SIEĆ NERDHEIM:

Powrót Błędnego Rycerza. Recenzja komiksu Don Kichot z Manczy

Co ma stary piernik do wiatraka?
Co ma stary piernik do wiatraka?

Mierzyć się z graficzną adaptacją dziejów Don Kichota, jednego z największych, prawdziwie ponadczasowych pomników literackich – do tego trzeba ogromu uczucia względem oryginału albo marketingowego tupetu. Podkreślam – adaptacją, nie swobodnym wykorzystaniem motywu błędnego rycerza i przysłowiowej walki z wiatrakami. Na ile bliźniacy Paul i Gaëtan Brizzi, uznani weterani disneyowskiego studia animacji, zachowali kształt narracyjny, stylistyczny żywioł i nade wszystko ducha dzieła Cervantesa?

Na początku autorzy zapunktowali u mnie treścią „przestrogi”, którym to słowem zastąpili tradycyjnie brzmiącą „przedmowę”. Prezentują w niej własne widzenie postaci Don Kichota i zapowiadają kierunek, jaki przyjęły ich manewry adaptacyjne. Umocniło to we mnie nadzieje na dużą frajdę z lektury oraz natchnęło dodatkową sympatią wobec energii leciwych już panów, którzy w komiksową dziedzinę weszli w 2015 roku, będąc już po sześćdziesiątce. I z tym poczuciem frajdy, a nawet wzruszenia, zostałem do końca, choć po zamknięciu komiksu zaczęło we mnie wzbierać znane pytanie – gdzie przebiegają granice udanej, możliwie najpełniejszej adaptacji?

Don Kichot z Manczy to najświeższa propozycja braci Brizzich i pierwsza, jaką anonsują się na polskim rynku. Co ciekawe, w swojej dotychczasowej komiksowej twórczości panowie podejmują się wyłącznie adaptacji literatury. Zaczęło się od graficznej współpracy przy scenariuszu opartym o prozę Céline’a, a potem już bliźniacy sami wzięli się za fabuły Poego, Balzaca, Viana i Dantego. Sukces ich wersji Piekła, najsłynniejszej części Boskiej Komedii, umocnił w braciach decyzję o popularyzacji klasyki za pośrednictwem komiksowego medium. Takie stanowisko Brizzi zajmują wprost, celem zapoznania młodszych pokoleń z dziełami, których wkład w światową kulturę jest niepodważalny, ale ich atrakcyjność dla współczesnego czytelnika lokuje się poza rankingami bestsellerów. Nikt nie ujął tego lepiej od Marka Twaina, którego słowa już kiedyś przytoczyłem w recenzji komiksowej adaptacji Moby Dicka. Zatem – cel szczytny, wzorce szacowne, doświadczenie zawodowe bogate, talent niepodważalny… A co na to XVII-wieczny oryginał?

XVII-wieczny nerd w swojej samotni.
XVII-wieczny nerd w swojej samotni.

Upchnąć przeszło 1000 stron powieści na niespełna 200 planszach komiksu nie sposób i zresztą nie w tym rzecz. Bracia Brizzi wystarczająco wiernie oddali specyfikę głównego problemu, jakim jest obłęd Don Kichota, starego człowieka żyjącego w świecie urojeń wyrosłych z ówczesnej literatury popularnej, czyli romansu rycerskiego. Niewzruszoność heroicznej rycerskiej perspektywy, jaką bohater obejmuje najbardziej przyziemne wydarzenia, zdumiewa, śmieszy i ostatecznie prowokuje do pochylenia się nad wzajemną rolą wypaczeń i ideałów. Ilustrują to przygody, gdzie nagrodą za szlachetne intencje jest uszczerbek na zdrowiu doznany w absolutnie niehonorowych dla rycerza warunkach bądź wyrachowana kpina ze strony arystokracji. Jedni, wyprowadzeni z równowagi ekscentrycznością bohatera, wprost nazywają go szaleńcem, drudzy bawią się bez oporów jego monomanią. On zaś potrafi wszystko uwznioślić zakusami wrogich czarodziejskich sił, chcących pozbawić go miana najczystszego klejnotu rycerstwa, na który to tytuł pracuje w służbie damy swego serca, w czym jako giermek wspiera go prosty chłop, powodowany wizją objęcia gubernatorskiej władzy nad nieokreśloną wyspą…

Podoba mi się zabieg, dzięki któremu Brizzi ominęli całą szkatułkową strukturę oryginału, czyli niejako niezależne historie wprowadzone przez inne postaci. Posłużyli się do tego postacią księdza Mateo, który staje się głównym narratorem i przez to też traci kompetencje „wszechwiedzącego”. Samo przygodne zawiązanie jego opowieści – na cmentarzu, przy grobie Don Kichota – wypada świetnie, tchnąc sztuką lekko przyswajalnego współczesnego storytellingu. I taki charakter opowieści utrzymuje się do końca, przy czym nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że ten schemat dramaturgiczny coraz bardziej odsłania sposób myślenia autorów wyniesiony z warsztatu Myszki Miki.

Czyżby niezadowalający zwrot akcji?
Czyżby niezadowalający zwrot akcji?

Don Kichot pozostaje bowiem również jednym z niezrealizowanych projektów w disneyowskim archiwum. Przez lata pracowali nad nim właśnie bracia Brizzi, ale finalnie został odrzucony jako „zbyt mroczny” dla familijnej publiczności. No tak, nie ma tu wątku wystawionej na próbę miłości, przyjaźni… To znaczy jest, jest, na lewą rękę Cervantesa! Ale wiecie, nie tak jak sztuka przykazała. Nie ta disneyowska przynajmniej. I pomimo tych „niezgodności”, które powinny świadczyć na korzyść wizji Brizzich dotyczącej filmu animowanego, z ich komiksowej adaptacji przebija sprawdzona emocjonalna mapa, za pomocą której można prowadzić odbiorcę przez dowolną historię.

Nie mam oczywiście dowodów na to, jak przedstawia się ów scenariusz filmowy i ile z niego bracia przenieśli siłą rzeczy na plansze komiksu. Pewne uspójniające zabiegi i skróty podobają mi się i to bardzo (dobór i kolejność epizodów, cała intryga w pałacu Księżnej), pewne nie, gdyż wychodzą już zbytnio poza treść oryginału (wątek z trupą cyrkową oraz finałowy moment autorefleksji Don Kichota) i widzę w nich właśnie naleciałości disneyowskiej nawigacji. We wspomnianej „przestrodze” autorzy podkreślili, że podążają za satyryczną wymową utworu i karykaturalnym charakterem bohatera. I udaje im ten kurs zachować, choć nie ma w nim miejsca na to, czemu Cervantes dał upust w drugiej części swojej powieści, sprowokowany ukazaniem się parodystycznej kontynuacji losów Don Kichota autorstwa niezidentyfikowanego do dziś pisarza.

Pasuje panu takie pasowanie?
Pasuje panu takie pasowanie?

Obiecywałem sobie, że nie będę przy tej recenzji zagłębiał się w rozpatrywanie nieścisłości, pominięć itepe, bo literacki pierwowzór czytałem dawno temu i jak już pisałem – nie w tym rzecz. Zaznaczam tylko, że Don Kichota Brizzich nie uznaję za adaptację dorównującą oryginałowi, gdyż nie oddaje tak długotrwałego, odnoszącego się do samego siebie procesu tworzenia oraz lokowania aktualnych nastrojów pisarza, prześmiewczej, podskórnej gry, która wykracza daleko poza emblematyczną szarżę na wiatraki. I tak mi się zamarzyło, żeby powstał komiks o samym Cervantesie i Don Kichocie właśnie, bo to dopiero pozowliłoby na wykazanie tej spiętrzonej relacji. Ale tymczasem i tak bawiłem się dobrze, w czym duża rola wykorzystanego w tłumaczeniu komiksu najświeższego przekładu Don Kichota autorstwa Wojciecha Charchalisa. Duże uznanie dla wydawcy z tego właśnie powodu, a was niech nie dziwi obecność Sancza Brzuchacza, Cudenii i Chabettona w miejscu Sancza Pansy, Dulcynei i Rosynanta. We mnie dodatkowo rozbudziło to chęć do sięgnięcia po samą powieść (oczywiście w nowym tłumaczeniu).

Z kolei rysunkowy kunszt Brizzich pchnął mnie do pełniejszego zaznajomienia się z grafikami Gustave’a Dorégo, wybitnego i nieprzeciętnie wydajnego ilustratora, który swoimi pracami do Don Kichota – w ilości ponad 200! – ustalił charakterystyczny wizerunek bohatera (Doré zilustrował również Piekło Dantego; przypadek? Nie sądzę…). Bracia nie kryją swoich plastycznych inspiracji, przy czym widać po prostu, że rysowanie w klasycznym stylu bardzo im leży i takoż ich raduje. Całostronicowe kompozycje zachwycają precyzją i delikatnością ręcznego cieniowania oraz wyczuciem proporcji i przestrzeni. W dialogach nacisk położony jest na mimikę i dynamikę sylwetek, w bardziej ruchowych sekwencjach ujawnia się animacyjny zmysł, a nie brak też partii, gdzie wszystkie te jakości współgrają. Porywająco łączą warsztat europejskich mistrzów grafiki i szkicowe tempo, którego śladów nie maskują. A wszystko to przy użyciu ołówków i kredek, bo momenty, kiedy obserwujemy akcję oczyma Don Kichota, pozostają w błękitno-pomarańczowej, przenikającej się fantastycznie tonacji. To kolorystyczne rozgraniczenie rzeczywistości zarazem pięknie i bezlitośnie komentuje pułapkę donkiszoterii.

Farma wiatrowa - do ataku!
Farma wiatrowa – do ataku!

Niezupełnie umiem uzasadnić moje fanaberyjne niedosyty. Że więcej Cervantesa w Cervantesie? Że mniej o wiatrakach, więcej o łotrzykowskich perypetiach? Że zamiast dodanych cyrkowców lepsze byłyby obecne w powieści marionetki? Niech tam, przecież bawiłem się zaiste dobrze, a wrażenia wzrokowe, ech… I najważniejsza teza też została podkreślona nader wyraźnie: „Problem w tym, moi mili, że za bardzo kochał książki…”. A wtedy to i spalenie ich nic nie zmieni. Nie zaniedbujcie zatem ani Cervantesa, ani Dorégo, ani Brizzich, komiksowi zapaleńcy! Bo wiecie – przed Mrocznym Rycerzem był Błędny Rycerz.

Wydawnictwu Mandioca uniżone podziękowania składamy za ofiarowanie woluminu do celów recenzenckich.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Don Kichot z Manczy
Wydawnictwo: Mandioca
Scenariusz i rysunki: Paul i Gaëtan Brizzi
Tłumaczenie: Paweł Łapiński
Typ: komiks
Gatunek: adaptacja
Data premiery: 21.05.2024
Liczba stron: 192
ISBN: 9788397166011

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Łukasz "Justin" Łęcki
Łukasz "Justin" Łęcki
Dzieciństwo spędziłem przy komiksach TM-Semic, konsoli Pegasus i arcade’owych bijatykach. Od kilkudziesięciu lat sukcesywnie podnoszę stopień czytelniczego wtajemniczenia, nie obierając przy tym szczególnej specjalizacji. Fascynują mnie mity, folklor, omen, symbole – wszystko, co tworzy panoptyczny rdzeń ludzkiej wyobraźni. Estetycznie i duchowo czuję się związany z modernizmem, ale dzięki dzieciom i znajomym udaje mi się utrzymywać niezbędny poziom cywilizacyjnej ogłady. Nałogowo wizytuję antykwariaty książkowe i sklepowe działy słodyczy. Piszę też dla wortalu i czasopisma Ryms.
Mierzyć się z graficzną adaptacją dziejów Don Kichota, jednego z największych, prawdziwie ponadczasowych pomników literackich – do tego trzeba ogromu uczucia względem oryginału albo marketingowego tupetu. Podkreślam – adaptacją, nie swobodnym wykorzystaniem motywu błędnego rycerza i przysłowiowej walki z wiatrakami. Na ile bliźniacy Paul...Powrót Błędnego Rycerza. Recenzja komiksu Don Kichot z Manczy
Włącz powiadomienia OK Nie, dzięki