• NA EKRANIE
Więcej

    Wampiry piją krew do brzmień rocka! – retrorecenzja filmu Królowa potępionych

    Królowa potępionych

    Przyznam szczerze, że względem Anne Rice mam mocno mieszane uczucia. Z jednej strony jej wkład w dzisiejszą wizję wampiryzmu jest niebagatelny, a napisane przez nią Kroniki Wampirów przez długi czas były jedną z najbardziej znanych serii o krwiopijcach (i bez wątpienia również moją ulubioną, chociaż wciąż nie przeczytałam wszystkich części). Z drugiej jednak, udało jej się popełnić potworka, którego nie jestem w stanie ani zapomnieć, ani tym bardziej wybaczyć i chodzi mi tutaj o cykl Śpiąca Królewna (jeśli ktoś myślał o tym, by po te książki sięgnąć, to proszę was, usiądźcie i poczekajcie aż wam przejdzie – nie warto się tym krzywdzić, nawet pomimo tego, że autorka twierdzi, że jest z tych powieści zadowolona). Zajmijmy się jednak tym bardziej chlubnym etapem jej twórczości – Kronikami Wampirów – na ich podstawie nakręcono bowiem dwa filmy: Wywiad z wampirem oraz Królową potępionych.

    Królowa potępionych

    Nie da się ukryć, że Wywiad z wampirem wysoko zawiesił poprzeczkę dla ekranizacji kolejnych powieści Anne Rice – na jego korzyść przemawia nie tylko świetna obsada, ale też fakt, że nad scenariuszem pracowała sama autorka. Tego samego nie można już powiedzieć o Królowej potępionych – produkcji, w której Lestata nie zagrał już Tom Cruise, a Stewart Townsend, aktor o wiele mniej znany i dla wielu fanów… po prostu nienadający się do tej roli. Co ciekawe, Królowa nie jest adaptacją wyłącznie jednej książki, w jej scenariusz upchnięto bowiem to, co czytelnicy mogli znaleźć w dwóch powieściach autorki. Wytwórnia Warner Bros, posiadająca prawa do sfilmowania trzech pierwszych części Kronik Wampirów stosunkowo późno zorientowała się, że nieubłaganie zbliża się moment, w którym prawa do ekranizacji wrócą do autorki, a ta będzie mogła je sprzedać komuś innemu. Goniące ich terminy sprawiły, że postanowiono w jednej produkcji zamknąć fabułę dwóch książek – Wampira Lestata oraz Królowej potępionych.

    Królowa potępionych

    W efekcie, fani otrzymują tworzony w pośpiechu (zdjęcia trwały od listopada 2000 roku do stycznia 2001), fabularny misz-masz, w wyniku którego powstała Królowa potępionych. Oto wampir Lestat, po wielu latach letargu, budzi się w świecie, w którym króluje rock i ciężkie brzmienia, gdzie gwiazdy estrady stają się obiektami kultu. To czasy wręcz idealne dla niego, krwiopijcy, który nigdy nie chciał żyć w ukryciu – w końcu może zyskać sławę, wyjść z cienia i wyjawić, kim tak naprawdę jest. W swoich piosenkach zdradza śmiertelnikom niemal wszystkie tajemnice swojego gatunku, łącznie z tą najważniejszą – wampiry istnieją. Tym samym przypieczętuje swój los, jako zdrajca musi bowiem zginąć. Problem w tym, że jego muzyka budzi z kilkusetletniego letargu matkę wszystkich potępionych, Akashę, no i zaczynają się problemy. Oczywiście nie brakuje też postaci kobiecej, która nie tylko jest zafascynowana wampirzym gwiazdorem, ale również zakochuje się w nim.

    Królowa potępionych

    Próba połączenia dwóch książek w jeden film zaowocowała tym, że z każdej dostajemy ledwie kilka co ciekawszych fragmentów – niepotrzebne, zdaniem twórców, wątki zostają zignorowane, skrócone lub zmienione tak, by cała fabuła zmieściła się w niespełna dwugodzinnej produkcji. Nie wychodzi to Królowej potępionych na plus, bo nawet osoby niemające do czynienia z literackimi pierwowzorami dostrzegają grube szwy próbujące połączyć fragmenty opowieści tak, by te złożyły się w spójną całość. Uproszczenia odbijają się czkawką zwłaszcza w przedstawieniu pojawiającego się między Lestatem i Jesse uczucia (jej fascynacja przedstawiona jest w taki sposób, że wygląda, jakby wzięła się znikąd, to jednak nic wobec sugestii, że i Lestatowi nagle zaczyna na niej zależeć w sposób nieco bardziej romantyczny). Właściwie cały ten wątek wygląda jak przymus narracyjny, mający sprawić, by nasz gwiazdor w odpowiednim momencie stanął po odpowiedniej stronie i zachował się honorowo.

    Królowa potępionych

    Również charakteryzacja to ledwie cień tego, co mogliśmy zobaczyć w Wywiadzie – ot, kły, blada skóra i cienie pod oczami, które mają dodać wampirom odrobiny grozy. Gdzieś zatraciła się ta charakterystyczna drapieżność w rysach, którą udało się osiągnąć w ekranizacji pierwszej powieści Anne Rice. Kostiumy to mieszanina tego, co moglibyśmy zobaczyć, gdybyśmy zawitali na koncercie rockowym ze strojami z epoki, w której Lestat narodził się jako wampir. Tych drugich jest jednak znacznie mniej i pojawiają się głównie w kilku retrospekcjach i w scenach ze starszymi wampirami. Najbardziej swoim ubiorem (po prawdzie nie tylko nim, ale o tym później), wyróżnia się tytułowa królowa potępionych – Akasha. Odsłaniające sporo ciała kostiumy kojarzą mi się z damskimi zbrojami, z których przez lata nabijali się erpegowcy – zwiewna spódnica, do tego fikuśny biustonosz, wyglądający jak fragment pancerza.

    Królowa potępionych

    Podobnie jak charakteryzacja bohaterów, fabuła nie jest najmocniejszym elementem Królowej potępionych, a gra aktorska również nie jest tak dobra, jak w Wywiadzie z wampirem. Określenie jej jako przeciętnej nie będzie mijało się z prawdą w odniesieniu do większości przypadków. Jedynie Stewart Townsend ma kilka momentów, w których udaje mu się wyłuskać ze swojej postaci nieco potencjału. Podejrzewam, że taki stan rzeczy to w dużej mierze po prostu wina kiepskiego scenariusza, w którym próbowano upchnąć zbyt wiele, by ostatecznie wszystko przynajmniej sprawiało pozory spójnej całości. W końcu nawet wybitni aktorzy mają problemy z tchnięciem życia w kiepsko napisane role, a tutaj obsada zdecydowanie nie dorównała tej, którą mieliśmy okazję podziwiać w Wampirze. Muszę przyznać, że z jednej strony żałuję, że Tom Cruise nie zgodził się ponownie wcielić w rolę Lestata, z drugiej jednak trudno mi wyobrazić go sobie w tej całej stylizacji na gwiazdora – obcisłe spodnie, błyszczące cekiny, przezroczyste koszule lub ich brak.

    Królowa potępionych

    Najważniejszym aspektem tego filmu jest jednak… jego ścieżka dźwiękowa. Już ona sama jest dla mnie wystarczającym powodem, by polecić tę produkcję. Zwłaszcza fanom cięższych brzmień. Nie każdy bowiem zdaje sobie sprawę, że w teledyskach i na scenie Lestat śpiewa głosem wokalisty zespołu Korn, Jonathana Davisa. Co ciekawe, kontrakt Davisa z wytwórnią Sony nie pozwalał na to, by jego głos pojawił się na płycie ze ścieżką dźwiękową, artysta postanowił więc zaprosić do współpracy innych muzyków. Tym samym kawałek Not Meant for Me wykonał Wayne Static ze Static-X, w utworze Forsaken słyszymy Davida Draimana z Disturbed, a w piosence System, zmarłego w tym roku, Chestera Benningtona z Linkin Park. Jakby tego było mało, na krążku znajdują się również kawałki wykonane przez: Marilyna Mansona, zespół Papa Roach, Deftones i kilka innych, mniej znanych.

    Królowa potępionych

    Chyba właśnie ścieżka dźwiękowa jest winna temu, że Królową potępionych darzę zaskakująco dużym sentymentem i wracam do niej od czasu do czasu. Nie jest to produkcja wybitna, nie udało jej się doścignąć poziomu, który prezentował sobą Wywiad z wampirem – to bez wątpienia wina pośpiechu i próby wciśnięcia w jeden film dwóch książek. Mimo wszystko, jak wspomniałam, lubię ten film i uważam, że świetnie nada się na Halloween, zwłaszcza dla osób, które nie przepadają za horrorami lub cenią sobie produkcje ze świetną ścieżką dźwiękową. Wielbicielom książek Anne Rice może jednak nie do końca przypaść do gustu, pomija bowiem sporo istotnych dla fabuły wątków.

    Królowa potępionych

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: Królowa potępionych
    Produkcja: Warner Bros., Material, NPV Entertainment, Village Roadshow Pictures, WV Films LLC
    Typ: Film
    Gatunek: horror
    Data premiery: 10.01.2002 (świat)
    Reżyseria: Michael Rymer
    Scenariusz: Scott Abbott, Michael Petroni
    Obsada:

    Nasza ocena
    5.5/10

    Podsumowanie

    Plusy:
    + fenomenalna ścieżka dźwiękowa
    + Stewart Townsend ma kilka przebłysków aktorstwa
    + lekki, przyjemny i nieangażujący, więc w sam raz na Halloween

    Minusy:
    – fabuła, będąca sklejką dwóch powieściach…
    -… nie dorasta zatem do swoich literackich pierwowzorów
    – w gruncie rzeczy przeciętna gra aktorska

    Dodaj komentarz

    avatar
    Martyna „Idris” Halbiniak
    Martyna „Idris” Halbiniak
    Nie lubię pisać o sobie. Naprawdę. Zdecydowanie lepszym tematem są książki i filmy, więc właśnie tym na blogu zajmuję się najchętniej. Prywatnie zaś jestem studentką prawa i psychokryminalistyki z solidną zajawką na kryminały (hej, umysł psychopaty jest fascynujący!), fantastykę, konwenty i całą masę rzeczy, które niekoniecznie wpisują się w schemat. Lubię podejmować wyzwania – w tym roku zatem staram się znaleźć chwilę na jeden film dziennie i książkę tygodniowo – w końcu, tak naprawdę, doba jest z gumy, a sen jest świetnym substytutem kawy dla ludzi, którzy mają nadmiar wolnego czasu.