Więcej

    To jest takie dobre… Recenzja filmu To

    Film Andresa Muschiettiego stanowi laurkę wystawioną klasyce kina grozy, z łatwością podrabia podpis Stephena Kinga oraz dostarcza rozrywki na tylu płaszczyznach, że dzieciak taki jak ja podczas seansu pieje z zachwytu… nawet jeżeli ogląda TO kolejny już raz.

    Mały Georgie za wszelką cenę chciał zadać kłam powiedzeniu, że „w czasie deszczu dzieci się nudzą”. Wystarczyła mu peleryna przeciwdeszczowa i papierowa łódka stworzona przez ukochanego starszego brata, by zamienić nieprzyjemną ulewę w okazję do beztroskiej zabawy. Takie dzieci to prawdziwy skarb, do nich należy przyszłość. Nie szukają wymówek, tylko wykorzystują w pełni to, co daje los. Dlatego jego strata boli tak bardzo. Chłopiec nie jest bohaterem tej historii. Pogryzł go i porwał klaun mieszkający w kanałach. Straszny z niego skurczybyk – kłamie, manipuluje, głupio się uśmiecha, a głos ma złowrogi, jakby nałogowo wdychał hel. My już wiemy, jak zakończyło się ich spotkanie, Bill – starszy, kochający brat – jeszcze nie wie o potworze. Nadal wierzy w wypadek i szczęśliwe zakończenie całej historii. Mijają koleje miesiące, nadchodzą wakacje i tylko chłopak nie traci nadziei. Z pomocą przyjaciół próbuje odnaleźć brata. Tymczasem w miasteczku zaczynają znikać kolejne dzieciaki, najgorsze koszmary stają się jawą, a w kanałach słychać echo głupkowatego śmiechu. Bestia wyszła na żer, a powstrzymać może ją tylko Klub Frajerów.

    Wystarczył zaledwie zwiastun, kilka zdjęć i zaraz rodziła się myśl, że ktoś tu chyba pozazdrościł klimatu Stranger Things i próbował prześlizgnąć się na ich sukcesie. Trochę jest w tym prawdy. Serial oryginalny Netfliksa rozbudził na nowo miłość do lat 80. i teraz co druga produkcja zaczyna się od małego miasteczka, dzieciaków na rowerze, krótkofalówek i radiowego hitu z tamtego okresu. Czy coś w tym złego? W zasadzie to nie. Popkulturze nie pozostało w zasadzie nic innego, jak przeżuwanie tego, co zostało kiedyś opowiedziane. Teraz liczy się przede wszystkim dobry pomysł na zabawę rekwizytami, którymi już się bawiono. I Muschiettiemu z pewnością nie można odmówić ani błyskotliwości, ani kreatywności. W tej piaskownicy poczuł się wyjątkowo dobrze.

    Naprawdę trudno wskazać, który z elementów w To został najlepiej rozegrany, bo niemal wszystko zagrało tutaj, tak jak należy. Dzieciaki były wprost cudowne, młoda obsada odwaliła kawał genialnej roboty, Pennywise to psychopata z najwyższej półki – nie ma zahamowań, nie uznaje tabu, a do tego kreatywna z niego bestia – a kryjący się pod jego makijażem Bill Skarsgård uczynił z niego jeszcze bardziej niepokojącego świra. Na dodatek całość otula wakacyjny klimat cudownych lat 80., a i „klasycznego Kinga” dało się wyczuć w historii. Tak skomponowany zestaw wystarczyło jedynie odpowiednio wykorzystać – z wyczuciem, błyskiem w oku i sercem. Sztuka ta się udała. To jest przede wszystkim świetnie zbalansowane. Amerykański reżyser sprawnie połączył młodzieżowy film przygodowy z pomysłowym i widowiskowym horrorem dalekim od klisz.

    Film najpierw bawi błyskotliwymi dialogami – w szczególności seriami niedojrzałych żartów Richiego przeplatającymi się z panikarskim słowotokiem Eddiego – ogrzewa nasze serca wakacyjną przygodą i niewinnym miłosnym trójkątem, by niespodziewanie zaskoczyć scenami, których nie powstydziłby się porządny horror. W zasadzie to wiele współczesnych horrorów powinno się wstydzić, że nie stać ich na odwagę, jaką zaprezentował Muschietti. Reżyser element grozy wprowadza z klasą, pomysłem i bezkompromisowością. Pennywise w swej perwersyjnej potrzebie straszenia dzieci wykorzystuje całą paletę numerów i sztuczek. Dzięki niemu To przypomina przegląd klasycznych pomysłów kina grozy. Klaun z rękawa wyciąga lekko podgniłe dzieci, poćwiartowane zwłoki zawieszone na łańcuchach, zombie, straszydła bez głowy lub takie, które nawiały z obrazu. Na dodatek w czasie, gdy dzieciaki właśnie nabawiają się traumy na resztę życia, ten wymalowany wykolejeniec śmieje się, tańczy, wyskakuje z rzutnika i dmucha balony. Zawsze, gdy pojawia się na ekranie, dzieje się coś nowego i pomysłowego. Muschietti nie nudzi, nie odgrzewa kotletów i nie sięga po oczywiste zagrania. Wspólnie z Pennywisem żonglują sobie znajomo wyglądającymi straszakami, które za każdym razem wyglądają świeżo… a Skarsgård siedzi pod makijażem i obdarza swojego bohatera nieziemsko demoniczną charyzmą.

    Tak dwa odmienne światy udaje się sprawie połączyć z dwóch powodów. Argentyński reżyser oba elementy realizuje z największą starannością. Tam, gdzie mamy dostać wakacyjną przygodę, dostajemy wakacyjną przygodę. Dzieciaki pojawiające się na ekranie są cudowne – błyskotliwe, zabawne, odważne, złożone i autentyczne. Uwielbiamy je, kochamy i trzymamy za nie kciuki. Jest w nich młodzieńcza radość, a między nimi prawdziwa chemia. Rozbrajają nas swoimi dialogami, błyskotliwymi ripostami i całym wachlarzem emocji. Mają po prostu wielkie serca i charaktery. Gdyby przenieść ich do stanu, gdzie jest mniej Kinga, a w kanale nie ma potwora, zagwarantowałyby nam cudowną familijną zabawę i doprowadziły do łez na kilka różnych sposobów. A horror? Muschietti przy użyciu garści klasycznych motywów stworzył laurkę dla kina grozy – brutalną, kreatywną i odważną. Takie właśnie powinny być kinowe straszaki – bo kiedy ostatnio na ekranie coś odgryzło dzieciakowi rękę w barku? Pennywise też spokojnie poradziłby sobie bez dzieciaków. Mógłby straszyć pracowników kopalni, starych policjantów lub wpaść z wizytą na studencki kampus. Z jego możliwościami odnalazłby się w każdej niszy.

    To nie jest jedynie filmem o dzieciakach walczących z demonicznym klaunem. Reżyser przy łączeniu kina wakacyjnej przygody z filmem grozy wcale nie musiał bardzo kombinować. Jako że adaptował powieść Stephena Kinga, wystarczyło, że zwrócił uwagę na charakterystyczne cechy jego twórczości. U amerykańskiego pisarza już tak bywa, że element paranormalny pojawia się po to, by wskazać bardziej przyziemne problemy. Elementy straszące współgrają z rzeczywistością i prześcigają się w tworzeniu koszmarów czy traum – co również czuć w filmie. Oba oblicza To łączy ze sobą dramat poszczególnych bohaterów. Bill nie może znieść myśli o śmierci swojego braciszka, Beverly za sprawą zwyrodniałego ojca żyje w nieustannym strachu przed dojrzewaniem, Mike’a prześladuje śmierć rodziców, a Eddiego chorobliwa nadopiekuńczość matki. Istota z kanałów to wykorzystuje, a walka ze zmiennokształtnym potworem przestaje być jedynie starciem z siłami ciemności, a staje się pojedynkiem z własnymi koszmarami. To opowiada o dojrzewaniu, odwadze i przezwyciężaniu własnych demonów, i w tym tkwi jego siła. Bo właśnie dzięki temu tak łatwo połączyło niewinne dzieciństwo z horrorem. Tak jak to często robi samo życie.

    Szczegóły:

    Tytuł: To
    Data premiery: 08.09.2017
    Reżyseria: Andres Muschietti
    Scenariusz: Gary Dauberman, Chase Palmer, Cary Fukunaga
    Typ: horror
    Obsada: Jaeden Lieberher, Jeremy Ray Taylor, Sophia Lillis, Finn Wolfhard, Chosen Jacobs, Jack Dylan Grazer, Wyatt Oleff, Bill Skarsgård i inni

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + klimat lat 80.
    + humor
    + niesamowita młoda obsada
    + wyważone połączenie humoru i grozy
    + świetna kreacja Pennywise'a
    + klasyczne straszaki przedstawione w pomysłowy sposób

    Minusy:
    – mimo ponad dwóch godzin filmu nie wszyscy bohaterowie dostali rozbudowane tło

    Dodaj komentarz

    avatar
    Wojciech Bryk
    Wojciech Bryk
    Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.