SIEĆ NERDHEIM:

Zabić kultystę. Recenzja gry Forgive Me Father

Forgive Me Father - grafika promocyjna.
Forgive Me Father – grafika promocyjna.

Od kilku lat widzimy swoisty renesans Lovecrafta. Przeróżni twórcy w mniejszym bądź większym stopniu sięgają po dorobek wspomnianego pisarza, tworząc dzieła niezwykle różne jakościowo. Niektórzy z nich w sposób szczególny nawiązują do charakterystycznych motywów z opowiadań Samotnika z Providence, inni jedynie muskają temat, stwierdzając, że wystarczy wrzucić w kilka miejsc macki, skorzystać z imienia Cthulhu (bądź jego nieco zmodyfikowanego odpowiednika) i mamy dzieło, które można określić lovecraftowym. O słuszności obu podejść można pisać dużo, ale nie po to tutaj jestem. Wystarczy wspomnieć, że recenzowana gra to raczej przypadek drugiej z postaw, lecz z elementami tej pierwszej.

Gra rozpoczyna się od klimatycznego intra.
Gra rozpoczyna się od klimatycznego intra.

W pierwszej kolejności wypadałoby wskazać, czym jest Forgive Me Father. Jest to pierwszoosobowy shooter retro – na pewien sposób nawiązujący do pierwszych Doom’ów – z grafiką utrzymaną w komiksowej stylistyce. Fabuła orbituje wokół dziwnych wydarzeń, mających miejsce w przybrzeżnym miasteczku Pestisville. Mieszkańcy wspomnianej miejscowości znikają w tajemniczych okolicznościach, o czym, w formie listu, informuje nas kuzyn głównego bohatera bądź bohaterki. Mamy bowiem do dyspozycji dwie postaci do wyboru: starszego księdza lub młodą dziennikarkę. Nie ważne jednak, którą z nich wybierzemy, przebieg opowieści będzie taki sam. Jedyne co determinuje nasz wybór, to sposób grania, lecz do tego przejdę wkrótce.

Od strony fabularnej gra nie prezentuje niczego nazbyt imponującego. Początek wygląda niczym wyciągnięty z typowej sesji RPG Zewu Cthulhu, a późniejsze epizody stanowią miły dodatek do wciągającego gameplayu. Nieco lepiej przedstawia się jednak świat przedstawiony. Ten bowiem poznajemy za sprawą licznych znajdziek (nie musimy się przejmować, że którąś pominiemy, gdyż przedmioty związane z fabułą oznaczone są dużym napisem HISTORIA, który trudno przeoczyć) w postaci książek, gazet, obrazów lub zdjęć. Wszystkie one tworzą ciekawą opowieść o Pestisville i tym, co takiego się w nim wydarzyło.

Hołd mistrzom horroru oddany.
Hołd mistrzom horroru oddany.

Jednakże to nie opowieść miała być głównym atutem produkcji, a wciągająca i płynna rozgrywka. Czy taka jest? Tak! Nie można bowiem ukryć, że granie w Forgive Me Father jest niezwykle przyjemnym doświadczeniem, a to za sprawą kilku prostych mechanik, zastosowanych przez twórców, oraz dobrze zaprojektowanych poziomów. W pierwszej kolejności odniosę się do wspomnianej już różnicy w sposobie grania, zależnego od wybranej na początku postaci. Jak wskazuje opis w menu, umiejętności specjalne (zaprezentowane jako przedmioty charakterystyczne dla danej profesji) Księdza przeznaczone są przede wszystkim dla graczy, pragnących zachowywać się defensywnie i z rozwagą. Inaczej sprawa ma się w przypadku Dziennikarki, która jest dużo bardziej agresywna i szybka. Na ile udało mi się zorientować, rzeczywiście dostrzegalne jest zróżnicowanie obu protagonistów.

Wiele radości daje także eliminowanie kolejnych zastępów wrogów. W grze występuje kilka rodzajów przeciwników: począwszy od najnormalniejszych w świecie zombie, które w późniejszej fazie robią za swoiste mięso armatnie, po kultystów, magów, kraboludzi, mutantów lub duchy astralne. Jak widać, na różnorodność adwersarza nie można narzekać. Tym bardziej że większość z nich dysponuje charakterystycznymi atakami. Bardzo przyjemnie twórcy rozplanowali także liczbę pojawiających się oponentów. Na samym początku mamy do czynienia z pojedynczymi zagrożeniami, lecz wraz z każdym kolejnym poziomem stawiane jest coraz większe wyzwanie, aż wreszcie, dbając o to, żebyśmy się nazbyt szybko nie znudzili, pojawia się całkiem nowy wróg.

Cthulhu, czy nie Cthulhu? Oto jest pytanie.
Cthulhu, czy nie Cthulhu? Oto jest pytanie.

Żeby eliminowanie hord mniej lub bardziej morskich pomiotów było efektywne oraz efektowne, do naszej dyspozycji zostały oddane liczne bronie: nóż, rewolwer, strzelba, karabin pół- lub w pełni automatyczny, wyrzutnia harpunów oraz inne, trudne do określenia, narzędzia zniszczenia. Niezwykle trafnym pomysłem było dodanie możliwości rozwoju uzbrojenia – z każdym kolejnym levelem dostajemy jeden punkt na wydanie – możemy wybrać albo ulepszenie standardowe, czyli dany rynsztunek wciąż wygląda jak zrobiony na Ziemi, albo alternatywne, przynoszące na myśl urządzenia łączące cechy biologiczne z technologią. Oprócz tego mamy do dyspozycji wspomniane już specjalne umiejętności. Te przede wszystkim sprawdzają się w przypadku walki z licznymi przeciwnikami. Pozwalają na spowolnienie czasu, nakładają na naszą postać specjalny efekt itd.

Ciemno wszędzie...
Ciemno wszędzie…

Niezwykle pozytywnie zaskoczyły mnie przemierzane poziomy. Gra składa się z kilku aktów i każdy z nich ma swoje własne środowisko. Na przykład pierwsza część produkcji dzieje się w mieście, druga na bagnach, a któraś z kolei w podziemnym laboratorium. Ciągłe zmiany w otaczającym nas krajobrazie sprawiają, że ani przez chwilę nie czujemy się zmęczeni. W moim przypadku to, gdzie zostanę przeniesiony wraz z następną planszą, tylko pobudzało ciekawość. Dodatkowo każdy akt podzielony jest na poziomy, których przejście zajmuje od kilku do kilkunastu minut. Dzięki temu Forgive Me Father nadaje się w ramach krótkiej przerwy od obowiązków.

Na koniec warto wspomnieć o charakterystycznej warstwie graficznej, utrzymanej w komiksowej stylistyce. Zabieg ten sprawdza się niezwykle dobrze. Po pierwsze dzięki niemu wszystko, co dzieje się na ekranie, jest niezwykle czytelne. A to podczas potyczek z licznymi przeciwnikami bywa niezwykle ważne. Poza tym nadaje on odpowiedniego klimatu produkcji – w szczególności podczas poziomów dziejących się w nocy.

Jestem Yamakasi.
Jestem Yamakasi.

Forgive Me Father okazało się naprawdę przyjemną strzelanką, korzystającą z motywów lovecraftowskich – może robi to dość powierzchownie, ale widać, że to nie historia miała grać tu pierwsze skrzypce. Z pewnością produkcja spodoba się osobom, które liczą na niezwykle satysfakcjonujący i dynamiczny gameplay.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Forgive me father
Producent: Byte Barrel
Wydawca: 1C Entertainment
Gatunek: FPS
Data premiery: 7.04.2022
Platformy: PC
Recenzowany egzemplarz: PC
spot_img

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Adam "Sumo" Loraj
Adam "Sumo" Loraj
Rocznik '98. Student historii. Sięga w równej mierze po anime, filmy, gry wideo, komiksy i książki. Fan twórczości Hideo Kojimy, Guillerma del Toro i Makoto Shinkaia. Od najmłodszych lat w jego sercu pierwsze miejsce zajmują Pokemony, a zaraz potem Księżniczka Mononoke. Prowadzi i gra w papierowe RPGi, w szczególności w Zew Cthulhu i Warhammera. Za najlepszego światowego muzyka uważa Eltona Johna, a polskiego Jacka Kaczmarskiego. Swoje opowiadania publikował w m.in. magazynach: Biały Kruk, Histeria, Szortal na Wynos lub w antologii Słowiański Horror.
Zabić kultystę. Recenzja gry Forgive Me FatherOd kilku lat widzimy swoisty renesans Lovecrafta. Przeróżni twórcy w mniejszym bądź większym stopniu sięgają po dorobek wspomnianego pisarza, tworząc dzieła niezwykle różne jakościowo. Niektórzy z nich w sposób szczególny nawiązują do charakterystycznych motywów z opowiadań Samotnika z Providence, inni jedynie muskają temat, stwierdzając,...
Włącz powiadomienia    OK Nie, dzięki