SIEĆ NERDHEIM:

Nie płacz kiedy odjadę. Sercem będę przy Tobie. Recenzja 3. sezonu The Kominsky Method

Alan Arkin i Michael Douglas to niesamowity bukiet aktorstwa, który można było podziwiać przez dwa pierwsze sezony świetnego serialu Netflixa –The Kominsky Method. Całkiem niedawno odbyła się premiera finałowej odsłony błyskotliwego komediodramatu. Niestety duet dwóch dogryzających sobie przyjaciół został uszczuplony o jednego z nich. Alan Arkin zrezygnował z produkcji, a twórcy postanowili kontynuować show. Relacja między Sandym a Normanem była niewątpliwie największą siłą tego serialu, czy więc kontynuacja bez udziału jednego z filarów tego obrazu ma w ogóle rację bytu? Czy twórcy sprostali zdaniu i odpowiednio pożegnali tę postać? Czy mieli pomysł na nowe wątki, czy też produkcja zeszła ze sceny pokonana?

Zawsze w momencie takich decyzji człowiek zastanawia się, w jaki sposób jeden z bohaterów zostanie uśmiercony lub zastąpiony innym aktorem. Czy w ogóle kontynuacja po takich zmianach nie spowoduje spadku formy danej produkcji. W świecie telewizji było parę takich decyzji – raz gorszych, raz lepszych. Pamiętam sytuację, kiedy widzowie i recenzenci nie zostawili suchej nitki na House of Cards, gdy Kevin Spacey musiał zostać odsunięty od projektu. Spartacus po śmierci Andy’ego Whitfielda i zastąpieniu go Liamem McIntyre nie spotkał się z krytyką, a obraz nie zanotował spadku jakości, czego nie można powiedzieć o zmianach obsadowych w Dwóch i pół. Ashtonowi Kutcherowi daleko było do Charliego Sheena. W The Walking Dead brak Ricka wyszedł serii akurat na plus, z kolei nieobecność jednego z bohaterów w Homeland czy Narcos spowodowała ciekawy restart serii. Oczywiście każdy z tych tytułów charakteryzuje się innym gatunkiem, ciągłością fabularną, a niektóre roszady obsadowe były też zaplanowane od początku, bo wymagały tego fakty historyczne. W The Kominsky Method zmiana jest na tyle widoczna, gdyż to właśnie relacja obu panów stanowiła pierwszy plan. W zasadzie znaczących bohaterów drugoplanowych mamy tutaj niewiele, a nagłe odejście Arkina wymogło na twórcach napisanie scenariusza tak, aby poboczne postacie uzupełniły lukę po utalentowanym aktorze. A nie jest to takie łatwe zadanie. Jak pożegnać z godnością utalentowanego aktora w sposób zgrabny i mający sensowny wpływ na innych uczestników serialu?

The Kominsky Method – kadr z serialu

Nie czekamy zbyt długo, aby dowiedzieć się, że Normana nie zobaczymy już na ekranie. Pierwsze sekundy otwierającego sezon odcinka ukazują jego pogrzeb. Poza studentami Sandy’ego zobaczymy wszystkich bohaterów – nawet takich, którzy pojawią się dosłownie na jednego drinka i znikną na zawsze. Jedną z takich osób jest Madelyn (Jane Seymour) – wbiła na uroczystość, odbębniła mowę pogrzebową, zamieniła 2-3 zdania z Kominskym, źle zrozumiała jego intencje, obraziła się, wyszła i tyle ją widzieliśmy. Trochę szkoda, że w taki sposób pożegnaliśmy tę postać, równie dobrze mogłaby się nie pojawiać. Zdecydowanie nie był to najlepszy sposób na opuszczenie serialu. Na szczęście Norman został pożegnany z należytym szacunkiem. Każdy, kto miał z nim coś wspólnego, wypowiada parę słów na „do widzenia”. Nie wszystkie wypowiedzi są taktowne i adekwatne do sytuacji, ale jest to niewątpliwie humorystyczne i urocze. Oczywiście Sandy robi to najlepiej. Wspomina przyjaciela, niemalże wypomina nieboszczykowi, że relacja z nim nie była łatwa. Wytrzymali ze sobą jednak 50 lat i brak bliskiej osoby będzie dla niego bardzo trudny. Chce być silny, obraca wszystko w żart, a finalnie cała sytuacja rozwala go emocjonalnie, czemu daje upust przed wszystkimi żałobnikami. Aż łezka w oku się zakręciła. To bardzo sprawnie wyreżyserowana scena, pełna emocji i odpowiedniego balansu między elementami humorystycznymi a dramatycznymi. To takie pożegnanie, które chwyta ze serce. Po tym pierwszym odcinku widz zdaje sobie sprawę, że kogoś bardzo ważnego będzie brakować, ale nawet nie nam – obserwatorom całej historii, a bohaterom.

The Kominsky Method – kadr z serialu

Trzeci sezon zaczyna się więc bez specjalnych ceregieli. Od razu przyjeżdżamy na pogrzeb Normana, żegnamy się z nim, a on sam jeszcze w retrospekcjach dorzuci swoje ostatnie trzy grosze. Życie toczy się jednak dalej, serial musi poradzić sobie bez Normana i nadać takiego rytmu, pełnego energii, humoru i inteligentnych dialogów, jaki serwował nam wcześniej. I faktycznie scenarzyści wymyślili nowe wątki oraz nowych bohaterów, którzy starają się uzupełnić lukę po Alanie. Czekało ich trudne zadanie, bo nieco czuć, że mieli chyba inny pomysł na dokończenie niektórych spraw. Większość elementów odebrałem pozytywnie, ale część z nich wydaje się bardzo naciągana. Tak, jakby każdy z bohaterów musiał mieć swój udział w finale. Pewne postaci zostały niepotrzebnie zdemonizowane. Phoebe (Lisa Edelstein) i Robby (Haley Joel Osment) to czarne charaktery tego sezonu. Pragną przejąć pieniądze po denacie, co nieco gryzie się z drogą odbytą przez nich w poprzednich odcinkach. Dotyczy to szczególnie córki, która z bardzo toksycznej osoby przeszła sporą przemianę i miałem nadzieję na pozytywne zakończenie jej historii. Z powodu zmian obsadowych nagle musiała znów zacząć kroczyć ścieżką zła. Trochę szkoda, tym bardziej że kolejne próby zdobycia pieniędzy są dosyć radykalne, żart jest raczej niskich lotów, a finalnie motyw ten nie ma większego znaczenia i jest niemalże porzucony.

The Kominsky Method – kadr z serialu

Na szczęście inne wątki są już lepiej rozpisane, a jeden z nich to całkiem niezły zamiennik po Alanie Arkinie. Twórcy wprowadzili nową postać byłej żona Sandy’ego – Roz (Kathleen Turner), która wniosła całkiem sporo do życia eksmęża. Mam świadomość, iż pojawienie się tej bohaterki jest spowodowane koniecznością przedstawienia kogoś, z kim Kominsky mógłby prowadzić kąśliwe dialogi. Wiadomo, że trudno taką lukę uzupełnić, ale relacja tej dwójki okazała się największą siłą trzeciego sezonu. Dogryzają sobie, kobieta często wypomina grzechy przeszłości, trudno mówić o przyjaźni między nimi, ale jednak czuć tę niesamowitą energię. Aktorzy już nie pierwszy raz spotkali się na planie, występowali razem w trzech filmach: Wojna państwa Rose, Klejnot Nilu oraz Miłość, szmaragd i krokodyl. Ten ostatni ma szczególne znaczenie w fabule The Kominsky Method. Sandy od lat pełni rolę nauczyciela aktorstwa, stara się nakierować każdego ze swoich studentów na odpowiednią drogę kariery. Ściąga nawet samego Morgana Freemana i wspólnie dają studentom świetną lekcję tego, jak przekonująco wcielić się w daną rolę. Swoją drogą to bardzo fajne cameo legendarnego aktora. Sandy jednak poza tym, że spełnia się w roli edukatora, sam nie odniósł żadnego hollywoodzkiego sukcesu, a teraz ma na to szansę. Trafia mu się okazja zagrania głównej roli w bardzo dużej produkcji, a na dodatek do tego ta kreacja ma realne szanse na nominację do Oscara. Ten wątek to kwintesencja tego, jak serial bierze pełnymi garściami różne nawiązania, tworzy komentarz oraz w sensowny sposób umieszcza je w fabule. Po pierwsze – Sandy weźmie udział w kinie przygodowym, co jest bezpośrednim nawiązaniem do filmu, w którym wystąpił z Kathleen Turner. Po drugie – wplecenie tego motywu wprowadza namiastkę uczucia i zrozumienia między Sandym a jego byłą żoną. Po dziesiątkach uszczypliwych uwag na temat niewierności mężczyzny, kobieta niespodziewanie mu kibicuje. Może i nie był najlepszym partnerem, ale w życiu zawodowym zasługuje na sukces – powinien skorzystać z szansy na szczęście i docenienia na stare lata. Szczególnie po stracie przyjaciela. Musi się tego podjąć, bo Norman bardzo by pragnął takiego obrotu spraw. Nie zdradzę wam, czy udało mu się odebrać tę nagrodę, ale sama sytuacja lekko sugeruje pytanie widzom – czy bohater kina rozrywkowego zasługuję na statuetkę? Wiadomo, że od wielu, wielu lat ten gatunek filmowy dla Akademii nie ma wystarczającej wartości artystycznej, aby mógł zdobyć coś więcej niż nominację/nagrody techniczne. Kino przygodowe, rozrywkowe praktycznie zawsze jest pomijane na gali oscarowej jeśli chodzi o najważniejsze statuetki, jak chociażby najlepszy film czy role aktorskie.

The Kominsky Method – kadr z serialu

Finalny sezon The Kominsky Method stara się jak może, aby widz tęsknił za Normanem, ale jednocześnie nie czuł, że jego odejście było podyktowane decyzją aktora. I faktycznie są momenty, kiedy serial cierpi z powodu przepisanego na nowo scenariusza. Kontynuuje też wątki, które nie do końca grały wcześniej, chociażby związek Mindy z Martinem. Na szczęście Michael Douglas jest tak samo fenomenalny, zarówno w scenach komediowych, jak i dramatycznych. Rewelacyjny jako nauczyciel, ojciec, przyjaciel, kochanek czy teraz w roli byłego męża robiącego sobie rachunek sumienia. Stratę Normana przeżywa na swój sposób, ale widać, jak bardzo mu brakuje najlepszego przyjaciela i de facto jedynej osoby, która wytrzymała z nim aż tyle lat. Nie będę kłamał – wolałbym Alana Arkina zamiast Kathleen Turner i wolałbym również, aby zaplanowane wcześniej wątki nie musiały być sztucznie zmieniane,. Jak na fakt takiej ogromnej straty scenarzyści jednak wyszli z tego obronną ręką. Nadal świetnie się to ogląda, mieszanka komedii i dramatu w dalszym ciągu świetnie działa, a różne nawiązania do filmów i świata Hollywood zawsze były dla mnie czymś błyskotliwym i interesującym. Myślę, że Norman w grobie przewracać się nie powinien, no chyba tylko z powodu swojej córki i wnuka. Wybaczam jednak pewne potknięcia i w dalszym ciągu uważam The Kominsky Method za jedną z lepszych produkcji Netflixa ostatnich lat, nawet jeśli finał mógłby być dużo lepszy.

Tytuł oryginalny: The Kominsky Method
Produkcja: Netflix
Platforma: Netflix
Typ: serial
Gatunek: komedia
Data premiery: 28.05.2021
Twórcy: Chuck Lorre
Obsada: Michael Douglas, Alan Arkin, Sarah Baker, Lisa Edelstein, Haley Joel Osment
Author

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Marcin Gontarski
Fan kina i seriali. Krążą plotki, że wszystko co jest w odcinkach to obejrzy. Dementuje i po kryjomu ogląda, Zazwyczaj się przyznaje i o tym opowiada. Lubi gadać, nawet nagrywa i wrzuca w formie podcastu na YouTube. Ogromny fan starszego kina, taśm 35mm, kinooperator w warszawskim kinie Iluzjon. Przede wszystkim szuka kreatywności w świecie filmu i telewizji, czegoś nowego, co przyśpieszy bicie jego filmowego serca. W wolnych chwilach ogląda seriale, chodzi do kina i gra na PS4.