Więcej

    Strzeż się tych miejsc. Recenzja komiksu Criminal tom 2. Umarli i umierający / Fatalna noc

    KorektaLilavati
    Trochę razi w oczy, ale warto zaryzykować.

    Po świetnym pierwszym tomie Criminal i prawie równie dobrym Wszyscy moi bohaterowie to ćpuny Ed Brubaker ponownie zaprasza nas do świata zbrodni. Czy po dwóch albumach z nieco tendencyjnym intrygami, które w melancholijny sposób romantyzowały skryty pierwiastek człowieczeństwa w społecznym rynsztoku, pozostało do powiedzenia jeszcze coś ciekawego? Czy Umarli i umierający / Fatalna noc potrafi wciąż poruszyć, znów próbując ubrać zepsucie w kontekst kryminalnego fatum? Odpowiedź na oba ta pytania brzmi tak, a Brubakera trzeba za to szanować i ciągle mieć względem niego wysokie oczekiwania. Rzadko kiedy się zawiedziecie.

    Umarli i umierający to trzy odrębne spojrzenia na jeden fatalny finał intrygi, która miała bezpośredni wpływ na wydarzenia z poprzedniego tomu. Jake „Gnarly” Brown jest obiecującym bokserem, ale wciąż wplątuje się w szemrane interesy przez swojego przyjaciela z dzieciństwa – syna miejscowego bossa. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, prosty skok szybko okaże się tragiczny w skutkach, a między przyjaciółmi ponownie stanie femme fatale z przeszłości. Fatalna noc, jak delikatnie wskazuje tytuł, również opowiada o zgubnym zauroczeniu, które wciąga emerytowanego przestępcę w zawiłą plątaninę morderstw i porwanie. Niezależnie od perspektywy i zawiłości poszczególnych planów, w Criminal ponownie nie ma raczej stricte dobrych bohaterów, a z całą pewnością nie ma zwycięzców.

    Pot, dym i przemoc. Dużo tego doświadczycie w Criminal.

    Są takie dzieła, które można czytać z doskoku, wracając co kilka dni do porzuconych wcześniej wątków. Criminal w dalszym ciągu absolutnie nie należy do takich tytułów – snuta przez Brubakera narracja jest tak gęsta i sprawna, że wciąga bez litości i nie pozwala na przerwy. Autor unika dłużyzn, nie przesadza też z intensywnością akcji, dzięki czemu trwanie w smolistym klimacie ulic zalanych zbrodnią jest zaskakująco przyjemne. Fabuły są całkowicie samodzielne, ale wzbogacają się wzajemnie, więc uważny czytelnik będzie wyłapywał subtelne powiązania zarówno w zakresie tego albumu, jak i nawiązujące do poprzednich dramatów. W mieście zbrodni najważniejsze są koneksje, a za nimi stoją zaskakująco złożone dzieje wielu nieszczęśników.

    Oprócz stawiania fundamentów pod takie wątki jak historia rodziny Lawlessa z pierwszego tomu i motyw baru Undertown, Umarli i umierający to poruszający obraz różnych ścieżek na drodze do zgubnego zepsucia. Stajemy się świadkiem angażujących, delikatnie dramatyzowanych wydarzeń, które splatały losy kilkorga ludzi, prowadząc ich ku pozbawionemu satysfakcji końcowi. Wkraczamy w rzeczywistość nieustannej walki o przetrwanie, codzienną genezę potencjalnych scenariuszy świetnego filmu noir, która dla swoich bohaterów jest zdecydowanie mniej atrakcyjna niż dla potencjalnego odbiorcy. Bezwzględna kobieta przekuwa swoją słabość w broń, ambitny młodzieniec nieskutecznie walczy z naciskiem otoczenia, a straumatyzowany weteran nieco z konieczności obiera pozornie jedyną możliwą drogę w życiu. Trzon fabularny jest dość prosty, ale to wątki orbitujące zatrzymują czytelnika na dłużej osobistą, choć wciąż charakterystycznie defetystyczną narracją.

    Znów bardzo duże znaczenie ma pub Undertown.

    Intryga pchająca do przodu wydarzenia Fatalnej nocy jest jedną z najbardziej złożonych do tej pory i nie do końca mi się to podobało. Jesteśmy zaskakiwani wyciąganymi z rękawa faktami, niesygnalizowanymi wcześniej w żaden sposób. Dzięki temu zakończenie naprawdę zaskakuje, ale czyni to, nie robiąc tak naprawdę dużego wrażenia. Na szczęście poza tym ponownie mamy do czynienia z analizą ludzkiego upadku i powrotu na przestępczą drogę życia. Magnetyczny mrok występku upomina się o swoje dzieci, przyciąga je adrenaliną, zbirowskim honorem i emocjonującym seksem. Ci ludzie nie potrafią oddychać powietrzem nienasyconym dymem cygar i zapachem prochu strzelniczego, więc w pogoni za różnymi pobudkami skazują siebie i innych na zgubę, albo popadają w obłęd, starając się oszukać samych siebie. Wysmakowana, niemalże elegancka brutalność przedstawionego świata wyraźnie odcina fabułę od rzeczywistości, ale w swoich własnych ramach tworzy spójny i poruszający obraz atmosfery noir. Nawet jeśli główny wątek jest troszeczkę przekombinowany.

    Tę samą filmowość ponownie podkreśla w warstwie wizualnej niezastąpiony Sean Philips. Kreślone przez niego sylwetki, betonowe tła i bogata, przekonująca mimika wciąż utrzymują Criminal w ryzach lekko kinowego realizmu. Grube kontury i zręczna gra wszechobecnym cieniem dostarcza za to pierwiastek tego odrealnionego, teatralnego klimatu dramatów kryminalnych. Dzięki temu graficzna strona opowieści działa w ścisłym tandemie z tą delikatnie niedosłowną fabułą. Wiemy, że mamy do czynienia z fikcją i to ułatwia odbiór, ale jakaś część doświadczenia pozostaje ugruntowana w rzeczywistości. Stłumione barwy lawirują między podobnymi płaszczyznami i choć bardzo podobały mi się pastelowe kolory we Wszyscy moi bohaterowie to ćpuny, to jestem przekonany, że w głównej serii takie eksperymenty szybko by się przejadły. Cały Criminal opiera się w końcu na równowadze poruszającej prawdziwości i sporego ułamka straceńczej sceniczności, a do tego nastrojowa prostota pasuje jak ulał.

    Mówiłem już, że to komiks tylko dla dorosłych?

    Trudno w to uwierzyć, ale drugi tom Criminal jest jeszcze lepszy od pierwszego. Z czego to wynika, skoro czepiałem się pewnych elementów fabuły? Głównie z tego trudnego do dokładnego zmierzenia talentu, który Brubaker przejawia w kwestii grania uczuciami odbiorcy. Teoretycznie najważniejsze wątki są dla scenarzysty jedynie pretekstem do zaprezentowania sylwetek ludzi zgubionych i w ramach tej prezentacji Brubaker wyraźnie doskonale wie co, kiedy i w jaki sposób nam ukazać. Wodzi nas za nos, daje satysfakcję z dziesiątek nawiązań i przytłacza melancholijnym losem szumowin, które przecież powinny wydawać nam się antypatyczne. Na początku trochę przesadziłem, bo zdarzają się mu nieco słabsze historie, ale Criminal wciąż dowodzi, że te wszystkie nagrody Eisnera nie były wynikiem przypadku. Groźby, tortury i szantaże chyba też nie, chociaż kto wie, czego można spodziewać się po gościu tak wiarygodnie opisującym bezwzględnych wykolejeńców.

    Serdecznie dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Criminal: Umarli i umierający / Fatalna noc (tom 2)
    Wydawnictwo: Icon Comics / Mucha Comics
    Autorzy: Ed Brubaker, Sean Phillips, Val Staples
    Tłumaczenie: Paulina Braiter
    Data premiery: 28.11.2019
    Liczba stron: 224

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + niesamowicie wciąga
    + dokładnie przemyślana narracja
    + dopasowana warstwa graficzna
    + ciężki, filmowy klimat
    + świetnie napisane postacie

    Minusy:
    – nieco przekombinowana fabuła drugiej połowy

    Dodaj komentarz

    avatar
    Rafał
    Rafał "yaiez" Piernikowski
    Aktywny hobbistycznie i towarzysko człowiek renesansu. Zainteresowany w jakimś stopniu prawie wszystkim, co nie wymaga ekstremalnych ilości wysiłku fizycznego. Lingwista z wykształcenia, robol w przemyśle ciężkim z zamiłowania. Charakteryzuje mnie zamiłowanie do filmów, seriali i komiksów, które podobają się wszystkim i do muzyki, która nie podoba się nikomu. Jako entuzjastyczny grafoman prowadzę również hałaśliwy, muzyczny fanpage (https://www.facebook.com/niereteha/).