SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Tytuł, który na swoją premierę czekał ponad 20 lat. Recenzja gry Ultracore

    KorektaVivique

    Porzucanie ledwo rozpoczętych lub prawie zakończonych projektów nie jest niczym zaskakującym w świecie gier wideo. Istnieją dziesiątki, a może i nawet setki tytułów, które zostały anulowane na którymś z etapów produkcji. Na myśl przychodzą mi chociażby obietnice powstania StarCraft: Ghost lub Star Wars 1313, które latami były oczekiwane przez fanów tych marek. Powodów takich sytuacji jest mnóstwo. Problemy finansowe twórców, zerwanie umowy z wydawcą czy też brak wiary w ostateczny sukces dzieła. Rzadkością jest natomiast przypadek, kiedy to po latach od anulowania tytułu, ten mimo wszystko zostaje wypuszczony na rynek. Taki właśnie los spotkał Ultracore, grę, która swoją premierę miała mieć w połowie lat 90.

    Hardcore, bo tak początkowo nazywało się dzieło szwedzkiego studia Digital Illusions (znanego obecnie jako DICE), miało ogromnego pecha. Produkowane w założeniu na konsole Segi oraz Amigę, stało się ofiarą nowej generacji gier, którą przyniosła premiera konsoli PlayStation. Jego wydawca uznał wówczas, że jest to tytuł przestarzały, który nie ma większych szans na osiągnięcie finansowego sukcesu. Pomimo tego, iż projekt był praktycznie na ukończeniu, został całkowicie anulowany. Twórcy jednak o nim nie zapomnieli, a po kilkunastu latach zainteresował się nim nowy dystrybutor. Zaprosił on oryginalnych autorów do dokończenia swojej produkcji oraz zagwarantował jej premierę na kilku różnych platformach. I tak oto, po 26 latach, ukazał się tytuł o nazwie Ultracore.

    Ultracore - screen z gry
    Ultracore – screen z gry

    Upływ tego czasu nie spowodował na szczęście zmian w tym, jak prezentuje się obecnie gra. Twórcy nie wprowadzili żadnych istotnych nowości, a sama rozgrywka wygląda identycznie jak ta ukazana w wersji demonstracyjnej w 2010 roku. Ultracore to z pewnością godny reprezentant swojej ery w świecie cyfrowej rozrywki. Posiada on mnóstwo charakterystycznych elementów dla gier z lat 90. Wiele współczesnych produkcji próbuje celowo nawiązywać swoją grafiką, muzyką lub mechanikami do stylu tytułów z tamtych czasów. Ultracore jest jednak oryginalnym produktem, który zaprojektowano kilkanaście lat temu. Widać to wyraźnie w wielu jego aspektach. Brak jest w nim też jakichkolwiek nowinek, które mogłyby ułatwić odbiór współczesnemu graczowi. Przykładem niech będzie pozbawienie tytułu możliwości zapisu i późniejszego powrotu do rozpoczętej już rozgrywki. Stanowi on zatem niemałe wyzwanie. Tym bardziej, że jego ukończenie zajmuje ponad dwie godziny.

    Ultracore stanowi idealny przykład oldskulowej, dwuwymiarowej gry akcji. Poruszamy się tu po lokacjach zbudowanych na wzór labiryntu, wypełnionego wieloma różnymi pomieszczeniami. Naszym głównym celem przeważnie jest odnalezienie odpowiedniego klucza w postaci karty dostępu, która umożliwi nam przejście do kolejnego etapu. Podczas przemierzania lokacji musimy walczyć z całymi zastępami przeciwników, których jedynym zadaniem jest wyeliminowanie nas z zabawy. Wśród nich występują jednostki latające, kroczące, strzelające laserami lub rakietami, a nawet specjalni bossowie. Twórcy jednak nie pozostawili nas bezbronnymi, oddali oni w ręce bohatera wiele różnych broni. Odnajdujemy je w czasie trwania rozgrywki, a nawet mamy możliwość nieznacznego ich ulepszania. Każda z nich strzela innym rodzajem pocisków, choć amunicję mamy wspólną dla wszystkich. Cóż, takie właśnie bywają uroki starszych produkcji.

    Ultracore - screen z gry
    Ultracore – screen z gry

    To jednak nie walka z kosmicznymi najeźdźcami stanowi w mojej opinii najtrudniejszą i najbardziej frustrującą stronę Ultracore. Są nią zdecydowanie elementy platformowe, które błyskawicznie potrafią pozbawić nas całego zapasu nagromadzonych wcześniej żyć. Cała trudność leży w ich bezkompromisowości. Wystarczy, że o sekundę za szybko podniesiemy naszą klęczącą postać, by zahaczyła ona o wystający element i spadła w przepaść. Dodatkowo sporym wyzwaniem są często pojawiające się kładki, po których musimy skakać. Aktywują się one tylko na kilka sekund w nieregularnych odstępach czasu. Jeden mały błąd powoduje zatem natychmiastowy upadek naszego bohatera wprost na leżące pod nim śmiercionośne lasery. 

    Ukończenie wszystkich pięciu rozdziałów w Ultracore zajmuje niewiele ponad dwie godziny. Informacja ta nie oddaje jednak w pełni tego, ile czasu trzeba poświęcić na dojście do finału produkcji. Niektórych jej fragmentów trzeba się po prostu nauczyć i ukończenie ich bez straty żyć wydaje się początkowo niemożliwe. Na szczęście twórcy dają nam kilka opcji na ich zdobycie. Możemy je znaleźć w ukrytych pomieszczeniach, dostać w nagrodę za zdobycie 50 tysięcy punktów lub kupić za zebrane po drodze monety. Warto zatem bardzo dokładnie sprawdzać wszystkie zakamarki i zwracać uwagę na podniszczone fragmenty ścian, za którymi może być coś schowane. 

    Ultracore - screen z gry
    Ultracore – screen z gry

    Ultracore stanowi prawdziwą gratkę dla fanów retro tytułów. Osobom wychowanym na starszych produkcjach przypomni czasy dzieciństwa. Natomiast dla młodszych odbiorców będzie świetną lekcją historii i pokaże jak dawniej wyglądały gry. Mimo upływu 25 lat od powstania tego dzieła nie zestarzało się ono nawet odrobinę. Klimatyczna ścieżka dźwiękowa, ponadczasowa oprawa wizualna i wymagająca rozgrywka to elementy, które, nawet dziś potrafią przykuć uwagę gracza. Mnie osobiście cieszy fakt, że historia tego tytułu kończy się happy endem i po prawie ćwierćwieczu od jego anulowania istnieje możliwość, aby osobiście móc go sprawdzić.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Ultracore
    Producent: Digital Illusions/Strictly Limited Games
    Wydawca: Strictly Limited Games
    Daty premier: 25.03.2019 (Sega Mega Drive) 23.06.2020 (Nintendo Switch, PlayStation 4) 24.06.2020 (PlayStation Vita)
    Recenzowany egzemplarz: PS4

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + oryginalna produkcja z 1994 roku
    + charakterystyczny klimat i muzyka
    + przyjemna, prosta, lecz wymagająca rozgrywka

    Minusy:
    – mała różnorodność poziomów
    – brak możliwości zapisu najlepszych wyników

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Sebastian Gonera
    Sebastian Gonera
    Na co dzień zajmuję się branżą lotniczą. Prywatnie wielki fan pięściarstwa i dobrej kuchni. Uwielbiam science-fiction oraz marzę o tym, by Elon Musk zabrał mnie kiedyś na Marsa. Kocham światowe kino, polskie fantasy i granie na konsolach. Od głośnych imprez zdecydowanie bardziej wolę spokojny wieczór z książką lub padem.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x