SIEĆ NERDHEIM:

W poszukiwaniu zaginionej miłości. Recenzja gry Call of the Sea.

KorektaVivique

Sezon świąteczny to okres, w trakcie którego rynek gier zalewany jest całą masą tytułów w ramach nowych, a także powracających serii. W tym czasie premiery mniejszych produkcji często są przekładane na późniejszy termin w celu uniknięcia z góry skazanej na porażkę konfrontacji z większymi rywalami. Drogą tą nie podążyło jednak wydane 8 grudnia 2020 roku Call of the Sea, dostępna na konsole Microsoftu oraz komputery osobiste przygodówka od studia Out of the Blue Games. Czy mimo olbrzymiej konkurencji warto dać tej produkcji szansę?

Historię zaczynamy od enigmatycznego snu, po którym budzimy się na pokładzie statku zmierzającego w kierunku tajemniczej wyspy. Nasza bohaterka Norah, podjęła podróż w poszukiwaniu swojego zaginionego męża. Ten wyruszył na wyprawę w głąb nieznanego lądu w celu znalezienia lekarstwa na chorobę, która trapi jego żonę, a naszą protagonistkę. Z początku o wyspie, unikanej na wszelkie sposoby przez tubylców, nie wiemy właściwie nic. Poza tym, że z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu akurat tutaj należało szukać ratunku. W taki oto sposób zaczynamy naszą krótką, bo trwającą zaledwie jeden, maksymalnie dwa dłuższe wieczory, przygodę.

Call of the Sea to pełnokrwista przygodówka, gdzie wszystkie wydarzenia obserwujemy z perspektywy naszej postaci. W ramach sześciu rozdziałów przemierzamy wzdłuż i wszerz wyspę, rozwiązując kolejne zagadki oraz próbując ustalić, co stało się z ekspedycją prowadzoną przez męża Nory. W pierwszej kolejności chciałbym poruszyć temat drugiej z wymienionych czynności. Rozwój fabuły w Call of the Sea został rozwiązany w dość nietypowy sposób. Próba szybkiego przejścia gry z pominięciem szczegółowej eksploracji mapy może spowodować, że opowiadana historia przyjmie formę niezrozumiałego bełkotu, pełnego trudnych do zrozumienia luk. Wszelkie prezentowane wydarzenia czy też wewnętrzne dialogi bohaterki stanowią tylko ułamek tego, co gra ma do zaoferowania. Historię zaginionej ekspedycji poznajemy głównie poprzez interakcje z rozsianymi po wyspie przedmiotami w porzuconych przez uczestników obozach. Dopiero wtedy mamy możliwość odtworzenia na zasadzie retrospekcji tragicznej w skutkach wyprawy krok po kroku. Zabieg ten bardzo mi się spodobał, ponieważ zachęcał do dokładnej eksploracji, a tym samym zniechęcał do zbyt szybkiego sięgania po dostępne w sieci poradniki. Jeżeli zaś chodzi o fabułę samą w sobie, to o ile nie reagujecie alergicznie na nagłe występowanie zjawisk paranormalnych oraz fantastycznych stworzeń (twórcy reklamują produkcję jako inspirowaną twórczością Lovecrafta) może się Wam spodobać. Historia Nory potrafi skutecznie przyciągnąć gracza do monitora, a zakończenie, choć trochę przekombinowane, jest naprawdę intrygujące.

Dobra przygodówka, poza świetną opowieścią, powinna oferować również wysokiej jakości zagadki. W Call of the Sea sednem każdego rozdziału jest rozwiązanie większej lub mniejszej łamigłówki. Nieodzowna okazuje się tu również dokładna eksploracja, ponieważ wskazówki możemy znaleźć dosłownie na każdym rogu. Żeby jednak nie było zbyt trudno, każdy szczegół istotny do przejścia dalej automatycznie pojawia się w dostępnym w dowolnej chwili dzienniku, zaś puste miejsca na kartkach sygnalizują, czy poznaliśmy już wszystkie niezbędne informacje. Koniec końców, łamigłówki choć dość rozbudowane nie wymagają zbyt wiele kreatywności ze strony gracza, stawiając bardziej na szukanie wskazówek i właściwe ich wykorzystanie. Decyzja, czy jest to wada, czy zaleta zależy od osobistych preferencji. Ja osobiście odebrałem taką formę zagadek na plus.

Mieszane uczucia mam natomiast do warstwy audiowizualnej. Poziom oprawy graficznej jest bardzo nierówny. Z jednej strony, parę razy w trakcie przemierzania dżungli zatrzymałem się, by nacieszyć oczy pięknymi krajobrazami. Z drugiej jednak, wszystkie pozostałe miejsca wyglądają bardzo ubogo i ciężko stwierdzić, że mamy do czynienia z produkcją na obecną, a nawet poprzednią, generację konsol. Nie potrafię też powiedzieć nic dobrego o głosach zaprezentowanych postaci. Mimo paru innych wystąpień najczęściej słyszymy Norę, której głos jest całkowicie nijaki, zaś z jej wypowiedzi trudno wywnioskować, jakie emocje jej towarzyszą. Pozostałe postacie nie brzmią wcale lepiej, lecz najczęściej słyszymy je w trakcie czytania listów do naszej bohaterki. W ten sposób próbowałem usprawiedliwiać ich obojętną barwę głosu.

Call of the Sea stanowi interesującą odskocznię od innych produkcji. Warto poświęcić jej wolny wieczór. Tytuł ma swoje wady, takie jak schematyczność rozrywki czy też niegodna nowej generacji konsol warstwa audiowizualna, jednak przy ciekawej historii oraz dość krótkim czasie potrzebnym do ukończenia nie są to elementy, które będą dla gracza zbyt mocno uciążliwe. Studio Out of the Blue Games zaliczyło dość udany debiut i liczę na kolejne ciekawe produkcje z ich strony w przyszłości.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Call of the Sea
Wydawca:
Raw Fury
Producent:
Out of the Blue Games
Data premiery:
08.12.2020
Platformy:
PC, Xbox One, Xbox Series X/S
Recenzowany egzemplarz:
Xbox Series X

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Tomasz „Snah” Rosłon
W skrócie na mój temat: zmęczony student, zawzięty rzeźbiarz tekstów, entuzjasta dobrej książki, oddany gracz. Urodziłem się w 1995 roku i jestem rówieśnikiem takich filmów jak Desperado i Batman Forever. Wolny czas spędzam przy dobrym kryminale lub innej wciągającej produkcji. Swoją karierę recenzencką prowadzę nieprzerwanie od 2013 roku tworząc mniej lub bardziej udane oceny wszelkiej maści tytułów. Do ekipy NTG trafiłem przypadkiem i zostałem na dłużej. W chwili, gdy to czytasz jestem dumnym redaktorem bloga i troskliwym członkiem ekipy.