Więcej

    Recenzja artbooka Contrast

    1

    Recenzja napisana na podstawie wersji cyfrowej.

    „To tak, jakby Limbo i BioShock Infinite zrobiły dziecko podczas oglądania Labiryntu fauna!” – Venturebeat

    Rzeczywiście jest w tym ziarno prawdy. Dodajmy jednak do tego nieco Burtonowską stylizację postaci, piękne, surrealistyczne lokacje i świetną muzykę, a otrzymamy powód, dla którego 15 listopada 2013 roku rzuciłam się na Contrast jak Reksio na przysłowiową szynkę. Contrast zabiera nas w lata dwudzieste zeszłego stulecia, w świat kabaretu, iluzji, gangsterów, cyrku i cieni. Ta gra indie, która zachwyciła mnie to tego stopnia, że łyknęłam ją całą, przechodząc w zaledwie dwa dni, kładzie spory cień na artbook, który niestety nie ma w sobie aż tyle magii.

    2

    Zaraz po otwarciu artbooka trafiam na oceny z niezależnych stron recenzenckich, którym na sąsiedniej stronie towarzyszy skrócona historia, jaką przyjdzie nam poznać w grze. Jednak pierwsze, co rzuca się w oczy od strony graficznej, to stylizowana na starą maszynę do pisania czcionka, która od razu przywodzi skojarzenia z latami dwudziestymi. Bardzo ciekawe zagranie, ale na plus zaliczyć należy również umieszczenie komentarzy w wycinkach z gazet, doklejonych nieco wybrudzonymi kawałkami taśmy klejącej. Przechodząc jednak do organizacji całej treści – cóż, można się nieco pogubić.

    3

    Intencją twórców zapewne było wykreowanie artbooka na kabaretowy plakat. Chcieli dobrze, pomysł mieli ciekawy, ale po drodze zaliczyli nieco potknięć. Pomimo względnego podziału na rozdziały (o panie, aż dwa!), można odnieść wrażenie, że surrealistyczny chaos obecny w grze przekradł się w międzyczasie również do artbooka i narobił bałaganu, gdy akurat nie patrzyliśmy. Jak już wspomniałam, na samym początku treść dzieli się na dwie części – Contrast i Za kulisami. Bardzo miło, że pierwsza z nich prezentuje się jako spis postaci i grających je aktorów wraz ze zdjęciami i krótkimi notkami informacyjnymi, ale to, co się dzieje w Za kulisami trudno nazwać uporządkowaniem. Najpierw otrzymujemy historię powstawania gry, okraszoną zdjęciami studia i grafikami koncepcyjnymi, a potem artbook nagle zaczyna żyć własnym życiem. Kolejno przewijają się w nim treści na temat narracji, muzyki, inspiracji, opowieści o rozpoczęciu przygodny z grami niezależnymi, tuż po nich postaci i elementy świata, dwie niewykorzystane grafiki koncepcyjne, a potem, na sam koniec artbooka, spada kurtyna z listą płac. No kurczę, poważnie?

    4

    Choć grafiki są piękne, klimatyczne i z pewnością mają duszę, ich rozmieszczenie wprowadza w stan lekkiej konsternacji. Również gdy zerkniemy na ilość grafik koncepcyjnych postaci. Jakkolwiek grafikami protagonistki – Dawn – zostajemy niemal zasypani, tak reszta uczestników historii została potraktowana nieco po macoszemu. Ot, dwa cienie, może jedno zdjęcie bądź plakat z twarzą i wsio. Trochę to przykre, zwłaszcza, że w porównaniu z ilością grafik lokacji, sekcja postaci wypada ubogo. A skoro już mowa o lokacjach, w mojej głowie rodzi się pytanie – dlaczego poświęcono notkę stylizacji, oświetleniu i co nieco ulicom, a faktycznie ciekawie zaprojektowane miejsca, jak cyrk, teatr cieni, czy pracownia Vincenza nie dostały ani słówka, nawet najmniejszego komentarza? Przy takich grafikach to prawie tak wielka zbrodnia, jak smarowanie chleba masłem, a potem nutellą!

    5

    W skrócie: artbook Contrastu może spokojnie czyścić buty samej grze. Pomimo pięknych grafik i przyjemnej kolorystyki, brakuje w nim tego czegoś, przez co zostawia nas z niedosytem. Również sama treść nie dostarcza nam zbyt wielu ciekawostek – brakuje informacji o najciekawszych miejscach, nie odkrywa przed nami ich tajemnicy i przeznaczenia. Eksplorowanie gry w poszukiwaniu odpowiedzi to jedno, ale miło by było otrzymać od twórców nieco więcej smaczków na temat samej gry, nie zaś procesu jej tworzenia czy samej historii studia z toną zdjęć twórców. To w końcu artbook, a nie album ze zdjęciami, prawda?

    6

    NASZA OCENA
    5/10

    wypisy

    Plusy
    + piękne, klimatyczne grafiki
    + ciekawy pomysł na szatę graficzną
    + ta czcionka!

    Minusy
    – zbyt dużo informacji o studiu i produkcji, a za mało o samej grze
    – znikoma porcja smaczków i ciekawostek
    – kiepsko zorganizowana treść

    Dodaj komentarz

    avatar
    Julia „Angi” Świerczyńska
    Julia „Angi” Świerczyńska
    Z wykształcenia filolog, z fachu SEM, a prywatnie pingwin z chrapką na władzę nad światem. Chciałam zostać tłumaczem, ale po drodze urodziło się milion innych pomysłów i wyszło jak wyszło. Spektrum moich zainteresowań zdaje się nie mieć końca. Uwielbiam pisać opowiadania i poezję, czytać, grać w gry komputerowe. Fascynuje mnie mitologia, szeroko rozumiana metafizyka, sny i inne zjawiska niewytłumaczalne. Muzyki słucham dobrej; moja ścieżka dźwiękowa jest bardzo zróżnicowana i często skaczę z jednej melodycznej skrajności w drugą. Podobnie w życiu. Jestem albo paskudną, złośliwą bestią, albo uchylę nieba, lecz to zależy od humoru, temperatury, ciśnienia, nagromadzenia poszczególnych zjawisk atmosferycznych i meteorologicznych. W skrócie, nigdy nie wiesz, czy dostaniesz kwiatka, czy może kwiatkiem.