• NA EKRANIE
Więcej

    Nastolatki z kłami. Wampir to, czy nie? – recenzja filmu Akademia wampirów

    Akademia wampirów

    Od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem napisania recenzji tego filmu. Halloween zaś okazało się do tego świetnym pretekstem. I to nie dlatego, że Akademia wampirów wywoła u nas napad paniki czy nocne koszmary, bo przecież nie jest to horror (no dobrze, może się okazać, że oczy niektórych widzów będą domagać się kąpieli). Tak się jednak składa, że jest to produkcja o krwiopijcach, czyli moim ulubionym straszaku i potworze, którego ewolucję w popkulturze śledzę z zapałem godnym znacznie lepszej sprawy. Mało tego, film został nakręcony na podstawie serii książek skierowanych do nastolatek, a już samo to sugeruje, że oryginalnością historii to on nas nie zachwyci. Czyżby w tej chwili wasze skojarzenia płynęły w stronę Zmierzchu? Nie dziwię się. Przyjrzyjmy się jednak tej produkcji i zastanówmy, czy jest aż tak tragicznie. Nie gwarantuję jednak, że będzie to całkowicie poważna opinia, potraktujcie ją więc momentami z przymrużeniem oka (wiecie, w gruncie rzeczy lubię czasem wrócić do tego filmu).

    Akademia wampirów

    Warto tutaj zaznaczyć coś, co od razu przykuło moją uwagę, a mianowicie podział wampirów na „dobre” i „złe”. Do pierwszej grupy należą moroje – właściwie, jeśli się nad tym zastanowić, to okazuje się, że to żywiący się krwią ludzie, którzy mogą władać magią żywiołów (rodzą się i dorastają, a do umierania nie jest im potrzebny kołek oraz promienie słoneczne), drugą grupę stanowią zaś wampiry z krwi i kości, czyli strzygi – kierują się żądzą krwi, można je zabić za pomocą srebrnego szpikulca wbitego prosto w serce lub wystawiając na światło dnia. Moroj może się nią stać na skutek ugryzienia lub dobrowolnie, gdy zabije osobę, na której się żywi. Jest to w zasadzie świetny sposób na to, by pozbawić się uczuć, wątpliwości lub uleczyć z jakiejś dolegliwości, bo tak się składa, że strzygi nie chorują. No i są jeszcze pół-wampiry, dhampiry, stanowiące straż dla tych dobrych i zabijające tych złych.

    Akademia wampirów

    Brzmi nieszczególnie? Prawdę powiedziawszy, nie jest jeszcze tragicznie, poważnie. Dwie główne bohaterki, Lissa i Rose, są nastolatkami – pierwsza z nich jest morojką, druga dhampirką-strażniczką. Obie uczęszczają do Akademii Świętego Władimira, gdzie zdobywają umiejętności niezbędne im do tego, by przetrwać i zająć należne im miejsce w społeczeństwie (Lissa uczy się magii, zaś Rose – walki). Miały jednak roczną przerwę w nauce, postanowiły bowiem dać nogę i żyć na własną rękę. Film rozpoczyna się zatem od przymusowego sprowadzenia ich w mury szkoły i postawienia przed obliczem wampirzej dyrektorki. Tutaj okazuje się, że żadna z uciekinierek nie potrafi z całą pewnością powiedzieć dlaczego porzuciły Akademię i przez rok narażały się na ataki strzyg. Ot, taki wewnętrzny przymus, bo nie czuły się tutaj bezpiecznie po wypadku, w którym zginęła rodzina Lissy, i który połączył ją i jej przyjaciółkę mentalną więzią.

    Akademia wampirów

    Powiedzmy sobie szczerze – powieści dla nastolatek rządzą się swoimi prawami. Fabuła nie jest więc szczególnie wyszukana. Okazuje się, iż faktycznie życie Lissy jest zagrożone, tak się bowiem składa, że jest ostatnią ze swojego rodu, na dodatek ma wszelkie prawa do tego, by za jakiś czas zasiąść na tronie i przewodzić społeczności wampirów. Zaś z racji tego, że główne bohaterki są nastolatkami, to mamy tutaj również, jakżeby inaczej, wątki miłosne, szkolne przepychanki, masę plotek i prób zastraszenia. Wszystko po to, by zyskać w szkole popularność i stać się kimś ważnym dla zamkniętej w murach Akademii społeczności. Jest tu wszystko to, co być powinno, by przypaść do gustu grupie docelowej – walka dobra ze złem, trójkąty emocjonalne, niełatwe decyzje, zakazane uczucia i prawdziwa przyjaźń. Jednocześnie snute przez wampirze młokosy intrygi rozmywają powagę większego zagrożenia, które w filmie zdaje się pojawiać dość niespodziewanie i gdzieś pod koniec produkcji okazuje się, że jest jakiś Wielki Spisek™.

    Akademia wampirów

    Aktorsko film jest na tyle porządny, by dobór odtwórców poszczególnych ról nie raził w oczy tych, którzy przeczytali książkowy pierwowzór i go polubili (czyli, na przykład, mnie). Siłą zaciągnięci na seans chłopcy będą mieli na kim „zawiesić oko” (w Rose wciela się Zoey Deutch, natomiast Lissę odgrywa Lucy Fry), a dziewczyny pewnie nie raz i nie dwa westchną sobie do sławnego dhampira-strażnika, Dimitra (w tej roli rosyjski aktor Danila Kozlovsky), którego nieśmiały uśmiech potrafi stopić każde, nawet najbardziej zlodowaciałe, serce. O dziwno, nawet gra aktorska nie woła o pomstę do nieba i, w przeciwieństwie do niesławnego Zmierzchu, mamy tutaj kilkanaście osób, które potrafią wyrażać swoje emocje za pomocą więcej niż trzech min. Bez wątpienia jest to zatem wybór o wiele lepszy od wspomnianej wcześniej produkcji, nie ma też kontynuacji, więc nie ma obaw – dziewczyna nie zmusi was do oglądania kolejnych części.

    Akademia wampirów

    Największym problemem Akademii wampirów jest akcja, a właściwie walki – z racji tego, że główną oś produkcji stanowi spisek, to i do kilku konfrontacji dojść musi. Nie jest źle, ciosy są w miarę realistyczne, kopniaki nie grożą złamaniem nóg kopiącego, brakuje jednak czegoś, na co duży wpływ ma budżet – widowiskowości. Starcia są krótkie, często po prostu sparingowe i nie wywołują większych zachwytów i emocji, na czym traci cała produkcja. Nie łudźcie się, że najlepsze zachowano na koniec – walka, do której film od samego początku zmierza, też nie robi piorunującego wrażenia, składając się w dużej mierze z ucieczki bohaterek. Zbyt wielu efektów specjalnych też nie uświadczycie, co może wydawać się dziwne, jeśli weźmie się pod uwagę, że moroje władają magią żywiołów. Ot, tu pęka kamień, tam woda tryska komuś w twarz, szkolnemu rozrabiace zapala się rękaw.

    Akademia wampirów

    Reasumując, jest to produkcja w gruncie rzeczy przeciętna – z prostą, nieco naiwną fabułą, mało widowiskowymi walkami, bez nadmiaru efektów specjalnych. Za to o wampirach, więc jako taka sprawdzi się na Halloween, dla widzów nieprzepadających za pełnokrwistymi horrorami, po których czujemy wewnętrzny przymus zaświecenia wszystkich lamp w domu i boimy się pójść do toalety, a co dopiero zasnąć. Ostrzegam jednak, że może nie przypaść do gustu mężczyznom (wiecie, te wątki miłosne, mało nawalanki) i zagorzałym fanom serii (książki są jednak lepsze). Jeśli jednak nie zaliczacie się do żadnej z powyższych kategorii, to film nada się na imprezowy wieczór, kiedy będziecie popijać sok z dyni i zajadać jakieś pyszności. Po Halloween będziecie zaś mogli z czystym sercem powiedzieć znajomym, którzy nie bawili się z wami, że widzieliście film z wampirami i nie był to Zmierzch!

    Akademia wampirów

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: Akademia wampirów
    Produkcja: Angry Films, Kintop Pictures, Preger Entertainment, Reliance Entertainment
    Typ: Film
    Gatunek: akcja, fantasy, komedia
    Data premiery: 21.03.2014
    Reżyseria: Mark Waters
    Scenariusz: Daniel Waters
    Obsada: Zoey Deutch, Lucy Fry, Danila Kozlovsky, Dominic Sherwood

    Nasza ocena
    4.5/10

    Podsumowanie

    Plusy:
    + momentami całkiem fajny klimat
    + jako film o wampirach nadaje się na Halloween i…
    +… jest lepszy od Zmierzchu
    + aktorzy wiedzą po co jest mimika
    + nie ma kontynuacji
    + dość ciekawe podejście do wampiryzmu

    Minusy:
    – naiwna fabuła
    – mało efektów specjalnych
    – brak spektakularnych walk
    – Wielki Spisek™ gubi się gdzieś i pojawia dopiero pod koniec

    Dodaj komentarz

    avatar
    Martyna „Idris” Halbiniak
    Martyna „Idris” Halbiniak
    Nie lubię pisać o sobie. Naprawdę. Zdecydowanie lepszym tematem są książki i filmy, więc właśnie tym na blogu zajmuję się najchętniej. Prywatnie zaś jestem studentką prawa i psychokryminalistyki z solidną zajawką na kryminały (hej, umysł psychopaty jest fascynujący!), fantastykę, konwenty i całą masę rzeczy, które niekoniecznie wpisują się w schemat. Lubię podejmować wyzwania – w tym roku zatem staram się znaleźć chwilę na jeden film dziennie i książkę tygodniowo – w końcu, tak naprawdę, doba jest z gumy, a sen jest świetnym substytutem kawy dla ludzi, którzy mają nadmiar wolnego czasu.