Więcej

    Musi skakać nad wszystkimi niedociągnięciami, ale jak dobrze się przy tym bawi. Recenzja filmu Książę Persji. Piaski Czasu

    KorektaLilavati

    Jake Gyllenhall w stroju perskiego badboya wykonuje akrobacje równie widowiskowe co jego pierwowzór z gry komputerowej. Przeskakuje fabularne dziury, wiruje wokół pozbawionych charakteru przeciwników i skrada się ze swoim urokiem, tak by jak najczęściej pozostał niezauważony. Czasem się jednak rozbrajająco uśmiechnie i to ratuje sprawę. Niezły z niego książę, chociaż tło ma równie różnorodne co pustynny krajobraz.

    Popkultura już od dawna nie ma lekko. Niemal wszystkie historie zostały już opowiedziane i teraz zmuszona jest do kombinowania. Miesza, łączy lub odnawia, co się tylko da, przerzuca między nośnikami, zapożycza się u innych i podmienia bohaterom płcie. Bogowie z dawnych mitologii, zamiast mieszkać w muzeach, noszą peleryny i ratują wszechświat, postacie z baśni zmagają się z dorosłością, pogromcy duchów są teraz pogromczyniami, a książka staje się serialem ze względu na sukces gry. Dlatego też filmowcy w poszukiwaniu świeżości od lat zajmują się przekładaniem znanych historii na język kina. Mają oni jednak tendencję do częstego amputowania oryginalnym historiom ważnych elementów. Podobnie było z Księciem Persji. Miłośnicy znanej serii gier akrobatyczno-szlachtowanych odnajdą w historii zaledwie wątły cień ulubionego bohatera. Kilka szczątkowych elementów oraz spora ilość szczęścia sprawiły jednak, że pomimo masy niedociągnięć film Newella potrafi dostarczyć na tyle rozrywki, że wcale nie nabiera się ochoty na manipulowanie czasem.

    Dastan był sierotą żyjącą na ulicy. Odwaga, czyste serce, słuszność osądów oraz zbieg okoliczności sprawiły, że został on zaadoptowany przez perskiego króla. Lata spędzone pośród pałacowych wygód nie były jednak w stanie zmiękczyć jego charakteru czy nawet doprowadzić do większej ogłady. Będąc już młodym mężczyzną, nadal pozostał taki, jaki był zawsze – nieokrzesany, radosny, cieszący się z prostych rzeczy. Jak się okazuje, chłopiec może opuścić ulicę, ale ulica chłopca nigdy. Zamiast daktyli, złotych kielichów i jedwabnych szat woli pot, kurz i solidne bójki. Dlatego też podczas oblężenia miasta ignoruje ojcowski rozkaz i wraz ze swoimi kompanami przebija się przez mury na partyzanta – pod osłoną nocy, po cichu i od tyłu. W bitewnym zamieszaniu w jego ręce trafia sztylet dający właścicielowi niezwykłe możliwości. Kolejny przypadek sprawia, że Dastan ląduje w samym środku intrygi i musi walczyć o życie, mając niewielu sprzymierzeńców.

    Fabuła jest tutaj niezwykle prosta. Ostrze jest fajne, więc wszyscy chcą je mieć. Dlatego też przez prawie dwie godziny dostajemy przygodę, w której bohater traci sztylet, odzyskuje go, ucieka z nim, a potem znów go traci, by natychmiast rozpocząć całą sekwencję od początku. Raz jest całkiem wesoło, a innym razem dramatycznie, czyli dokładnie tak jak w dziesiątkach podobnych filmów tego typu. Mimo swej prostoty całość jest zaskakująca przyjemna w odbiorze, a to głównie za sprawą wyczuwalnego klimatu kina nowej przygody. Newell, opowiadając o przygodach Dastana, wykorzystuje fabularne zbiegi, które kojarzyć możemy z Indiany Jonesa, Piratów z Karaibów czy Króla Skorpiona. Niektóre sytuacje, żarty czy sposób przedstawienia bohaterów wydają się żywcem wyciągnięte z powyższych tytułów – przecież film nie byłby zabawny, gdyby Dastan przynajmniej raz nie wpadł przez przypadek do haremu. Problem stanowi fakt, że pomimo szczerych chęci Księciu Persji brakuje nieco własnego charakteru oraz wyrazistych postaci – chociaż główny duet przynajmniej próbuje to naprawić.

    Jake Gyllenhall całkiem nieźle spisuje się w uproszczonej wersji Księcia. Jest klasycznym lekkoduchem kina przygodowego – chłopięco się uśmiecha, roztacza swój niedojrzały czar, a gdy przebywa u boku kobiety z charakterem, zaraz zaczynają lecieć iskry. Z towarzyszącą mu na ekranie Gemmą Arterton tworzy naprawdę sympatyczny duet. Chociaż rozpisana między nimi relacja wygląda niezwykle znajomo, to po prostu przyjemnie patrzy się na tę czubiącą się dwójkę. Jednym z problemów filmu jest jednak fakt, że nie mają oni za bardzo z kim grać. Reszta bohaterów to w zasadzie postaci bez charakteru, puste, nieciekawe i ograniczone do roli tła. Nawet czarny charakter niespecjalnie się wyróżniał. Nie dość, że motywację ma naprawdę słabą, a plan na przejęcie władzy mocno poroniony, to Ben Kingsley ze swoją błyszczącą fryzurą i złowieszczą bródką w zasadzie macha do nas wesoło zza całej intrygi, zanim ta w ogóle zdąży się związać. Gdzieś na dalszym planie przewija się na szczęście barwna i niepoważna niczym podatki na pustyni postać szejka łachudry, który nienawidzi biurokracji, ale za to kocha strusie. Takich bohaterów trzeciego planu potrzebują filmy przygodowe. Wszystkie, bez wyjątku. Zawsze!

    Książę Persji oferuje nam sporo akcji przeplatanej lekkim i niespecjalnie wyszukanym humorem. Bawi nas przede wszystkim nastoletnimi relacjami bohaterów – on jej dogryza niczym szkolny pewny siebie przystojniak, ona na zaczepki reaguje, jak na rozpieszczoną księżniczkę przystało, by po chwili skutecznie przygasić jego buchające męskie ego i zadrzeć przy tym królewsko nosa. Duże tempo przygody gwarantują walki oraz karkołomne ucieczki, podskoki, przewroty i fikuśne fikołki, których jest znacznie więcej niż poważnej walki na miecze. I również w tym aspekcie film psuje swój początkowy efekt. Większości akcji towarzyszy dynamiczny montaż będący w stanie sprawnie ukryć wszelkie akrobatyczne niedociągnięcia. Jednak ten sam montaż w dłuższych sekwencjach wcześniej czy później zamienia się w serię chaotycznych zupełnie niedopasowanych cięć.

    Podobnie sytuacja wygląda z efektami specjalnym. Z jednej strony dostajemy widowiskowo zapadające się miasto czy świetnie wyglądającą animację cofania się w czasie. Z drugiej wraz z postępem historii coraz częściej zostajemy dźgnięci w oczy masą dziwnie nietrafionych i pseudoonirycznych rozmyć i przeskoków oraz trzęsącej się kamery. Natomiast slow motion, które w produkcji o wojowniczym księciu Persji powinno być głównym ozdobnikiem każdej walki, wygląda jak najgorsze slumsy Agrabahu – po prostu szkaradnie. Zupełnie jakby Snyder dwa lata wcześniej wykorzystał cały hollywoodzki zapas na adaptację 300 i teraz Newell musiał szukać resztek w filmowych archiwach.

    Książę Persji pomimo fabularnych niedostatków, szwankującego momentami montażu, niezrozumiałych i brzydkich efektów, słabego czarnego charakteru oraz przepisanych głównych bohaterów (uff…) ma w sobie pewien urok, który pozwala całkiem dobrze się bawić. Ekranowemu duetowi znacznie pomaga klimat kina nowej przygody – i jak się okazuje, tyle wystarczy. Fanów gry natomiast mogą ucieszyć subtelne nawiązania do komputerowej serii, jak chociażby stroje noszone przez Gyllenhalla czy żarty z niemożności wbiegnięcia po gładkiej ścianie. Losy Dastan bardziej niż depresyjną walkę z prawami natury przedstawioną w grach przypominają historię Aladyna – w końcu bohater jest uliczną sierotą, która zostaje księciem i romansuje z księżniczką. Może to właśnie ta lekkość sprawia, że tak przyjemnie płynie nam czas.

    Szczegóły:

    Tytuł: Książę Persji. Piaski Czasu
    Data premiery: 21.05.2010
    Reżyseria: Mike Newell
    Scenariusz: Boaz Yakin, Carlo Bernard, Doug Miro
    Typ: fantasy, przygodowy
    Obsada: Jake Gyllenhaal, Gemma Arterton, Ben Kingsley, Alfred Molina i inni

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + sporo akcji
    + duże tempo
    + sporo humoru
    + duet głównych bohaterów
    + liczne nawiązania do serii gier
    + sporo dobrych efektów
    + uśmiech Gyllenhalla

    Minusy:
    – momentami fatalny montaż
    – wiele dziwnych i nietrafionych efektów specjalnych
    – biedne slow motion
    – w większości nieciekawe postaci drugoplanowe
    – silna inspiracja klasyką kina nowej przygody, pozbawiona jednak własnego wyrazistego charakteru

    2 KOMENTARZE

    2
    Dodaj komentarz

    avatar
    1 Comment threads
    1 Thread replies
    0 Followers
     
    Most reacted comment
    Hottest comment thread
    2 Comment authors
    Wojciech BrykMagda Recent comment authors
    najnowszy najstarszy oceniany
    Magda
    Gość
    Magda

    Jakim cudem datą premiery filmu jest 2019 rok, skoro film ma już 9 lat? Coś przegapiłam?

    Wojciech Bryk
    Wojciech Bryk
    Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.