SIEĆ NERDHEIM:

Razem przez galaktykę. Recenzja gry Haven

KorektaVivique

W trakcie tworzenia recenzji można czasem spotkać się z sytuacją, kiedy pojedynczy element składowy tak mocno wpływa na końcowy odbiór produktu, że wystawiona ocena stanowi tak naprawdę opinię na temat jednej rzeczy. Będące przedmiotem poniższego tekstu Haven jest świetnym tego przykładem. Co z tego, że grafika nie wprawia w zachwyt, muzyka nie zapada w pamięć, a gameplay jest wtórny oraz monotonny, gdy koniec końców i tak gracza dopada syndrom „jeszcze 5 minut”?

Nim opowiem, z czego powyższy paradoks wynika, krótko wyjaśnię czym jest Haven. Tytułowi najbliżej do produkcji z gatunku jRPG, choć przyznam, że najlepiej pasowałby do kategorii gier romantycznych. W trakcie rozgrywki pokierujemy losami Yu i Kay, dwójki zakochanych, którzy z powodu zasad zakazujących wiązania się ludzi niedopasowanych przez specjalny system postanowili uciec w obawie przed rozdzieleniem. Tym sposobem docierają na planetę Source będącą archipelagiem lewitujących w przestrzeni wysp. Niestety statek pary protagonistów ulega zniszczeniu, uniemożliwiając dalszą ucieczkę. Yu i Kay nie pozostaje nic innego jak, ze świadomością podążającego ich tropem pościgu sił rządowych, rozpocząć eksplorację planety w celu przywrócenia pojazdu do stanu używalności. Szybko okazuje się, że miejsce, w którym wylądowali, ma również swoją historię i to z gatunku tych mniej pozytywnych.

W taki oto sposób można streścić tło fabularne przyświecające naszej rozgrywce. Tak jak wspomniałem wcześniej, planeta, na którą trafiliśmy wraz z naszymi bohaterami, składa się z wielu wysepek połączonych ze sobą specjalnymi portalami. W celu naprawy naszego pojazdu wybieramy się w podróż od lokacji do lokacji w poszukiwaniu niezbędnych surowców, a także równie cennych części zamiennych. Jednym ze wspomnianych materiałów jest rdza, która pokrywa glebę większości ze zwiedzanych terenów, a także zwierzęta, które pod wpływem działania substancji stają się agresywne i atakują naszych bohaterów. Jeżeli po tym opisie macie wrażenie, że grając w Haven jedynie zbieramy minerały, przemieszczając się po małych hubach i od czasu do czasu walczymy ze zwierzętami, to w dużej mierze macie rację. Warto również nadmienić, że w trakcie potyczek ze stworami nie mamy możliwości skrzywdzenia żadnego z nich. Gdy pasek zdrowia wroga schodzi do zera, dostajemy możliwość uspokojenia go, czyli uwolnienia z pokrywającej ciało rdzy. Obrazu całkowitej sielanki dopełniają pozostałe możliwe aktywności, takie jak zbieranie owoców i nasion, z których możemy komponować posiłki, a także spędzanie czasu w naszym statku czy też w obozach, gdzie mamy możliwość uleczenia naszych postaci oraz poświęcamy się rozwijaniu relacji naszej pary.

W tym miejscu docieramy do głównej atrakcji Haven, która całkowicie zmienia pogląd na temat gry. Mowa tu o związku Yu i Kay. Nie jest to wydmuszka fabularna, tak jak w większości produkcji, gdzie bohaterowie przez większość rozgrywki pozostają sobie obojętni, a jakiekolwiek uczucie między nimi widoczne jest wyłącznie w trakcie przerywników filmowych. Tutaj cała mechanika produkcji została niejako scalona z relacją naszych uciekinierów. Zacznijmy od wspomnianego wcześniej statku, który stanowi bazę wypadową dla wszelkich eskapad. W trakcie przebywania w środku mamy możliwość różnych interakcji z obecnymi w środku przedmiotami. Możemy między innymi wykorzystać dostępną kuchnię, by przygotowywać wspólnie posiłek z owoców, a następnie go zjeść lub zachować na potem poprzez umieszczenie w lodówce. Mamy również inne dostępne opcje, jak apteczka, dzięki której otrzymujemy możliwość wyleczenia, czy też łóżko, gdzie odpoczywamy po trudach dnia. Cały urok tego wszystkiego polega na tym, że każda taka czynność generuje sekwencję rozmowy między naszymi bohaterami. W większości przypadków nie są to dialogi w żaden sposób pchające fabułę do przodu, ale też nie o to w nich chodzi. Wszystkie te konwersacje, w trakcie których Yu i Kay opowiadają historie ze swojego życia lub po prostu prowadzą luźne pogawędki, a także czynności wykonywane przez nich wspólnie nadają ich relacji autentyczności niespotykanej nigdzie indziej. Pewnie wiele osób w tych wszystkich gestach lub małych uszczypliwościach zauważy odbicie własnych doświadczeń ze swoimi drugimi połówkami.

Dzięki takiemu rozwiązaniu grę w Haven bez trudu traktujemy jako niezobowiązującą, relaksującą rozrywkę. Z łatwością poświęcamy jeszcze kilka minut na oglądanie uroczej pary przemierzającej wyspę, trzymającej się za ręce lub opowiadającej o swoim pierwszym spotkaniu. Nawet po zostawieniu pada w bezruchu, Yu i Kay zaczynają po chwili wymieniać się czułościami, a każde przytulenie generuje poprawę naszego poziomu zdrowia. Warto tutaj również napomknąć o fakcie, że takich wymian zdań między bohaterami zostało umieszczonych w grze całe mnóstwo, więc można być spokojnym o stopień unikalności rozmów wraz z postępami w fabule.

Tak jak wspomniałem wcześniej, dialogi oraz interakcje między bohaterami są głównymi atutami Haven, lecz nie możemy zapomnieć o takich elementach rozgrywki jak eksploracja oraz walka. Przy nich również sumiennie zadbano o to, by nie wyprowadzać gracza ze stanu błogiego relaksu. Wszystkie czynności wymagające naszego działania zostały uproszczone do absolutnego minimum. Zbieranie rdzy opiera się wyłącznie na dryfowaniu po wyróżniających się na tle mapy obszarach, cała reszta wykonuje się automatycznie. Od czasu do czasu nasz poziom mocy ulega wyczerpaniu, ale również wtedy wystarczy chwilę podążać za obecnymi wokół białymi śladami i po chwili z powrotem jesteśmy gotowi do dalszego sprzątania świata. W trakcie walki zaś poszczególne gałki odpowiadają za ruchy naszej postaci, których mamy w sumie cztery: dwie formy ataku, tarcza oraz próba uspokojenia. Czasem nasi wrogowie wymagają specjalnego podejścia opierającego się głównie na odpowiednim zgraniu naszych postaci w celu zadania jednego, silnego ciosu, a czasem na dobrym wyczuciu właściwego momentu, by ogłuszyć przeciwnika przed zastosowaniem ataku. Jak widać, gdzie nie spojrzeć jest prosto, łatwo i przyjemnie.

Skoro wiemy już, jak w Haven się gra, to warto wspomnieć na koniec, jak ta produkcja wygląda. A pod tym względem mam dość mieszane uczucia. Zastosowany styl graficzny nadaje grze charakteru, w ruchu rozgrywka prezentuje się momentami bardzo przyjemnie dla oka. Statyczne obrazki nie wybaczają jednak błędów, więc nietrudno zauważyć na nich, że poziom oprawy jest dość ubogi, co widać szczególnie na teksturach wysp, po których się poruszamy. W trakcie gry nie jest to jednak odczuwalne i ten mankament nie wpływa na ogólny odbiór tytułu jako całości.

Haven nie jest produkcją dla każdego. Osoba poszukująca wyzwań lub rozbudowanych mechanik szybko zrazi się prostotą zaoferowanej rozgrywki. Każdy z elementów został zaprojektowany w taki sposób, by nawet przez chwilę nie wyciągać gracza poza strefę komfortu. Jednak ci, którzy szukając czegoś lekkiego w odbiorze, dadzą grze szansę, otrzymają tytuł oferujący niezobowiązującą zabawę, której można poświęcić zarówno 5 minut, jak i 3 godziny. Oraz bohaterów, których relacja została rozpisana na poziomie, jakiego dotąd nigdy nie uświadczyłem. Mnie osobiście Haven zachwyciło. Każdemu niezdecydowanemu polecam spędzić z tą grą chociaż chwilę, by sprawdzić, czy czasem nie zamieni się ona w cały wieczór spędzony razem z Yu i Kay.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Haven
Wydawca:
The Game Bakers
Producent:
The Game Bakers
Data premiery:
03.12.2020
Platformy:
PC, Xbox One, Xbox Series X/S, PS4, PS5, Switch
Recenzowany egzemplarz:
Xbox Series X

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Tomasz „Snah” Rosłon
W skrócie na mój temat: zmęczony student, zawzięty rzeźbiarz tekstów, entuzjasta dobrej książki, oddany gracz. Urodziłem się w 1995 roku i jestem rówieśnikiem takich filmów jak Desperado i Batman Forever. Wolny czas spędzam przy dobrym kryminale lub innej wciągającej produkcji. Swoją karierę recenzencką prowadzę nieprzerwanie od 2013 roku tworząc mniej lub bardziej udane oceny wszelkiej maści tytułów. Do ekipy NTG trafiłem przypadkiem i zostałem na dłużej. W chwili, gdy to czytasz jestem dumnym redaktorem bloga i troskliwym członkiem ekipy.