SIEĆ NERDHEIM:

W sercu tajemnic nazistowskiego bunkra. Recenzja gry Paradise Lost

Screen z gry - Paradise Lost
Screen z gry – Paradise Lost

Po kilku godzinach spędzonych na bezowocnych poszukiwaniach wreszcie udało mi się odnaleźć boczne wejście do kompleksu. Miałem dużo szczęścia. Sam nie wiem, ile czasu wytrzymałbym jeszcze błądząc na powierzchni. Świat na zewnątrz jest kompletnie zniszczony. Wysokie promieniowanie, wszechobecne zimno i ruiny dawnego świata to jedyne, co można tam teraz znaleźć. Chciałbym móc choć na chwilę zobaczyć Polskę taką, jaką była przed tym wszystkim, przed wojną oraz tym, co nastąpiło później. To nie jest jednak czas i miejsce na takie myśli. Muszę skupić się na tym, by odszukać mężczyznę ze zdjęcia, które tak długo ukrywała przede mną mama. Powoli zaczynam przyzwyczajać się do tego miejsca i mam wrażenie, jakby nikogo tutaj poza mną nie było. To niemożliwe. Ktoś przecież musi tutaj być, ktoś, kto udzieli mi odpowiedzi i powie, co mam zrobić dalej. Na ścianach wokół mnie widzę jedynie niemieckie, propagandowe plakaty, a na ziemi porozrzucane w chaosie przedmioty. Drogę przede mną rozświetla mi wyłącznie słabe światło zabranej z domu zapalniczki. Nie mogę tracić więcej czasu. Ruszam.

W ten oto sposób mógłby wyglądać fragment pamiętnika Szymona – 12‐letniego chłopca będącego głównym bohaterem gry Paradise Lost. Ta debiutancka produkcja polskiego studia PolyAmorous została osadzona w alternatywnej wersji historii II Wojny Światowej. W niej Stany Zjednoczone nie dołączyły do konfliktu z Niemcami w 1941 roku, a wojna nie skończyła się cztery lata później. Niemieccy naukowcy nieobarczeni zatem presją czasu i ograniczonymi środkami mogli dokonać przełomowego odkrycia, jakim było skonstruowanie bomby atomowej. Mimo licznych zwycięstw nazistów oraz wynalezienia upragnionego wunderwaffe ich pasmo sukcesów nie mogło trwać wiecznie. Zmuszeni ostatecznie przez aliantów do wycofywania się w kierunku swoich rodzimych terenów, postanowili zrealizować swój szalony, diabelski plan. Ukrywszy wcześniej wybranych obywateli w ogromnych podziemnych kompleksach, zdetonowali głowice nuklearne nad resztą okupowanego przez siebie terytorium. Plan ten zakładał, że po kilkudziesięciu latach, gdy poziom promieniowania spadnie do akceptowalnego poziomu, ocalali niemieccy żołnierze i obywatele wyjdą na powierzchnią, by kontynuować trwanie Tysiącletniej Rzeszy. 

Screen z gry - Paradise Lost
Screen z gry – Paradise Lost

Wcielając się w postać Szymona, naszym głównym celem w Paradise Lost jest odkrycie tajemnic nazistowskiego bunkra o nazwie Gesellschaft. Ten olbrzymi podziemny kompleks, wyglądający na wyciągnięty wprost z gier z serii Wolfenstein, miał służyć mieszkańcom za dom przez najbliższe dziesięciolecia. Nie wszystko poszło jednak zgodnie z planem. Wspólnie z naszym bohaterem, z pomocą pozostawionych notatek, nagrań, przedmiotów i rozmów, będziemy starać się złożyć w całość historię tego miejsca, oraz jego społeczności. By to zrobić, zbadamy m.in. wagony, którymi przybywali do bunkra osadnicy, część mieszkalną kompleksu, wypoczynkową, a nawet ośrodek badań, gdzie naukowcy pracowali nad nowymi technologiami. Jedną z nich była Maszyna obliczeniowa, będąca zaawansowanym komputerem, a jak się dowiemy później, być może nawet i czymś więcej. Cała ta wyprawa ma dla Szymona również o wiele bardziej osobisty charakter. Dlaczego? O tym musicie dowiedzieć się już na własną rękę.

Po ukończeniu Paradise Lost trudno jest mi jednoznacznie ocenić historię przedstawioną w tym tytule. Z całą pewnością ma ona swoje dobre, a nawet bardzo dobre fragmenty, często jednak zdarzały się również i te słabsze. Mimo to uważam, że cała zaprezentowana w tej produkcji opowieść miałaby szansę się obronić, gdyby nie masa różnego rodzaju problemów dotyczących kwestii technicznych. Już sama długość wymagana do ukończenia Paradise Lost (około 3 godziny) utrudniła stworzenie odpowiednio głębokich relacji z postaciami. Niemniej przygotowana intryga oraz ilość budujących klimat nagrań i zapisków zasługują na pochwałę. Historia to zdecydowanie najjaśniejszy element recenzowanej gry i gdyby nie ona, ten tytuł zapewne wyszedłby niezauważony przez nikogo. Mnie osobiście najbardziej spodobała się relacja naszego głównego bohatera z jego przewodniczką po tym bunkrze. Teraz przejdę do tej mniej przyjemnej części recenzji.

Screen z gry - Paradise Lost
Screen z gry – Paradise Lost

Naprawdę jestem w stanie zrozumieć to, że skala tego projektu nie była największa i to, że jest to dopiero pierwsze samodzielne dzieło studia PolyAmorous, lecz mimo to trudno jest mi zaakceptować wszystkie wady tej produkcji. Zacznijmy od dubbingu i błędów w tekście. Narracja w grach przygodowych, określanych popularnie mianem symulatorów chodzenia, odgrywa kolosalną rolę. To dzięki niej często budowany jest odpowiedni klimat i dobrze dobrane głosy postaci potrafią wynieść tego rodzaju tytuł na wyższy poziom. W Paradise Lost jakość nagrań aktorów głosowych pozostawia jednak wiele do życzenia. Kiepsko wypadają w szczególności polskie wstawki, które występują podczas kwestii mówionych w języku angielskim. Ponadto w czasie rozgrywki miewałem czasami problemy z językiem zebranych notatek i zapisków. Część z dokumentów była bezpośrednio przetłumaczona na polski, a przy innych przekład pojawiał się dopiero po naciśnięciu odpowiedniego przycisku. Losowo zdarzały mi się też sytuacje, kiedy niemiecki tekst był tłumaczony wyłącznie na angielski. Pozostaje mi jedynie mieć nadzieję, że od czasu premiery tej produkcji błędy te zdążono już naprawić.

Część z Was mogłaby stwierdzić, że po przeczytaniu takiej ilości tekstu nadal nie wie, jak tak naprawdę wygląda rozgrywka w Paradise Lost. Jest z nią pewien problem. Poza wspomnianym wcześniej chodzeniem i zbieraniem przedmiotów tak naprawdę nie ma jej zbyt wiele. Czasami jesteśmy zmuszeni tylko do znalezienia jakiegoś przedmiotu i odłożenia go w odpowiednie miejsce lub do przytrzymania odpowiedniego klawisza, by otworzyć drzwi bądź pociągnąć za dźwignię. Wszystko to powoduje, że tytuł ten nie ma tak naprawdę żadnej interesującej mechaniki. Autorzy co prawda spróbowali stworzyć system wyboru kwestii dialogowych oraz podejmowania decyzji, lecz tak naprawdę, poza jedną finalną sceną, nie mają one większego znaczenia. Podsumowując, najważniejszą częścią tej produkcji jest zdecydowanie przedstawiona historia i oryginalny świat pełen tajemnic. Wielka szkoda, że od strony technicznej czegoś w tym wszystkim zabrakło.

Screen z gry - Paradise Lost
Screen z gry – Paradise Lost

Gdybym musiał określić Paradise Lost jednym słowem, użyłbym wyrazu – „skromna”. Nie jest to wielki tytuł, który zawiera w sobie szereg różnorodnych mechanik, postaci lub lokacji. To mała produkcja przeznaczona na jeden, być może dwa wieczory. O skali tego projektu najlepiej świadczy cena, jaką życzą sobie za niego twórcy – około 50 złotych. Dla osób lubiących tego rodzaju gry przygodowe będzie ona gwarancją dobrej zabawy. Dla reszty, mimo swej relatywnie niskiej ceny, może okazać się małym rozczarowaniem. Z pewnością jednak, pomimo nie najlepszego początku, będę dalej obserwować studio PolyAmorous z nadzieją na to, że ich kolejne dzieło będzie stać na wyższym poziomie.

SZCZEGÓŁY:
TytułParadise Lost
Producent: PolyAmorous
Wydawca: All in! Games
Data premiery: 24.03.2021
Dostępne na platformach: PC, PS4, Xbox One
Recenzowany egzemplarz: Xbox Series X

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Sebastian Gonera
Na co dzień zajmuję się branżą lotniczą. Prywatnie wielki fan pięściarstwa i dobrej kuchni. Uwielbiam science-fiction oraz marzę o tym, by Elon Musk zabrał mnie kiedyś na Marsa. Kocham światowe kino, polskie fantasy i granie na konsolach. Od głośnych imprez zdecydowanie bardziej wolę spokojny wieczór z książką lub padem.