SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Młodzi, gniewni i nieco niedopracowani. Recenzja filmu Nowi Mutanci

    KorektaJtn
    Nowi Mutanci - plakat filmu
    Nowi Mutanci – plakat filmu

    Na premierę Nowych Mutantów czekaliśmy ponad dwa lata. W tym czasie straszono nas dokrętkami, doklejaniem Banderasa oraz subtelnymi sugestiami, że produkcja jest tak pokracznym filmowym potworkiem, iż nie powinna wychodzić ze swojego leża na światło dzienne. Tak sprawny marketing sprawił, że wyobrażenia na temat filmu nie były raczej cieplutkie i miłe. Można było spodziewać się kinowego barachła, tak  tragicznego, że po seansie miałoby się ochotę wyszorować mózg i oczy drucianą szczotką, a na koniec wrzucić wszystko do suszarki. Pod tym względem film rzeczywiście szybko okazał się sporym rozczarowaniem… bo wcale nie był taki zły. 

    Pewnej nocy rezerwat zamieszkały przez nastoletnią Danielle zostaje dotknięty przez niezidentyfikowane zjawisko atmosferyczne. Zamieć śnieżna połączona z trzęsieniem ziemi i złowieszczym porykiwaniem w tle pustoszy miasteczko. Dziewczynie cudem udaje się ujść z życiem, jednak powodów do radości ma tak naprawdę niewiele. Wszyscy jej bliscy zginęli, a ona sama budzi się przykuta do łóżka w niezbyt przytulnym i raczej słabo oświetlonym ośrodku. Na dodatek dowiaduje się od wróżki chrzestna w białym kitlu i o posępnej minie, że jest mutantem. Dziewczyna będzie musiała teraz znaleźć odpowiedzi na kilka ważnych pytań, odkryć, czy rzeczywiście ma tę moc (i jaka jest jej siła rażenia) oraz nauczyć się ją kontrolować. A wszystko to na zajęciach grupowych z udziałem trudnej młodzieży obdarzonej nadludzkimi zdolnościami. Oswojenie się z wiedzą o byciu potencjalnie niebezpiecznym mutantem, utrudnia fakt, że po i tak ponurej placówce zaczynają pałętać się koszmary jej lokatorów. 

    Nowi Mutanci - kadr z filmu
    Nowi Mutanci – kadr z filmu

    Nowi mutanci są przede wszystkim przyjemnie kameralni. Nie uświadczymy tu wyświechtanych superbohaterskich frazesów idealnych na kubek czy koszulkę. Zamiast pędzącej na złamanie karku akcji i kolejnych żartów dostajemy fajną opowieść o dzieciakach zamkniętych w tajemniczym instytucie oraz klatkach bolesnych wspomnień. Każdy dźwiga tu jakiś bagaż, trupa (lub ponad tuzin) na sumieniu i próbuje odnaleźć swoje własne miejsce. I to właśnie tutaj, a nie w horrorze czy trykociarskich zdolnościach, tkwi potencjał produkcji oraz jej największy urok. Ekipa nastoletnich mutantów jest naprawdę sympatyczna – są różni, ciekawi, skrywają swoje tajemnice i nieszczególnie za sobą przepadają. Między nimi coś iskrzy i buzuje w różnym natężeniu. Niestety już tutaj pojawiają się pierwsze nierówności – nie wszyscy z obsady dokładają się równo do tlącej się na ekranie chemii.  

    Aktorsko na pierwszy plan zdecydowanie wychodzi Anya Taylor-Joy (co nie dziwi, bo to przecież naprawdę zdolna młoda aktorka). Bawi się ona swoją postacią i młodzieńczym buntem, a na dodatek w dłoni dzierży miecz i pluszową pacynkę. Odstawiając nieco rozchwianą Magick oferuje nam więcej min i emocji niż (ta gorsza) część obsady razem wzięta. Kroku dzielnie stara się jej dotrzymać Maisie Williams z rolą dobrej, ale skrzywdzonej duszyczki (Wolfsbane), natomiast Charlie Heaton znów dostał do odegrania skrzywdzonego i nieszczęśliwego chłopca (Cannonball). Zupełnie jak w Stranger Thingswięc po prostu powtarza wypróbowane już smutne spojrzenia i podkrążone oczęta nie dodając nic więcej. Reszta zostaje daleko w tyle i nie prezentuje sobą niczego, co mogłoby nam zapaść w pamięć. I o ile mocno przeciętny występ grupowego przystojniaczka (Henry Zaga jako Sunspot) jeszcze może jakoś przejść, tak już bylejakość i brak charyzmy głównej bohaterki w wykonaniu Blu Hunt skutecznie obniża poziom ”fajności” całej grupy. Fakt, że większość krążących pośród bohaterów emocji w ten czy inny sposób odbija się od Danielle sprawia, że porządnie rozpisana dynamika relacji momentami mocno kuleje. W kącie na karnym jeżyku powinien wylądować także czarny charakter. Doktor Reyes brakuje pazura i charakterku wyrachowanej zołzy, dzięki którym naprawdę moglibyśmy trząść się o losy bohaterów i fantazjować o wciskaniu jej termometru w miejsca, gdzie ten nie powinien się nigdy znaleźć. 

    Nowi Mutanci – kadr z filmu

    Podobnie sytuacja przedstawia się z efektami specjalnymi. W finałowym starciu (a żaden superbohaterski film nie mógłby się bez takiego obejść) widzimy blockbusterową rozwałkę z toną fajnych efektów, jednak przez większość filmu scenografia straszy tekturową solidnością (no już, rozwalcie ścianę głową i w nogi!). Natomiast jeżeli chodzi o elementy grozy, to też bywa różnie. Ostatecznie jest całkiem przyzwoicie, jednak niezbyt przerażająco. Straszenie zahacza o klisze i garściami czerpie z oczywistych rozwiązań rodem z młodzieżowego horroru. Nie znajdziemy w tym nic szczególnie pomysłowego czy zaskakującego. Trzeba jednak przyznać, że film swój klimat buduje subtelnie i bez zbędnego szarżowania, a kolejne straszaki nie są nachalne, idiotyczne i nie walą nas po oczach, wyskakując zza każdego rogu, szafki nocnej czy lodówki. 

    Nowi mutanci mieli być pierwszym horrorem superbohaterskim. Wyszło raczej średnio. Produkcja nie wyważa drzwi i nie wyłamuje gatunkowych ram. Zabrakło jej również czegoś, dzięki czemu mogłaby naprawdę mocno zapaść w pamięć fanów (nieważne czy to miłośników spandeksu i peleryn, czy porządnych i prostych straszaków). Nniestety nie ma się tu czym przesadnie zachwycać, a nasze siedziska zostają bezpieczne, bo raczej nic ich nie urwie. Gatunkowe odświeżenie jest tu jedynie skromnym powiewem, a nie rolującą powieki bryzą. W końcu inni zdążyli zrobić to nieco lepiej: Brightburn. Syn Ciemności stworzył mięsisty pastisz historii o Supermanie i miał przerażającego dzieciaka, a The Boys zaoferowali nam najbardziej niepoprawny i bezwzględny superbohaterski retelling, jakiego głęboko w sercu pragnęliśmy, a któremu raczej nikt szybko nie dorówna. Nowi mutanci finalnie nie są jednak wymęczonym pokazem kolejnych klisz i szablonów. To przede wszystkim młodzieżowa opowieść o dojrzewaniu, odrywaniu siebie i przerabianiu traum, która przy okazji wskoczyła w ciuszki młodzieżowego horroru i otarła się o supermoce. Krył się w tym spory potencjał i chociaż nie został w pełni wykorzystany, to miło widzieć, że został dostrzeżony przez twórców i nieco pogłaskany za uchem. Historia raczej nie zapadnie nam w pamięć na dłużej, jednak szkoda, że dobiegła końca, zanim dostała szansę, aby ciekawie się rozkręcić. 

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Nowi Mutanci
    Data premiery: 26.08.2020
    Typ: film
    Gatunek: Horror młodzieżowy / SF / Superhero
    Reżyseria: Josh Boone
    Scenariusz: Josh Boone / Knate Lee
    Obsada: Anya Taylor-Joy, Maisie Williams, Charlie Heaton, Blu Hunt, Henry Zaga, Alice Braga i inni.

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + świetny występ Taylor-Joy
    + sympatyczna opowieść o dojrzewaniu
    + całkiem ciekawe wymieszanie gatunków
    + brak zajeżdżania oczywistych klisz
    + zrównoważone prezentowanie wszystkich elementów
    + "Buffy the Vampire Slayer" lecące w TV
    + w większości wypadków całkiem dobre efekty
    + walka finałowa

    Minusy:
    - nierówna praca obsady
    - bardzo słaba protagonistka
    - nieco przewidywalny scenariusz
    - niewielkie odświeżenie dla gatunku
    - bardzo asekuracyjne straszenie
    - scenografia czasem straszyła tekturą

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Wojciech Bryk
    Wojciech Bryk
    Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x