• NA EKRANIE
Więcej

    Recenzja filmu Dragon Age: Dawn of the Seeker

    1

    Recenzja napisana na podstawie wersji cyfrowej.

    Anime na podstawie gier komputerowych i wideo nie są niczym niezwykłym – stanowią one pierwowzór wielu debiutujących co sezon produkcji emitowanych w Japonii. Trochę inaczej ma się sprawa z animacjami inspirowanymi grami zachodnimi – te są o wiele rzadsze, ale powstaje ich coraz więcej. W minionych latach oglądaliśmy Halo: Legendy, Piekło Dantego, Mass Effect: Paragon Lost czy amerime Dead Space: Upadek, jak również pierwszy pełnometrażowy film ze świata Dragon Age – drugiej sztandarowej produkcji kanadyjskiego studia BioWare.

    Akcja anime rozgrywa się kilka lat przed wydarzeniami przedstawionymi w grach, zaś główną bohaterką jest Poszukiwaczka Kasandra Pentaghast – ta sama, której krasnolud Varrik opowiadał historię Hawke’a, protagonisty Dragon Age II. Zbliża się czas wielkiej pielgrzymki, podczas której wierni z całego Thedas ściągają do Val Royeaux – stolicy Cesarstwa Orlais i głównej siedziby Zakonu – aby modlić się o pokój. Na krótko przed pielgrzymką oddział Poszukiwaczy, najbardziej zaufanych wojowników Zakonu, udaremnia przeprowadzany przez magów krwi rytuał, jednak okazuje się to dopiero początkiem problemów. Maleficari planują krwawy przewrót, a wspiera ich ktoś wysoko postawiony w hierarchii Zakonu. Na trop spisku wpada oczywiście nienawidząca magów Kasandra, a jej jedynym sprzymierzeńcem zostaje apostata Regalyan D’Marcall.

    2

    Nie ukrywam, że jako miłośnik uniwersum Dragon Age i twórczości BioWare jako takiej zawiodłem się na recenzowanym filmie. Autoryzowane przez Kanadyjczyków książki – czy to osadzone w Thedas, czy w galaktyce zagrożonej przez Żniwiarzy – poszerzały wiedzę o świecie przedstawionym, zawierając wiele nowych informacji i ciekawostek, rzucając więcej światła na sylwetki poszczególnych bohaterów itd. Na ich tle pierwszy film z uniwersum BioWare wypada słabo, nawet jeżeli rozwija postać Kasandry, jedną z ważniejszych w Dragon Age: Inkwizycji. Być może przyczyną jest fakt, że książki pisane były przez scenarzystów gier, podczas gdy scenariusz Dawn of the Seeker wyszedł spod pióra osoby niezwiązanej ze studiem. Można odnieść wrażenie, że BioWare podrzuciło tematykę i kilka ogólników, które w filmie powinny się znaleźć, a scenarzysta na podstawie tego napisał skrypt. Niestety i on mocno zawodzi – całość jest do bólu przewidywalna, brakuje niespodziewanych zwrotów akcji, czegoś, co pozwoliłoby chłonąć opowieść tak jak fabułę Dragon Age: Początku czy chociażby Rozłamu (chyba najlepsza jak dotąd książka rozgrywająca się w Wieku Smoka). Cierpią również bohaterowie, będący tylko papierowymi sylwetkami, którym trudno kibicować czy ich znienawidzić, ponieważ nie wywołują żadnych emocji. Przedstawione w filmie wydarzenia, w odróżnieniu od tych z książek, nie mają najmniejszego znaczenia dla gier.

    2

    Kończąc temat fabuły dodam, że niezmiernie żałuję, iż w filmie sięgnięto po wątek mocno eksploatowany w grach. Uniwersum Dragon Age jest młode, ale jednocześnie niezwykle bogate i różnorodne, więc jako materiał na film bez problemu można by znaleźć jakieś inne, bardziej interesujące zagadnienie, jak np. pierwsza Plaga i upadek Tevinteru, życie prorokini Andrasty, zniewolenie dalijskich elfów czy chociażby zagrożenie ze strony qunari. Ten ostatni wątek chyba najlepiej pasuje do anime – akcja znanych nam fabuł osadzonych w świecie Dragon Age rozgrywa się w miejscach przywodzących na myśl średniowieczną Europę, w których pochodzący z odległych krain qunari – rasa waleczna, ekscentryczna, kolektywistyczna w obrębie swoich kast, honorowa, żyjąca według kodeksu mogącego uchodzić za wariację na temat bushidō itd. – to wypisz, wymaluj Japończycy.

    2

    Reżyserem filmu jest Fumihiko Sori, twórca Vexille, kilka lat temu pokazywanej nawet w polskich kinach, co od razu rzuca się w oczy. W odróżnieniu jednak od fantastycznonaukowej superprodukcji, oprawa wizualna Dawn of the Seeker jest bardzo nierówna. Z jednej strony, dzięki technologii motion capture, postaci poruszają się superrealistycznie, więc film może pochwalić się bodaj najlepszymi scenami walk na miecze, jakie do tej pory zrealizowano w anime. Część scenografii potrafi zrobić niesamowicie pozytywne wrażenie, zbroje i miecze lśnią jak prawdziwe, czasem nawet trafią się ujęcia wykorzystujące prawdziwe ogień i wodę. Z drugiej strony są twarze, które nie wyrażają tylu emocji, ile powinny – zamiast tego połowa twarzy prawie zawsze pokryta jest cieniem. Chociaż, jak pisałem, za sprawą motion capture postaci ludzkie poruszają się realistycznie, pozostałe animacje są zdecydowanie mniej płynne, niekiedy wręcz obrzydliwie sztuczne. Największym zawodem okazały się smoki, wyglądające trochę jak w starych produkcjach science­fiction, gdzie lalkarz animował stwory podwieszone na sznurku. Trójwymiarowi bohaterowie na pierwszym planie gryzą się ze stojącą w tle armią klonów, zaś kontrapunktem dla urokliwych plenerów są brzydkie budowle. Orlais i Val Royeaux, w grach i książkach opisywane jako kraina piękna i przepychu, prezentuje się mało okazale. Co z tego, że Wielka Katedra wzorowana jest na Watykanie, skoro brak jej duszy i wygląda jak pospolita masywna twierdza z białego budulca? Trochę to smutne, ale pod względem wizualnym film, chociaż ogólnie do brzydkich nie należy, przegrywa z wydanym trzy lata wcześniej Dragon Age: Początkiem – gra może nie robi takiego użytku z motion capture, ale po wgraniu kilku modów i na najwyższych detalach i tak prezentuje się lepiej od filmu. Filmowe Val Royeaux, które powinno zapierać dech w piersiach, przegrywa nawet z growym Orzamarem, podziemnym królestwem krasnoludów.

    2

    W przeciwieństwie do warstwy wizualnej, oprawa audio trzyma w miarę równy poziom – przeciętny. Zawiodła mnie muzyka, która nie pomaga w budowaniu napięcia i klimatu, ale z drugiej strony też nie denerwuje – po prostu nie zwraca się na nią uwagi. Wyjątkiem jest scena, w której wykorzystano kilka taktów z kompozycji „Dragon Age: Origins” Inona Zura (motywu przewodniego pierwszej gry) oraz lista płac, której towarzyszy utwór Gackta, pasujący do tego świata jeszcze mniej niż Jared Leto zawodzący przy napisach końcowych Początku. Udźwiękowienie jako takie jest niezłe, zaś głosy postaci na poziomie. Co prawda Kasandra przemawia innym głosem niż w grze, ale prawdopodobnie mało kto zwróci na to uwagę. Tym bardziej że film lepiej oglądać w japońskiej wersji, gdzie główna bohaterka ma głos Chiaki Kuriyamy, zaś w jednej z głównych ról usłyszeć można także wspomnianego już Gackta.

    2

    Nie miałem względem Dragon Age: Dawn of the Seeker zbyt dużych oczekiwań, a mimo to film zawiódł mnie swoją bylejakością. Mało prawdopodobne, żeby przekonał do uniwersum bądź przynajmniej zainteresował nim osoby, które nie przepadają za opowieściami z Wieku Smoka, miłośnicy serii też raczej nie będą oczarowani. Chociaż nie brak tu walk, filmowi brakuje iskry i dynamiki, którą charakteryzowały się gry i książki, potrafiące zainteresować i utrzymać w niepewności aż do samego końca. Film okazał się niestety wydmuszką, godną polecenia co najwyżej jako ciekawostka dla miłośników Dragon Age, którzy nie mają innego pomysłu na zagospodarowanie dziewięćdziesięciu minut.

    Ocena: 4/10

    Plusy
    + dla miłośników Kasandry: rozwija jej postać
    + znośne udźwiękowienie
    + miejscami niezła oprawa wizualna i animacje…

    Minusy
    – …które kiedy indziej są paskudne i sztuczne
    – brak napięcia, klimatu
    – scenografie
    – nie rozwija uniwersum tak jak książki czy komiksy

    Autor: Pottero

    Dodaj komentarz

    avatar
    Jacek „Pottero” Stankiewicz
    Jacek „Pottero” Stankiewiczhttps://swiatthedas.wordpress.com/
    Jak przystało na reprezentanta rocznika 1987, jestem zgrzybiałym dziadziusiem, który doskonale pamięta szczękopady, jakie wywoływały pierwsze kontakty z „Doomem”, a potem z „Quakiem” i „Unreal Tournament”. Zapalony gracz z ponaddwudziestopięcioletnim doświadczeniem, z uwielbieniem pochłaniający przede wszystkim gry akcji, shootery i niektóre RPG. Namiętny oglądacz filmów i seriali, miłośnik Tarantina, Moodyssona i Tromy, w wolnej chwili pochłaniacz książek i słuchowisk, interesujący się wszystkim, co wyda mu się warte uwagi. Dla rozrywki publikujący gdzie się da, w tym m.in. czy w czasopismach branżowych. Administrator Dragon Age Polskiej Wiki.