Więcej

    Recenzja komiksu Czarny Młot ‘45

    Okładka Czarnego Młota 45

    Gdy zobaczyłem sztucznie postarzaną, pooraną „zagięciami” i pokrytą „przebarwieniami” okładkę Czarnego Młota ‘45, pomyślałem że będzie to zapewne interesująca stylizacja na komiks z okresu II wojny światowej. Scenarzysta Jeff Lemire udowodnił już, że z superbohaterami jest za pan brat, tworząc pastiszową serię Czarny Młot. Pierwszy „sezon”, wydany u nas w tomach Tajna geneza oraz Wydarzenie porwał mnie nieszczególnie, choć bawiło mnie odkrywanie nawiązań do Kapitana Marvela (przepraszam – Shazama), Marsjańskiego Łowcy, Nowych Bogów czy zapomnianych magazynów Vault of Horror oraz Vault of Fear. Dopiero odważniejsza, bardziej metatekstowa Era zagłady była czymś więcej niż zlepkiem znanych tropów gatunkowych. Swoją drogą, mam wrażenie że gatunek nieco zatrzymał się w rozwoju – każdy niemal nowy heros stanowi reinterpretację Supermana, Batmana czy Kapitana Ameryki albo – jak w przypadku omawianej miniserii – mniej znanego Blackhawka.

    Czarny Młot to kryptonim specjalnego szwadronu lotniczego dowodzonego przez kapitana Sidneya Hawthorne’a ps. „Młot” (a jakże!), złożonego z żołnierzy nie-białych (Murzynów oraz Azjaty). To bezpośrednie nawiązanie do Lotników z Tuskegee (Tuskegee Airmen), zwanych również Czerwonymi Ogonami z racji charakterystycznego malowania na usterzeniu samolotów. Fabuła Czarnego Młota ‘45 jest pretekstowa i charakterystyczna dla opowieści wojennych, takich jak Parszywa dwunastka, Szeregowiec Ryan czy Złoto dla zuchwałych, które uważam za arcydzieła kina przygodowego, mimo schematyczności i przerysowania.

    Działania wojenne w Europie mają się ku końcowi – siły aliantów prą na Berlin, zaś tytułowy oddział otrzymuje ostatnią misję. Mają za zadanie odbić więzionego przez hitlerowców naukowca, zanim dotrą do niego Rosjanie – czerwonoarmiści z Eksperymentalnej Jednostki Zmechanizowanej 006, wyposażonej w gigantyczne roboty kroczące. W przestworzach natomiast na naszych bohaterów czyha niemiecki as lotnictwa – Widmowy Łowca w trupobiałej maszynie. Kolejne strony komiksu wypchane są akcją – pełno tu strzelanin, pościgów na lądzie i w powietrzu, eksplozji, superbohaterów z obu stron oraz dziwacznych, zaawansowanych wytworów wojennej technologii. Całej tej mieszance wybuchowej brakuje iskry – zwroty akcji są wysilone, a wątki nawrzucane bez ładu i składu.

    Choć nie jestem specjalistą, raziły mnie pewne nieścisłości logiczne. „Najgroźniejszy pilot na świecie” lata Stukasem (czyli Junkersem Ju-87) – nie sądzę, by ten mało zwrotny, słabo opancerzony i niezbyt szybki bombowiec nurkujący mógł prześcignąć i wymanewrować Mustangi – myśliwce, na których (jak mniemam) latają żołnierze Czarnego Młota. Niestety, trudno rozróżnić sylwetki samolotów, gdyż są one ledwie naszkicowane. Tak zresztą wygląda cała oprawa graficzna miniserii – każdy kadr to kilka kresek wypełnionych kolorem. Nie zwykłem się o to czepiać – artyści mają indywidualne style; chodzi o to, by rysunki wraz z tekstem układały się w przejrzystą sekwencję. W przypadku Czarnego Młota ‘45 tak niestety nie jest. Ze względu na uproszczone ilustracje nie wiedziałem, kto jest kim, ani co się dzieje. Zobaczyłem nawet, jak pilot najpierw rozbija maszynę o ziemię, siedząc za sterami, a zaraz potem… ląduje obok wraku na spadochronie. Przejrzałem inne prace rysownika Matta Kindta (Mind MGMT, Grass Kings) i wydaje mi się, że tu kompletnie się nie przyłożył. Nie jest to na pewno odwołanie do komiksowej estetyki lat 40., bowiem wtedy tworzyli tacy giganci jak Jack Kirby, Joe Simon, Alex Raymond czy Hal Foster i czego jak czego, ale szczegółów w ich twórczości nie brakowało.

    Nadtytuł głosi „Historia ze świata Czarnego Młota”, ale łączność z oryginalną serią jest słaba – ot, przewija się jedna z postaci, zaś badania ratowanych naukowców wiążą się najprawdopodobniej z technologią używaną przez Kapitana Weirda. Opowieść jest chaotyczna, niechlujnie narysowana i niewiele wnosi do uniwersum. Misja szwadronu Czarnego Młota ma być ściśle tajna – informacje na jej temat nie mają wyjść na światło dzienne. Wydaje mi się, że ten komiks tak samo mógłby trafić do zamkniętego archiwum i popaść w zapomnienie.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł oryginalny: Black Hammer ’45: From the World of Black Hammer
    Wydawnictwo: Dark Horse
    Data premiery: 29 października 2019
    Typ: komiks
    Gatunek: superbohaterowie, wojenny
    Scenariusz: Ray Fawkes, Jeff Lemire
    Rysunki: Matt Kindt, Sharlene Kindt

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + dla oddanych fanów oryginalnej serii
    + nawiązania do gatunkowych konwencji z lat 40.

    Minusy:
    - nieczytelne rysunki
    - mało wciągająca akcja
    - błędy logiczne

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    View all comments
    Marcin „Martinez” Turkot
    Marcin „Martinez” Turkot
    Jestem geekiem trzydziestego któregoś poziomu, a także niepoprawnym fanboyem Supermana. W magisterce pisałem o związkach komiksu superbohaterskiego z mitami. W życiu zajmowałem się redagowaniem czasopisma o grach fabularnych i planszowych, tłumaczeniami gier, moderowaniem forów, pisaniem tekstów dla największego polskiego portalu internetowego oraz do "Tygodnika Powszechnego". Obecnie pracuję w reklamie. Uwielbiam komiks, w szczególności frankofoński, oraz animacje wszelakiego rodzaju (może poza anime, na którym się nie znam). Od ponad 20 lat gram w erpegi. Na gry komputerowe nie starcza mi już czasu...
    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x