SIEĆ NERDHEIM:

Wielkie kino Snydera. Spoilerowa recenzja filmu Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera

Kadr z filmu Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera
Kadr z filmu Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera

Liga Sprawiedliwości z 2017 roku – pomimo obecności najbardziej rozpoznawalnych superbohaterów ze świata DC – okazała się ogromną katastrofą pod względem finansowym, jak i z powodu lawiny krytyki. Wiele osób uważało, że to za sprawą zmian wprowadzonych przez Jossa Whedona produkcja stała się zła i gdyby pozwolono Zackowi Snyderowi skończyć obraz po swojemu, wyszłoby arcydzieło. Po blisko czterech latach odbyła się premiera filmu według wizji pierwotnego reżysera. Czy okazała się ona tak dobra, jak przypuszczano?

Sumo: Od samego początku byłem wyjątkowo sceptyczny wobec pomysłu stworzenia Snyder Cut. Najpierw nie wierzyłem, że coś takiego w ogóle powstanie – wydawało się to wyłącznie życzeniem fanów, pragnących pokazać niezadowolenie z wersji kinowej z 2017 roku. Później nie podobała mi się również postawa reżysera, który wielokrotnie zmieniał chociażby narrację na temat stopnia ukończenia filmu. Kiedy HBO oznajmiło, że dano mu zielone światło, aby dokończył Ligę Sprawiedliwości po swojemu, twierdziłem, że nic dobrego z tego nie będzie. Jak się okazało, myliłem się dwukrotnie.

Jurkir: Od początku byłem dosyć niechętnie nastawiony do całego projektu o nazwie Liga Sprawiedliwości. No, ale zdjęcia ruszyły i, po perturbacjach oraz po modyfikacjach Jossa Whedona, którego jestem ogromnym fanem, film zrealizowano. Bez wchodzenia już w recenzję tamtej wersji, bo nie jej tyczy się ten tekst, powiem łagodnie – nie wzbudziła we mnie wielu pozytywnych emocji. To pierwszy z kilku czynników, które sprawiały, że nie byłem zbyt optymistycznie ustosunkowany do Snyder Cut. Kolejnym powodem była szopka, która odstawiała się wokół niego, poczynając od wypowiedzi samego reżysera, do którego dołączyli aktorzy, po ruch fanów wykupujących samolot z banerem. Tego było już za dużo. Większość osób raczej zna styl Zacka Snydera, w związku z czym nie muszę tłumaczyć, że nie szło się spodziewać niczego bardzo dobrego i ambitnego. To, co powstało może nie jest filmem idealnym, ale zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony.

Kadr z filmu Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera
Kadr z filmu Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera

Jurkir: Film uległ znacznym przekształceniom na poziomie fabuły. Bardzo zmieniono początek, wprowadzenie bohaterów, a także samo zakończenie. Dograno sporo scen, w końcu skądś ta czterogodzinna długość musiała się wziąć. Większość z nich, ku mojemu zdziwieniu, ma sens! Jasne, jest pełno dłużyzn, choćby widoki krajobrazów, ale duży odsetek dodanych fragmentów stanowią zdarzenia, które wyjaśniają wiele niedopowiedzeń z wersji kinowej. Niestety nie rozwiązują wszystkich niedorzeczności. Nie wiem jak kolega, ale ja nie mam zamiaru zdradzać wam tych głupotek. Część z nich jest widoczna, ale to kino superbohaterskie, któremu mimo wszystko warto takie wady i nielogiczności odpuszczać. Nie mogę natomiast przebaczyć sceny wprowadzającej Barry’ego „Flasha” Allena – dawno tak żenującej i bezcelowej rzeczy nie widziałem. Jestem za to bardzo szczęśliwy, że zobaczyliśmy więcej Jeremy’ego Ironsa w roli Alfreda. Wiem, że zapewne nie będzie mi dane, ale chciałbym taką obsadę w solowym filmie o człowieku nietoperzu. 

Sumo: Cztery godziny to dosyć, aby nakreślić epicką, rozbudowaną historię. W tym przypadku niestety jest inaczej. Nowa Liga Sprawiedliwości nie posiada nazbyt skomplikowanej fabuły. Tak naprawdę można tutaj wskazać dwa kluczowe wątki: ożywienie Supermana i walkę ze Steppenwolfem. Oczywiście zdarzenia przed oboma punktami rozwijają nam uniwersum Snydera, opowiadają o początkach chociażby Cyborga oraz przedstawiają Flasha i ukazują Aquamana. Wszystko to jest potrzebne, jeżeli mielibyśmy uwierzyć w bohaterów, poznać ich motywacje oraz charaktery. Jednak to wszystko powinno mieć miejsce w poprzednich produkcjach, a w tej należało się skupić na dobrze znanych już postaciach. Najbardziej ucierpiał na tym ostatni z wymienionych przeze mnie superbohaterów. Arthur Curry, tak jak w pierwotnej wersji filmu, jest bezosobowy. Raz – podobnie do Batmana – zachowuje się jak przygnębiony wyrzutek, zaraz jest pełen empatii względem towarzyszy lub staje się niezwykle energicznym, pokrzykującym z ekscytacji surferem.

Poza tym nie trafia do mnie zaprezentowana tu żałoba po Supermanie. Tym bardziej, że w filmie Batman v Superman ukazano, że Amerykanie nie darzą go ciepłymi uczuciami – głównie ze względu na zniszczenia Metropolis, jakich się dopuścił. W tej kwestii produkcja konkurencji, czyli Spiderman. Far from Home, powinna stanowić przykład, jak przedstawiać tęsknotę społeczeństwa za utraconym obrońcą.

Inną sprawą są liczne dłużyzny. I to już od pierwszych minut, kiedy to krzyk umierającego Supermana rozchodzi się po świecie. Potem wcale nie jest lepiej. Generalnie wydaje mi się, że gdyby wyciąć niepotrzebne ekspozycje czy sekwencje slow motion, otrzymalibyśmy o przynajmniej godzinę (może troszkę przesadzam) krótszą produkcję. Wymienione mankamenty niestety negatywnie wpływają na rytm filmu.

Tak jak Jurkir wspomniał, Liga Sprawiedliwości zawiera masę głupotek i scen pozbawionych logiki. Wymienienie ich wszystkich zajęłoby zbyt wiele miejsca, ale skoro nie muszę przejmować się spoilerami, chciałbym wspomnieć o dwóch, które najbardziej rzucają się w oczy.

Jedną był moment udaremnienia napadu na muzeum przez Wonder Woman. Sekwencja walki z pierwszymi terrorystami wygląda dobrze, aż wreszcie dochodzimy do przywódcy owej grupy. Ten, mając na muszce zakładników, czeka, aż superbohaterka pozbędzie się ładunku wybuchowego, wyskakując przez dziurę w suficie. Następnie, postać grana przez Gal Gadot, zamiast pokonać ostatniego przeciwnika jak poprzednich, używa mocy bransolet, niszcząc tym samym całą ścianę budynku. Po co?

Drugi całkowicie pozbawiony sensu wątek, dotyczy Równania Antyżycia. Darkseid wiele lat wcześniej odkrył je na Ziemi, na jedynej planecie, na której przegrał. Mimo to wydaje się, że zapomniał o obu zdarzeniach, gdyż kiedy Steppenwolf informuje go o odnalezieniu najpotężniejszej broni we wszechświecie, ten okazuje się zaskoczony.

Kadr z filmu Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera
Kadr z filmu Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera

Jurkir: Ocenianie realizacji, to chyba dla mnie najtrudniejszy etap tego tekstu, ponieważ w filmie są zarówno elementy, które pokochałem, jak i doprowadzające mnie do szału. Zacznę od stylistyki – mroczne, patetyczne Snyderowskie hymny i barwy dużo bardziej pasują do tego obrazu niż ten nędzny pomarańczowy, który dostaliśmy w wersji kinowej. Steppenwolf jest po prostu świetny! Efekty specjalne jego zbroi były o wiele, wiele lepsze od tych, które znalazły się w produkcji Whedona. Nie jestem do końca pewien, co powiedzieć o długich ujęciach krajobrazu. Z jednej strony wyglądały fenomenalnie – kilkukrotnie oglądałem sekwencję, w której Bruce maszeruje przez górę – z drugiej jednak to są te wspominane przez mnie wcześniej dłużyzny. Nie mam natomiast wątpliwości co do motywu muzycznego Wonder Woman – fajnie, że się pojawia, ale nie musi dosłownie w każdej scenie akcji z nią. Z początku miły smaczek stał się później irytującym elementem.

Sumo: Skoro tak ponarzekałem na warstwę fabularną, to, żeby zachować równowagę, będę chwalił sprawy związane z realizacją. Oczywiście zgadzam się ze wszystkim, o czym wspomniał kolega powyżej. Warto dodać, że wybór formatu obrazu 4/3 okazał się niezwykle przemyślany. Dzięki niemu widz ma w zasadzie wszystko przed oczyma i nie musi wędrować wzrokiem po całym ekranie. Wystarczy, że skupi się na jego środku. Na plus zasługuje praca kamery, czytelne przedstawienie scen akcji oraz choreografia. Boli za to nagminne stosowanie slow motion – o czym już pisałem – ale jednocześnie użyte w odpowiednim momencie, jak chociażby uniknięcie przez Supermana pięści Steppenwolfa, wyglądało świetnie. Wspomniane efekty specjalne zostały znacząco poprawione w porównaniu do wersji kinowej, lecz dalej można zobaczyć kiepskie CGI.

Kadr z filmu Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera
Kadr z filmu Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera

Jurkir: Muszę przyznać, że nie oczekiwałem niczego. Można powiedzieć wręcz, że spodziewałem się gigantycznej porażki. Tymczasem otrzymałem lepszą produkcję od tej, którą zobaczyłem w kinie. Cztery godziny, to jednak stanowczo za długo i dałoby się dokonać pewnych cięć bez utraty sensu filmu. Do tego uważam, że można było spokojnie wydać go w formie serialu, skoro jest podzielony na części. Wizualnie natomiast nie mam się do czego przyczepić. Nie wierzę, że to mówię, ale wizja artystyczna Snydera bardziej mi podeszła. Ostatecznie wystawiam 7/10.

Sumo: Na wstępie wspomniałem, że myliłem się, twierdząc, że z Ligi Sprawiedliwości Snydera nic dobrego nie będzie, ale mimo to wytknąłem liczne błędy w tej produkcji. Tak naprawdę wszystkie one są nieważne. Dlaczego? Ponieważ owy brak logiki, dziury fabularne, czasem wręcz dziecinne podejście do pewnych spraw, nie przeszkadzają znacząco podczas seansu. Wybijają, sprawiają, że kręci się z niedowierzaniem głową, ale zaraz zapomina się o nich i czerpie się przyjemność z dalszego oglądania. Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera zasługuje na szansę. Cieszę się jednak, że DC odeszło od jego wizji superbohaterskiego uniwersum. Moja ocena: 6/10.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera
Reżyser: Zack Snyder
Scenarzysta: Chris Terrio
Obsada: Ben Affleck, Henry Cavil, Gal Gadot, Ezra Miller, Jason Mamoa, Amy Adams i inni
Czas trwania: 242 minuty
Data premiery: 18 marca 2021

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

spot_img

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Adam "Sumo" Loraj
Rocznik '98. Student historii. Sięga w równej mierze po anime, filmy, gry wideo, komiksy i książki. Fan twórczości Hideo Kojimy, Guillerma del Toro i Makoto Shinkaia. Od najmłodszych lat w jego sercu pierwsze miejsce zajmują Pokemony, a zaraz potem Księżniczka Mononoke. Prowadzi i gra w papierowe RPGi, w szczególności w Zew Cthulhu i Warhammera. Za najlepszego światowego muzyka uważa Eltona Johna, a polskiego Jacka Kaczmarskiego. Swoje opowiadania publikował w m.in. magazynach: Biały Kruk, Histeria, Szortal na Wynos lub w antologii Słowiański Horror.