SIEĆ NERDHEIM:

I ty możesz zostać pogromcą włamywaczy! Recenzja gry Alarm w muzeum

KorektaJustin

Planszowe gry towarzyskie są spoko. Serio – super zabawa na imprezie ze znajomymi. Gorzej, jeśli wasza towarzyskość kończy się na powiedzeniu „Elo mordo” sąsiadowi. Dzwonisz do kumpli i ciągłe wymówki „boli mnie ucho”, „za tydzień będę miał powódź w domu”, „mam zapełniony grafik przez dzieci na najbliższe 5 lat”. Czasem łatwo nie jest, a w coś by się zagrało. Na szczęście są gry, w które można zagrać również samemu. Jedną z nich jest Alarm w muzeum od Rebela autorstwa Michała Gołębiewskiego.

Fot. Rebel

Pewnie teraz każdy myśli, że Ponton to taki typ bez znajomych. I po takim wstępie nietrudno się dziwić. Rozwieję jednak wasze wątpliwości – jakichś tam ziomków mam, nie tylko tych wymyślonych. W Alarm w muzeum grałem w obu konfiguracjach– sam oraz podczas pewnego spotkania, w trakcie którego rozgrywka uruchomiła w nas całkiem niezłe pokłady kreatywności. Gra informuje, że ilość graczy nie ma znaczenia – bardziej jest łamigłówką jednoosobową niż grą towarzyską, jednak po kolei. Zacznijmy od zasad i możliwości rywalizacji, których instrukcja nie podaje.

Zasady Alarmu w muzeum są banalnie proste. Możemy poczuć się jak prawdziwi konstruktorzy systemu alarmowego muzeum. Przede wszystkim trzeba ustawić lasery tak, aby nie uszkodzić eksponatów lub ewentualnych strażników. Przyznam się – ekipa Ocean’s Eleven mogłaby mieć problemy(trochę podkoloryzowałem, ale nieco wyobraźni dużo daje)! Gra składa się z 32 dwustronnych kart zadań mieszczących na sobie różne obiekty. W sumie otrzymujemy 64 układy o zróżnicowanym poziomie trudności, na które należy nałożyć przezroczyste karty laserów w taki sposób, aby czerwone linie zakrywały wszystkie eksponaty. Można je obracać, odwracać i testować różne kombinacje. Czasem pojawiają się ikonki strażników i gra szanuje życie pracowników muzeum – lasery nie mogą trafiać w dzielnych stróżów.

Fot. Rebel

Brzmi banalnie, prawda? Ten Rebel to mnie oszukał już na początku,gdyż pierwszą kartę o najłatwiejszym poziomie trudności układałem przez dłuższą chwilę. Za to parę kolejnych to już raz-dwa – drżyjcie włamywacze! Cóż – czasem dochodzi element szczęścia, a czasem trzeba się nieźle nakombinować. Gra podpowiada, jakich karty trzeba użyć – na początku są dwie i wiemy, że nie ma opcji, iż coś nie pyknie. Schody zaczynają się gdzieś od 20 karty – wtedy otrzymujemy informacje, że do wyboru mamy już 3 lasery – a tylko dwie z nich można wykorzystać. Życie to pasmo wyborów i tutaj nie jest inaczej. Jak można się domyślić, pod koniec trzeba się już nieźle nagimnastykować, bo tych kart mamy aż 5! Ile razy myślałem, że jest błąd w grze i chciałem rzucić wszystko w kąt. Uprzedzając wasze wątpliwości– wszystko jest do zrobienia. Dla niecierpliwych mamy w instrukcji podane wszystkie poprawne układy. Osobiście nie polecam, bo żaden z tego fun i choć może na papierze brzmi to dosyć nudno, to w praktyce nawet grając solo poczułem nutkę adrenaliny. Kiedy przy trudnej karcie w końcu udało mi się znaleźć odpowiedni układ, sam sobie przybijałem piątkę.

Jak widać, gra nie ma skomplikowanych zasad. Warto potraktować Alarm w muzeum jako niezłą gimnastykę dla własnej wyobraźni. Oczywiście najprościej jest przykładać przezroczyste karty laserów do kart zadań i przekładając je we wszystkie możliwe strony, znaleźć w końcu rozwiązanie. Osoby, które są bardziej cierpliwe i posiadają analityczny umysł, mogą spojrzeć na kartę i przykładać ją po wcześniejszym dopasowaniu w głowie. Parę razy mi się to udało, jednak uczyniłem to z zupełnie innych powodów niż sprawdzenie swojego pontonowego móżdżka. Minusem są laserowe karty – kiedy przekładamy je często i w emocjach, materiał niestety szybko się niszczy i folijki w ekspresowym tempie mogą ruszyć na wyprawę do kosza z plastikami.

Fot. Rebel

Długo zastanawiałem się nad sensem tej gry dla paru osób. Instrukcja nie uwzględnia zasad rozgrywki wieloosobowej, a współpraca tylko z drugą osobą może po jakimś czasie zrobić się nużąca. Wyrywanie sobie nawzajem kart z dłoni też nie wpływa korzystnie na trwałość materiału. Czasem potrzeba rywalizacji! Wymyśliliśmy sobie sposób, jak sprawić, aby Alarm w muzeum stał się emocjonującą rozgrywką na śmierć i życie. Opracowaliśmy własne systemy, sprawdzające kto z nas jest bardziej spostrzegawczy i ma bardziej logiczne myślenie. Oto one. Opcja numer 1, czyli kto pierwszy, ten lepszy – bez dotykania kart laserów. W momencie odkrycia rozwiązania zgłaszamy swoją propozycję i podziwiamy, jak bardzo jesteśmy analityczni albo jak wielki popełniliśmy błąd, zabijając strażników lub umożliwiając bandytom kradzież eksponatów. Opcja nr 2 to gra na czas – aby było sprawiedliwie, wybieramy takie same plansze, odwracamy się od partnera, włączamy stoper, a gdy ten znajdzie odpowiedni układ, spisujemy czas. Potem to samo wykonuje druga osoba i sprawdzamy, kto był szybszy. Ten sposób wymaga pomocy kartki oraz ołówka do notowania rozwiązań, bo jak inaczej sprawdzić,  jednocześnie nie podglądając i wyłonić zwycięzcę?

alarm w muzeum
Fot. Alarm w muzeum

Przyznam szczerze – nie myślałem, że Alarm w muzeum może być tak uzależniający. Niezależnie od tego czy chodzi o rozgrywkę solo, czy w więcej osób, można się wkręcić w układy, układziki i ogromne UKŁADY laserów. Wymyślenie sposobów na rywalizację to z kolei próba naszej kreatywności, a dwa podane przeze mnie przykłady są na pewno tylko jednymi z możliwości. Plusem jest również rozgrywka po jakimś czasie z innymi osobami – wiadomo, gracze posiadający ponadprzeciętną pamięć fotograficzną będą mieli niesamowite uproszczenie, jednak zakodowanie w mózgu wszystkich 64 układów to już nie taka prosta sprawa.

Alarm w muzeum nie wywróci waszego życia do góry nogami, jednak to idealny pomysł na chill wieczór, aby sobie trochę pogłówkować. Pudełko i zawartość dużo nie zajmuje – w sam raz, aby zabrać grę ze sobą w podróż pociągiem czy autokarem. Ładne, minimalistyczne wykonanie kart, prostota rozrywki i zmuszanie gracza do analitycznego myślenia to duże plusy. Jedynie lasery mogłyby mieć większą trwałość, ale całość serdecznie polecam fanom logicznych łamigłówek.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Alarm w muzeum
Wydawca: Rebel
Autor: Michał Gołębiowski
Typ: łamigłówka
Data wydania:25.05.2022
spot_img

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Marcin Gontarski
Marcin Gontarski
Ponton lubi pisać i rozmawiać o kinie, o serialach, o popkulturze. W życiu osiągnął zawodowy spokój - pracuje jako kinooperator w warszawskim kinie Iluzjon, gdzie poza nośnikami cyfrowymi ma okazje wyświetlać filmy z taśmy 35mm. Tą wiedzą również lubi się dzielić. W chwilach wolnych gra na PS4, pije piwo oraz marzy o tym, aby spotkać Stevena Spielberga i Petera Stormare'a. Pocieszna mordeczka, która kocha Star Wars, Blues Brothers i Cinema Paradiso. Znalazł swój Nerdheimowy,, redakcyjny dom :) Dojrzał do tego, aby założyć własnego bloga i tak sobie dzierga swoje przemyślenia i publikuje swoje opinie.
I ty możesz zostać pogromcą włamywaczy! Recenzja gry Alarm w muzeum Planszowe gry towarzyskie są spoko. Serio – super zabawa na imprezie ze znajomymi. Gorzej, jeśli wasza towarzyskość kończy się na powiedzeniu „Elo mordo" sąsiadowi. Dzwonisz do kumpli i ciągłe wymówki „boli mnie ucho", „za tydzień będę miał powódź w domu", „mam zapełniony grafik przez...
Włącz powiadomienia    OK Nie, dzięki