SIEĆ NERDHEIM:

Wiedźmin, czyli tam i z powrotem. Recenzja gry planszowej Wiedźmin: Gra Przygodowa

KorektaJustin

Minęło już 6 lat od kiedy po raz ostatni mieliśmy okazję przemierzać świat stworzony przez Andrzeja Sapkowskiego i zabijać potwory w skórze legendarnego rzeźnika z Blaviken, Geralta z Rivii. Fani z niecierpliwością wyczekują jakiejkolwiek zapowiedzi nowego tytułu od CD Projekt RED. Na szczęście uniwersum Wiedźmina to nie tylko rozrywka elektroniczna, ale również stanowiące materiał źródłowy książki, a także komiksy oraz planszówki. Jedną z nich jest Wiedźmin: Gra przygodowa autorstwa Ignacego Trzewiczka.

O tym, że rozgrywka w świecie Geralta z Rivii cieszy się zainteresowaniem również w wersji bez prądu, najlepiej świadczy sukces zorganizowanej ostatnio zbiórki na grę Wiedźmin: Stary Świat. Produkcja autorstwa Łukasza Woźniaka została ufundowana w ciągu 20 minut, zaś zebrana kwota w serwisie zagramw.to wyniosła niespełna 7 milionów złotych przy potrzebnych 100 tysiącach. Warto również nadmienić, że równolegle była prowadzona identyczna akcja w serwisie Kickstarter, która cieszyła się podobnym zainteresowaniem.

Wróćmy jednak do przedmiotu niniejszej recenzji, czyli gry Wiedźmin: Gra Przygodowa. Propozycja od Ignacego Trzewiczka pozwala wcielić się w jedną z czterech postaci znanych z powieści Sapkowskiego. Poza Geraltem do wyboru mamy również Triss Merigold, Jaskra oraz Yarpena Zigrina. Każdy z bohaterów charakteryzuje się unikalnym zestawem cech i umiejętności odróżniających go od pozostałych kompanów. Geralt przykładowo specjalizuje się w walce, Triss w magii, Jaskier najlepiej radzi sobie za pomocą złota, a także wpływów, zaś Yarpen ma do dyspozycji drużynę pomocników. Dodatkowo dostępne są akcje rozwoju pozwalające na podbicie umiejętności w walce lub też ułatwiające dalszą eksplorację. W trakcie rozgrywki przemieszczamy się figurkami naszych postaci po planszy, realizując misje i zbierając punkty zwycięstwa. Zwycięzcą zostaje ten, kto po ukończeniu trzech zadań głównych (lub pięciu, w opisanym dodatkowym trybie) osiągnie jak największy wynik. W trakcie gry natrafimy na wiele (często nieprzyjemnych) zdarzeń, a także zmierzymy się z grasującymi w okolicy potworami.

Pierwszą rzeczą zwracającą naszą uwagę po otwarciu pudełka jest ogromna ilość różnych znaczników i kart. Wszystkim, którzy będą mieli okazję po raz pierwszy zapoznać się z tą produkcją, polecam znalezienie odpowiednio dużego stołu lub też wykorzystanie podłogi. Ilość różnych elementów poukładanych w oddzielne kupki w połączeniu z dość sporą planszą potrafi zająć niemało miejsca, zaś samo rozłożenie trwa dłuższą chwilę. Efekt końcowy prezentuje się za to imponująco, co widać na zdjęciu dołączonym do tego tekstu. Wszystkie kartonowe znaczniki są odpowiednio wysokiej jakości, tak samo jak figurki naszych postaci. Jeśli chodzi o karty, to nie doświadczymy zaskoczenia pod kątem wykonania. Przeciwnicy wszelkich uszkodzeń powinni jednak zaopatrzyć się w odpowiednie koszulki, gdyż podczas gry każda talia jest dość często wykorzystywana. Jedyne zastrzeżenie mam do planszy, która sprawia wrażenie, że przy którymś z kolei rozłożeniu może rozpaść się na kilka mniejszych części.

Przejdźmy teraz do właściwej rozgrywki. W pierwszej kolejności gracze przypisują sobie karty misji, które przez najbliższe kilkanaście kolejek będą sukcesywnie realizować. Zadania główne, a także poboczne wymagają zebrania odpowiedniej ilości znaczników. W trakcie gry kolekcjonujemy tropy, które wymieniamy na dowody oraz monety. Do zbierania pierwszych wykorzystujemy między innymi eksplorację, gdyż przejście każdej lokacji wiąże się z otrzymaniem nagrody w formie żetonów odpowiedniego koloru. Możliwe jest też pobieranie kart śledztwa i zrealizowanie opisanego w nich scenariuszy. Jak widać, rozgrywka w Wiedźmin: Gra przygodowa polega głównie na planowaniu następnych kroków w celu jak najszybszego zbierania zasobów. Od czasu do czasu, w zależności od znaczników wyłożonych na planszy, pobieramy tzw. karty „złego losu” wiążące się często z negatywnymi efektami oraz toczymy walkę z potworami.

I jak ten Wiedźmin sprawdza się w praktyce? W trakcie pojedynczej tury gracz ma możliwość wykonania dwóch z pięciu dostępnych akcji. Poza wspomnianą już podróżą, rozwojem i pobraniem karty śledztwa możemy zastosować jeszcze unikalną dla postaci akcję lub też odpocząć, co pozwala na zdjęcie z pola akcji znacznika rany. Warto bowiem nadmienić, że w wyniku różnych sytuacji ulegamy rozmaitym urazom, które, po wspomnianym oznaczeniu jednej z dostępnych akcji, uniemożliwiają nam wykonywanie części działań. Czas akcji gry toczy się w trakcie wojny, więc nie dziwi, że ilość nieszczęśliwych zdarzeń znacznie przewyższa ilość tych pozytywnych. W efekcie, w zależności od rozmiaru naszego pecha, szybko doprowadzamy naszego bohatera do stanu, w którym ilość dostępnych ruchów jest mocno ograniczona. Nie muszę dodawać, że może mieć to opłakane skutki w walce o zwycięstwo.

Grę pochwalić należy za pewien kompromis między strategią a zdawaniem się na ślepy los w trakcie rozgrywki. Po Kontynencie przemieszczamy się w sposób dowolny, ograniczony jedynie poprowadzonymi między miastami ścieżkami oraz dostępnością odpowiedniej akcji na karcie postaci. Jak wspominałem wcześniej, na każdym przystanku możemy zebrać potrzebne nam tropy, co jest kluczowe dla realizacji misji. Dlatego też realizacja zadań zależy w dużej mierze od obmyślonego przez nas planu, ale również od sprzyjających kart śledztwa. Podobnie sprawa ma się z walką. W pierwszej kolejności rzucamy kośćmi naszego awatara, a następnie porównujemy wylosowany wynik ze statystykami przeciwnika. Później jednak do gry wkraczają dodatkowe umiejętności, które odblokowujemy między innymi przez akcję rozwoju. Te wielokrotnie potrafią całkowicie odwrócić losy prowadzonej bitwy.

Będąc przy temacie walki warto wspomnieć o pierwszej z bolączek produkcji. Jest nią balans między dostępnymi postaciami. Mimo że możliwość ulepszania w trakcie rozgrywki jest kluczowa niezależnie od wybranego bohatera, szybko można zauważyć, że najłatwiej gra się Geraltem, a następnie Yarpenem. Wynika to z faktu, że ten pierwszy zamiast jednej kości wykorzystywanej standardowo w trakcie walki ma ich trzy. Statystyki większości potworów, które spotkamy na swojej drodze, składają się z punktów ataku i obrony, zaś rzadko kiedy z magii. Jako że wraz z postępami ilość lokacji zagrożonych pojedynkiem wzrasta, właśnie dzięki grze wiedźminem wielokrotnie możemy uniknąć przykrych konsekwencji przegranej. Postać krasnoluda ma za to szereg udogodnień mocno ułatwiających rozgrywkę. Jest on w stanie przyjąć dwa ciosy bez jakiegokolwiek wpływu na dostępność akcji, losowanie misji odbywa się dlań z dwóch talii, a nie z jednej jak u reszty, zaś dostępni towarzysze wielokrotnie stają się pomocni w szybkim realizowaniu zadań. Nawet utrudnione zbieranie dowodów nie nadaje rozgrywce pełnego balansu.

Drugim mankamentem jest brak interakcji między graczami. Zacytuję na wstępie fragment tekstu reklamowego z poświęconej produkcji strony internetowej:

„Tylko od gracza zależy, czy będzie współpracował z innymi postaciami ze świata Geralta, czy potraktuje je jak potencjalnych wrogów”.

W rzeczywistości interakcja ogranicza się do dwóch elementów. Mamy pojedyncze zadanie wsparcia polegające na dostarczeniu surowców opisanych na karcie misji naszego rywala, dzięki czemu zarabiamy punkty zwycięstwa dla niego i dla siebie. Możemy także w ramach dżentelmeńskiej umowy wymienić się żetonami z graczem znajdującym się w tej samej lokacji. Jak widać, szału nie ma.

Ostatnią, ale jednocześnie największą bolączką jest czytelność instrukcji. W pudełku otrzymujemy dwa zeszyty, jeden z podstawami gry, drugi zaś będący pełnym objaśnieniem zasad gry. Niestety, zrozumienie zasad nierzadko wymaga przeskakiwania między oboma tekstami, a mimo to niektóre reguły pozostają niejasne. Pod tym względem pomogła nam cyfrowa wersja gry dostępna na platformach GoG i Steam, w której dzięki automatyzacji części procesów łatwiej zrozumieć pewne mechaniki.

Wiedźmin: Gra przygodowa nie jest produkcją w żaden sposób przełomową. Mamy do czynienia z „chodzoną” rozgrywką polegającą głównie na przemierzaniu lądów, zbieraniu kolejnych znaczników oraz mierzeniu się z losem. Dla wielu przez wymienione mankamenty gra nie będzie dobra ani nawet znośna. Jednak fani Geralta z Rivii szybko wciągną się w historie znane z ekranu monitora i treści książek, zaś osoby niebędące entuzjastami uniwersum mogą docenić w miarę nieskomplikowaną rozgrywkę oczekującą planowania, ale jednocześnie niewymagającą nieustannego wysilania szarych komórek. Sam należę do obu tych grup i za ilość zabawy, jakiej ta produkcja dostarcza mi z każdym kolejnym podejściem, dałbym znacznie wyższą ocenę. Jednak wymienione błędy zmuszają mnie do wystawienia znacznie powściągliwszej noty.

SZCZEGÓŁY:
Zawartość pudełka:
1 plansza z grą
1 skrócona instrukcja
1 podręcznik zasad
4 karty postaci
4 figurki postaci
9 unikalnych kości
48 kart zadań
120 kart śledztwa
40 kart złego losu
20 kart dobrego losu
60 kart rozwoju
4 karty kompanów
30 żetonów potworów
24 żetony dowodów
27 żetonów złota
21 żetonów złego losu
36 znaczników uniwersalnych
8 żetonów postaci
8 żetonów akcji
16 żetonów ran
Informacje pudełkowe:
Wiek: 14+
Liczba graczy: 2-4
Przewidywany czas gry: 60-120 minut
Wydawca: Fantasy Flight Games
Autor: Ignacy Trzewiczek

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Tomasz „Snah” Rosłon
W skrócie na mój temat: zmęczony student, zawzięty rzeźbiarz tekstów, entuzjasta dobrej książki, oddany gracz. Urodziłem się w 1995 roku i jestem rówieśnikiem takich filmów jak Desperado i Batman Forever. Wolny czas spędzam przy dobrym kryminale lub innej wciągającej produkcji. Swoją karierę recenzencką prowadzę nieprzerwanie od 2013 roku tworząc mniej lub bardziej udane oceny wszelkiej maści tytułów. Do ekipy NTG trafiłem przypadkiem i zostałem na dłużej. W chwili, gdy to czytasz jestem dumnym redaktorem bloga i troskliwym członkiem ekipy.