządzących nim mechanik i co gorsza – absolutnie nie znamy żadnego z zamieszkujących je dziwadeł. Pierwszy raz w życiu obracałem strony z nadzieją na jakąś chamską ekspozycję, która bezwstydnie wcisnęłaby mi w szare komórki wyjaśnienie zasad i historie postaci. Nie dostałem nic takiego i w związku z tym nie byłem w stanie przywiązać się do protagonisty, nie wspominając już o postaciach drugoplanowych. Doprowadziło też do pewnej skrajności – do samego końca nie byłem pewny, czy antypatyczny Bóg Szeptów nie zrobi jakiegoś narracyjnego fikołka, stając się tym samym w pewnym momencie postacią pozytywną i w sumie po zakończeniu nadal tego nie wiem. Po prostu nie ogarnąłem trzonu jego charakteru, nie rozumiem jego motywacji i ten problem dotyczy dosłownie każdego elementu opowieści.

    Na całe szczęście rysunki Jerome’a Opeñy i kapitalna, bogata kolorystyka autorstwa Matta Hollingswortha pomagają cieszyć się tym, co w tym komiksie nie powoduje bólu głowy. Panowie nie odwalili kalki swoich trykociarskich dzieł i doskonale odnaleźli się w nowych, malowniczych realiach. Udało im się zobrazować obcy świat zaludniony pokręconymi dziwadłami i kolosalnymi bestiami w sposób porywający fantazją i porządnie poprowadzoną dynamiką scen akcji. Pewien brak spójności wynika tutaj, jak podejrzewam, z założeń scenariusza. Nie zmienia to jednak zupełnie faktu, że nad większością stroną można przysiąść na chwilę dłużej, jarając się wyłapywaniem drobnych szczegółów i efektów niczym niepowstrzymanej (czasem niestety) kreatywności. Droga ku wieczności tom 1. Bóg Szeptów to po prostu wizualna uczta, która bardzo niewiele by ucierpiała, gdyby wywalić z niej wszystkie dymki.

    Nie można też powiedzieć, że mało się dzieje.

    Możliwe, że jestem troszeczkę zbyt surowy. Ten komiks nie jest fabularnie aż tak tragiczny, ale ostatnio już odbiłem się z bólem od całkowicie niespójnego world-buildingu w wykonaniu teoretycznie utalentowanego autora (zobaczcie sobie tutaj). Wkurza mnie ogromnie marnowanie potencjału i zapominanie o podstawach warsztatu pisarskiego. Co z tego, że samą narrację czyta się całkiem dobrze, skoro nie daje nam ona szansy na zrozumienie czegokolwiek i polubienie kogokolwiek? Co z tego, że Droga ku wieczności wygląda po prostu kapitalnie, skoro ten przepiękny świat (jeśli w ogóle skrywa jakiś sens) to absolutnie nie ma szans się z nami nim podzielić? Nie powiem jednak, że wymysł Ricka Remendera nie jest wart lektury – to się okażę przy drugim tomie. Biorąc jednak pod uwagę, jak tytaniczną robotę musiałby nadrobić jego scenariusz, nie jestem szczególnie optymistyczny. Ostatecznie, nawet po zakończeniu lektury, nie wiem o Drodze ku wieczności prawie nic.

    Serdecznie dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Droga ku wieczności tom 1. Bóg Szeptów
    Wydawnictwo: Mucha Comics
    Autorzy: Rick Remender, Jerome Opeña, Matt Hollingsworth
    Tłumaczenie: Arkadiusz Wróblewski
    Data premiery: 24.04.2020
    Liczba stron: 264

    Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + piękne rysunki i kolory
    + różnorodny świat
    + sporo akcji

    Minusy:
    – brak ładu i składu
    – narracyjny pośpiech

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    2 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Pawel.M.
    2 miesięcy temu

    >Możliwe, że jestem troszeczkę zbyt surowy. Ten komiks nie jest fabularnie aż tak tragiczny<.

    Jest, jak wszystkie Remendera. Nie wiem czemu on koniecznie chce być scenarzystą, skoro mu to nie wychodzi. Jest tyle pięknych zawodów – mógłby być stolarzem, kierowcą, kopaczem-dolarzem, a on się uparł, że będzie komiksowym scenarzystą…

    Krzysztof
    Krzysztof
    2 miesięcy temu

    Remender to akurat mój ulubiony scenarzysta komiksowy uwielbiam za jego Głębie, Fear Agenta czy Deadly Class. I akurat jedmu tworzenie światów pięknie wychodzi, nie wiem skąd ten hejt na Drogę ku Wieczności, nie ustrzegł się błędów, zgadzam się. Mimo wszystko to jedna z moich ulubionych pozycji, która pochłonęla mnie od początku do końca poprzez świat i nieoczywiste postaci….. Może jestem dziwny ale czepia się biednego Ricka o wszystko, a Kirkman robi przewidywalne, banalne Invincible, bez tempa z infantylnymi dialogami bez kszty iskry i wszyscy go wielbią… No ale każdy ma prawa do własnego zdania ja Drogę ku wieczności będę bronił.

    Rafał
    Rafał "yaiez" Piernikowski
    Aktywny hobbistycznie i towarzysko człowiek renesansu. Zainteresowany w jakimś stopniu prawie wszystkim, co nie wymaga ekstremalnych ilości wysiłku fizycznego. Lingwista z wykształcenia, robol w przemyśle ciężkim z zamiłowania. Charakteryzuje mnie zamiłowanie do filmów, seriali i komiksów, które podobają się wszystkim i do muzyki, która nie podoba się nikomu. Jako entuzjastyczny grafoman prowadzę również hałaśliwy, muzyczny fanpage (https://www.facebook.com/niereteha/).

    2
    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x