SIEĆ NERDHEIM:

Piękna przygoda duchowej przewodniczki. Recenzja gry Kena: Bridge of Spirits

Kiedy w 2020 roku świat miał okazję po raz pierwszy ujrzeć nadchodzące Playstation 5, w trakcie pokazu przedstawiono garść gier na nową konsolę. Mimo obecności wielu głośnych tytułów moją uwagę przykuł zwiastun niezapowiedzianej wcześniej gry. Na pierwszych kadrach mogliśmy zobaczyć medytującą dziewczynę, otoczoną puchatymi stworkami. Moją ciekawość wzbudziła piękna oprawa graficzna przypominająca swoim wyglądem filmy animowane. Po roku oczekiwania Kena: Bridge of Spirits w końcu zadebiutowała na konsolach i komputerach. Czy za ładnym wyglądem produkcji kryje się równie wysoka jakość?

Historia tytułowej Keny stanowi debiut studia Ember Lab, które dotąd zajmowało się tworzeniem animacji. Główna bohaterka gry to przewodniczka dusz. Jej najważniejszym zadaniem jest pomoc zagubionym duchom w odnalezieniu spokoju, dzięki czemu będą one mogły przejść na tak zwaną „drugą stronę”. Postać poznajemy, gdy poszukuje ona drogi do górskiej świątyni. Okazuje się, że dotarcie do celu nie jest takie proste, jak się wstępnie wydawało. Na swojej drodze natrafimy na skażony zepsuciem las oraz opuszczoną wioskę. Chcąc osiągnąć cel naszej podróży, podejmujemy się pomocy, ratując zabłąkane dusze mieszkańców.

Fabuła gry nie należy do zbyt skomplikowanych. Naszym zadaniem jest ocalić kolejno dusze trzech mieszkańców wioski, którzy ulegli zepsuciu, przy okazji poznając tragiczną historię miejsca, w którym się znajdujemy. Na końcu zaś toczymy bój z głównym bossem i winowajcą całego zamieszania. Historia, choć prosta, poprowadzona została dość niestandardowo. Z jednej strony mamy naszą główną bohaterkę i skażenie zatruwające wioskę, które zostało przedstawione tak ogólnikowo, jakbyśmy mieli do czynienia z sequelem, a nie całkowicie nową opowieścią. Po drugiej stronie skali znajdują się natomiast świetnie zaprezentowane historie mieszkańców, których musimy uratować w trakcie rozgrywki. Nie wiem, czy fabuła Keny została z góry rozpisana na wiele części, ale bohaterka zasłużyła na ciąg dalszy opowiadający więcej o jej osobie.

Zazwyczaj pisząc recenzję, zaczynam od opisywania mechanik, a kończę na oprawie audiowizualnej. W tym przypadku z czystym sumieniem zrobię wyjątek, bo to, co przygotowała ekipa z Ember Lab, godne jest każdej możliwej pochwały. Przedstawiony w kreskówkowej formie świat zaoferowany przez twórców wygląda przepięknie. Gra w edycji na Playstation 5 mieni się mnóstwem kolorów, pierwsze chwile obcowania z produkcją, gdy zapalamy kolejne światła, robią duże wrażenie. Świetnie wygląda też przejście ze zdrowej części lasu do lokacji pokrytej skażeniem. Sam sposób prezentacji sugeruje, że opuściliśmy bezpieczne miejsce i wkroczyliśmy w niebezpieczne rejony. Największe pochwały należą się jednak wstawkom filmowym, które są najlepszym dowodem na animatorską przeszłość twórców. Cutscenki wyglądają wspaniale i w niczym nie ustępują jakością produkcjom, jakie możemy obejrzeć w kinie na dużym ekranie. Oprawa graficzna to jeden z głównych aspektów, którymi tytuł Ember Labs zachęca do kupna.

Kena: Bridge of Spirits to trzecioosobowa gra przygodowa z quasi-otwartym światem. Wspomniana wcześniej wioska pełni funkcję huba, z którego przechodzimy do jednego z obszarów odblokowywanych wraz z postępami w rozgrywce. Na grę składają się trzy duże misje, w ramach których poznajemy potrzebującego pomocy ducha, zbieramy związane z nim artefakty, eksplorujemy teren i pokonujemy wrogów, a na końcu prowadzimy walkę z bossem. Czuć w tym wszystkim powielany kilkukrotnie schemat, lecz z uwagi na niespecjalnie długi czas potrzebny do ukończenia gry (główny wątek zajmuje około 8-9 godzin) nie zdążymy doświadczyć monotonii.

Zabawę urozmaica nam też stały dopływ nowych umiejętności naszej bohaterki. Oprócz zdobytego na początku gry kostura z czasem w naszym asortymencie znajdzie się także łuk, bomby czy też możliwość przeprowadzenia szarży połączonej z chwilową nietykalnością. Nabyte elementy ekwipunku wykorzystujemy zarówno w trakcie walki, jak i podczas eksploracji. Dodatkowo gra oferuje nam możliwość rozwijania umiejętności naszej postaci. Odblokować możemy między innymi większy kołczan, dodatkowe bomby, wytrzymalszą tarczę lub dodatkowe ciosy. Nie ma tego wiele, ale zbieranie zasobów jest na tyle czasochłonne, że osiągnięcie maksymalnego poziomu trwa aż do finału. Dzięki temu przez całą rozgrywkę mamy poczucie, że nasza postać staje się z każdą pokonaną przeszkodą coraz silniejsza.

Nim przejdziemy do akapitów poświęconych walce i eksploracji, warto wspomnieć o drugim bohaterze gry, a mianowicie o Rotach. Pierwszego stworka zdobywamy już na początku zabawy, a w trakcie postępów ich liczba będzie się stale zwiększać. Mali towarzysze nie są jednak jedynie wzrastającą statystyką, a zintegrowaną ze światem częścią rozgrywki. W trakcie eksploracji lasu roty będą pojawiać się tu i ówdzie, ubrane w wybrane przez nas czapeczki. Wystroić możemy każdego stworka osobno, nadając mu indywidualnego charakteru. Podczas potyczek roty pomogą nam, rozpraszając wskazanych przeciwników, uzdrawiając naszą postać lub zwiększając siłę naszego uderzenia. W trakcie eksploracji możemy wykorzystać ich siłę do przenoszenia przedmiotów lub niszczyć wszelkie ślady zepsucia poprzez posiadaną przez stworki siłę uzdrawiania. Po pierwszych zwiastunach nie byłem przekonany do intuicyjności mechanizmu sterowania rotami, ale w trakcie zabawy szybko załapałem ten mechanizm i uważam obecność stworków za ciekawy element urozmaicający rozgrywkę.

Potyczki z wrogami w Kena: Bridge of Spirits zdarzają się dość często i poza eksploracją to jeden z ważniejszych aspektów gry. Pierwsze chwile z grą mylnie sugerują, że jest to element wciągnięty niejako na siłę, a nasze zadanie będzie ograniczać się do ciągłego uderzania w przycisk, aż do momentu zneutralizowania wszelkiego zagrożenia. Wraz z odblokowywanym ekwipunkiem i postępami w fabule okazuje się, że walka wymaga coraz więcej planowania i ostrożnego działania. Pod tym kątem wyróżniają się potyczki z bossami, gdyż frontalny atak nie zawsze jest skuteczny i momentami konieczne jest wykorzystanie elementów otoczenia lub umiejętne używanie tarczy. Wśród zwykłych przeciwników wyróżniają się też chociażby wiedźmy posiadające różnorakie moce. W takich momentach musimy nie tylko atakować najbliższych niemilców, ale także nadzorować, czy czarownica nie uzdrawia swoich towarzyszy lub nie rzuca klątwy zmniejszającej pasek naszego zdrowia do minimum. Sposobem na przerwanie zaklęcia jest rzucenie bomby, która rozproszy przeciwnika. Na wyższych poziomach trudności walka może stać się nie lada wyzwaniem wymagającym odpowiedniego przygotowania i dużej dozy sprytu.

Eksploracja, podobnie jak walka, wraz z postępami robi się coraz lepsza. Z czasem wykorzystujemy zdobyte przez nas przedmioty w celu dotarcia do niedostępnych wcześniej terenów. Strzał z łuku pozwala przyciągać się w określonych miejscach, zaś trafione bombą świecące skały na krótką chwilę zmieniają swoje położenie, pozwalając na wspinaczkę. W późniejszych etapach wędrówka wymaga coraz więcej zwinności i dobrego opanowania sterowania. Kena: Bridge of Spirits stawia nas także przed kilkoma zagadkami logicznymi. Są one jednak w większości banalne i wymagają jedynie obserwacji otoczenia i ustalenia prawidłowej kolejności wykonywanych czynności. Osoby zaznajomione z grami tego typu nie powinny mieć z tym najmniejszych kłopotów.

Rzeczą, która zdumiała mnie od razu po uruchomieniu produkcji, jest brak polskiej wersji językowej. Gry wydane wyłącznie na konsole Sony przyzwyczaiły nas do pełnej, a przynajmniej kinowej lokalizacji. Niestety, Kena: Bridge of Spirits nie wspiera żadnej z tych możliwości, a główna bohaterka przemawia do nas jedynie w języku Szekspira. Szkoda, choć przykład Disco Elysium pokazuje, że nigdy nie można tracić nadziei na pojawienie się polskich słów w grze.

Kena: Bridge of Spirits to produkcja, która oczarowała mnie w dużej mierze swoją oprawą graficzną. Przepiękne przerywniki filmowe i atrakcyjna stylistycznie rozgrywka to powód, by dać tej grze szansę. Poza tym otrzymujemy zajmującą kilka godzin grę przygodową wypełnioną walką z przeciwnikami i zwiedzaniem tajemniczego lasu. Schematyczność rozgrywki przy czasie potrzebnym do ukończenia nie boli aż tak bardzo, a wypełniona brakami opowieść mam nadzieję, że zostanie dokończona przy okazji ewentualnej kontynuacji.

SZCZEGÓŁY
Tytuł: Kena: Bridge of Spirits
Wydawca: Ember Lab
Producent: Ember Lab
Platformy: PC, PS4, PS5
Gatunek/Typ: przygodowa
Data premiery: 21.09.2021
Recenzowany egzemplarz: PS5
Polska wersja językowa: Nie
spot_img

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Tomasz „Snah” Rosłon
Tomasz „Snah” Rosłon
W skrócie na mój temat: zmęczony student, zawzięty rzeźbiarz tekstów, entuzjasta dobrej książki, oddany gracz. Urodziłem się w 1995 roku i jestem rówieśnikiem takich filmów jak Desperado i Batman Forever. Wolny czas spędzam przy dobrym kryminale lub innej wciągającej produkcji. Swoją karierę recenzencką prowadzę nieprzerwanie od 2013 roku tworząc mniej lub bardziej udane oceny wszelkiej maści tytułów. Do ekipy NTG trafiłem przypadkiem i zostałem na dłużej. W chwili, gdy to czytasz jestem dumnym redaktorem bloga i troskliwym członkiem ekipy.
Piękna przygoda duchowej przewodniczki. Recenzja gry Kena: Bridge of Spirits Kiedy w 2020 roku świat miał okazję po raz pierwszy ujrzeć nadchodzące Playstation 5, w trakcie pokazu przedstawiono garść gier na nową konsolę. Mimo obecności wielu głośnych tytułów moją uwagę przykuł zwiastun niezapowiedzianej wcześniej gry. Na pierwszych kadrach mogliśmy zobaczyć medytującą dziewczynę, otoczoną puchatymi...
Enable Notifications    OK No thanks