SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Horror, który nie powinien być horrorem. Recenzja filmu Czyj to dom?

    KorektaJustin
    Czyj to dom? - plakat
    Czyj to dom? – plakat

    Chociaż w 2020 roku tematami numer jeden są: najpierw pożar w Australii, następnie ryzyko wojny z Iranem i wreszcie pandemia, to jednak Netflix postanowił wrócić do sprawy uchodźców szukających schronienia w Europie. W dodatku zrobił to w sposób zaskakujący, bo nie poprzez wypuszczenie filmu dokumentalnego lub dramatu, a horroru. Wiedząc zatem, o czym będzie traktować omawiany Czyj to dom?, pozostaje zapytać czy jest to zarówno dobry film, jak i kompetentny reprezentant wspomnianego gatunku i wreszcie, czy należycie podchodzi do trudnego zagadnienia imigrantów?

    Czyj to dom? - kadr z filmu
    Czyj to dom? – kadr z filmu

    Bol i Rial uciekli z Sudanu Południowego. Przemierzyli Morze Śródziemne, by zacząć nowe życie w Europie. Niestety w czasie drogi stracili córkę. Utonęła, zostając porwana przez falę w czasie sztormu. Główni bohaterowie docierają do Wielkiej Brytani, gdzie kolejne tygodnie spędzają w ośrodku dla uchodźców. Wreszcie opuszczają go, dostając od państwa szansę na wyjście na prostą. Otrzymują zasiłek oraz zostaje przypisany im dom, w którym mają zamieszkać. Niestety już pierwszej nocy Bol zaczyna dostrzegać niepokojące oznaki wskazujące, że z budynkiem jest coś nie tak.

    Patrząc na przedstawiony wyżej opis mogłoby się wydawać, że historia nie różni się niczym od znanego motywu „nawiedzonego domu” i jedynym przejawem oryginalności jest pochodzenie głównych bohaterów. Na początku też tak myślałem, jednak szybko okazało się, że fabuła w Czyj to dom? jest znacznie bardziej skomplikowana.

    Omawiając ten film, nie da się uniknąć komentarza społecznego, jaki w sobie zawiera. Dotyczy on jednak całkiem innego aspektu niż można by przypuszczać. Twórcy nie starają się odpowiedzieć na pytanie czy europejskie państwa powinny przyjmować uchodźców, czy nie. Zamiast tego skupiają się na ukazaniu trudności ludzi, którzy przybyli na Stary Kontynent z terenów ogarniętych wojną. Z jednej strony mamy bowiem Bola. Mężczyzna już pierwszego dnia po opuszczeniu ośrodka dla imigrantów doświadcza przyjaznego powitania ze strony lokalnej społeczności. Otrzymuje specjalnie przygotowaną dla niego i jego żony paczkę, siedzi w pobliskim barze i wraz z kibicami zaczyna śpiewać piłkarskie przyśpiewki. Przy pomocy kilku szczegółów ukazuje się jego próby kulturowej asymilacji. Z drugiej strony jest Rial: kobieta, z początku pełna optymizmu, zaczyna dostrzegać niechęć europejczyków względem siebie. W nowym kraju czuje się obco. W dodatku ma trudności w przejściu ze swojego rodzimego języka na angielski, chociaż z tego, co przedstawiono w filmie widać, że włada nim dobrze. Tym, co łączy bohaterów, jest stres pourazowy wywołany doświadczeniami z wojny i ucieczki przez morze. Ten właśnie motyw świadczy o zakwalifikowaniu produkcji jako nietypowego horroru. Nie decydują o tym duchy czy inne istoty mające przerazić widza, a kolejno przeżywane przez małżeństwo stany, prowadzące postaci na krawędź szaleństwa.

    Czyj to dom? - kadr z filmu
    Czyj to dom? – kadr z filmu

    Na całe szczęście potencjał całej historii nie został zmarnowany przez słabą grę aktorską czy złą reżyserię. Sope Dirisu i Wunmi Mosaku perfekcyjnie wcielili się w swoje role, nadając bohaterom głębię. Za każdym razem, kiedy któraś z postaci załamywała się, cieszyła lub popadała w obłęd, widać było to w jej mimice i gestach. Do wspomnianego duetu dołączyć można też Matta Smitha, znanego z Doctor Who, ale jego rola jest tutaj epizodyczna i niczym się nie wybija.

    Reżyser Remiem Weekes, dla którego Czyj to dom? jest pełnometrażowym debiutem, spisał się dobrze. Nie zrobił niczego niezwykłego, ale wykorzystał liczne zabiegi kojarzące się z horrorem. Mamy tutaj chociażby długie zbliżenia na twarze bohaterów, zapełniające cały ekran. Z jednej strony wywołuje to dziwne poczucie dyskomfortu u widza, z drugiej jednak pozwala aktorowi wyrazić emocje granej przez siebie postaci samą mimiką. Jest też mnóstwo zabawy z pojawiającymi się i znikającymi sylwetkami w czasie obrotu kamery, nagłymi przeniesieniami bohaterów do niekoniecznie sympatycznych miejsc i wreszcie umiejętnym wykorzystywaniem ciszy.

    Czyj to dom? - kadr z filmu
    Czyj to dom? – kadr z filmu

    Po tym wszystkim pozostało mi jeszcze odpowiedzieć na pytanie, które umieściłem we wstępie. Czy Czyj to dom? jest dobrym filmem? Moim zdaniem tak. Opowieść przedstawiona została w sposób kameralny, odbywając się w zaledwie kilku lokacjach, skupiając się na parze głównych bohaterów i ich emocjach. Mimo to produkcja jest zarazem słabym horrorem. Przynajmniej pozornie, ponieważ prawdziwa groza jest tutaj wywołana nie zjawiskami paranormalnymi, a zwyczajnym tragizmem ludzkiego życia. Dlatego zastanawia mnie, dlaczego twórcy nie zdecydowali się pozbyć wszystkich urozmaiceń rodem z kina grozy i opowiedzieć prostej, ale niezwykle bolesnej historii o parze małżeńskiej starającej się zacząć wszystko od nowa.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Czyj to dom?
    Reżyseria: Remi Weekes
    Scenariusz: Remi Weekes
    Obsada: Sope Dirisu, Wunmi Mosaku, Matt Smith i inni…
    Rok produkcji: 2020
    Czas trwania: 93 min.
    Gatunek: horror

    Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    +ciekawa, niełatwa historia dotykająca współczesnych problemów
    +przedstawienie sprawy uchodźców w sposób nieoczywisty
    +film pełen szczegółów kreujących otoczenie
    +dobrze zagrani główni bohaterowie

    Minusy:
    -w pewnych momentach film ma problem z tempem
    -jako horror nie sprawdza się najlepiej
    -wątki paranormalne bardziej przeszkadzają niż pomagają

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Adam
    Adam "Sumo" Loraj
    Rocznik '98. Student historii. Sięga w równej mierze po anime, filmy, gry wideo, komiksy i książki. Fan twórczości Hideo Kojimy, Guillerma del Toro i Makoto Shinkaia. Od najmłodszych lat w jego sercu pierwsze miejsce zajmują Pokemony, a zaraz potem Księżniczka Mononoke. Prowadzi i gra w papierowe RPGi, w szczególności w Zew Cthulhu i Warhammera. Za najlepszego światowego muzyka uważa Eltona Johna, a polskiego Jacka Kaczmarskiego. Swoje opowiadania publikował w m.in. magazynach: Biały Kruk, Histeria, Szortal na Wynos lub w antologii Słowiański Horror.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x