Więcej

    Humble Monthly #2. Subiektywny przegląd paczki na wrzesień 2019

    KorektaLilavati

    Lato powoli chyli się ku końcowi. Już za niecały miesiąc rozpocznie się jesienny wysyp gier, który dla mnie startuje wraz z premierą Borderlands 3. Nim to jednak nastanie, trzeba zająć sobie czas innymi produkcjami. Dlatego tak jak miesiąc temu sprawdzimy, co w Humble Monthly piszczy.


    Slay the Spire (Mega Crit Games)

     

    Slay the Spire jest pierwszą grą niezależnego studia Mega Crit Games, którą wyróżnia przede wszystkim nietypowe połączenie gatunków. Produkcja jest sztandarowym przykładem roguelike, rozbudowanym o mechaniki typowe dla karcianek. Jeszcze za czasów wczesnego dostępu dostała dużo pozytywnych recenzji i aż 89 punktów na metacritic. Ta niespotykana wcześniej hybryda miała swoją premierę świeżo w tym roku, a w czerwcu zawitała na Switcha.

    O fabule tej gry trudno cokolwiek powiedzieć. Ewidentnie jest to temat drugoplanowy, o którym nie dowiadujemy się zbyt wiele. Ot, jesteśmy śmiałkiem, którego celem jest dotarcie na szczyt iglicy. Aby tego dokonać, musi on pokonać niezliczone ilości potworów i kompletować swoją talię kart, aby stawać się coraz potężniejszym. Mamy do wyboru trzy podstawowe postacie, z których każda posiada własny unikalny zestaw kart.

    To teraz mechanika. Tak jak wcześniej wspomniałem, opiera się na zestawie kart, który odpowiada za umiejętności naszego protagonisty. Walki odbywają się w trybie turowym. Z pokonanych przeciwników zbieramy nagrody, a także kolekcjonujemy coraz to lepsze karty do naszej talii. Możemy ulepszać ich moc, łącząc je w kombinacje lub zbierając przedmioty zwane artefaktami. Do naszej dyspozycji oddano ponad 150 takich znalezisk i dwa razy tyle kart.

    Jak przystało na roguelike, uświadczymy tu losowo generowaną mapę iglicy. Na początku naszej przygody możemy zaplanować ścieżkę, jaką będziemy się poruszać. Po każdej śmierci układ pomieszczeń i przeciwnicy ulegną zmianie. W temacie różnorodności: otrzymujemy około 50 rodzajów przeciwników i co jakiś czas trafiamy na wydarzenie losowe.

    Grafika jest naprawdę przyjemna dla oka i dzięki stylistyce komiksowej szybko się nie zestarzeje. Tyle że gra nie ma tak naprawdę nic więcej do zaoferowania. I nie wiem, czy to przez brak fabuły, czy po prostu moje przejedzenie tematem roguelike, ale osobiście szybko się znudziłem tym bieganiem po iglicy i wszędobylskim RNG (Random Number Generator). Do pogrania kilka godzin i zapomnienia. Chyba że was to nie zniechęca, wtedy warto zapoznać się z tym przelotnym romansem karcianki i roguelike.


    Squad (Offworld Industries)

     

    Słyszeliście kiedyś o Project Reality? Jest to samodzielna wersja jednej z najpopularniejszych modyfikacji do legendarnego już Battlefield 2. I nie byłoby w tym nic ciekawego, gdyby nie fakt, że omawiany dziś Squad jest duchowym następcą wspomnianej produkcji. Część ekipy pozostała ta sama więc i cel stworzenia kompromisu między arcade’owymi strzelankami a realistycznym symulatorem pola walki nadal przyświeca.

    A mówię „nadal”, gdyż produkcja pozostaje we wczesnym dostępie od 2015 roku. Twórcy obiecali wypuścić pełną wersję już w 2017 roku, ale o premierze nadal głucho. A jest na co czekać, bo to dość realne (o ile wyjdzie) zagrożenie dla Army, ale po kolei. Squad to taktyczna strzelanina sieciowa z gatunku FPP, gdzie wcielamy się w członka tytułowych niewielkich (9-osobowych) oddziałów. Kluczem do osiągnięcia celów jest współpraca i dobra komunikacja.

    Squad stara się stać przede wszystkim realizmem, choć ma o wiele niższy próg wejścia niż inne tytuły z tego gatunku. Dostajemy więc możliwość ranienia kompanów, brak informacji o zabiciu, ograniczony interfejs, dość realistyczną balistykę pocisku, wyczuwalny odrzut broni i o wiele wolniejszą animację przeładowywania. Co do ułatwień, to na modę nowych strzelanek mamy oznaczanie przeciwników i aktywne pozycje sojuszników.

    I tu trzeba też zwrócić uwagę na pierwszą trudność. Ostrzał jest prowadzony na naprawdę dużych odległościach, gdzie niejednokrotnie będziemy strzelać tylko w pojedynczy piksel. Mnie zdarzało się dość często ginąć od pocisku znikąd, zanim przestawiłem się na bardziej taktyczne podejście. I tu świetną robotę odgrywa udźwiękowienie, które nadaje charakter całym pojedynkom i powoduje ciary, gdy jakiś pocisk przelatuje nam koło głowy.

    Do naszej dyspozycji twórcy oddali także budowanie wysuniętych baz i fortyfikacji. Gra wygląda okej jak na standardy tego gatunku i miejscami widać tu możliwości silnika Unreal 4.0. Bez mikrofonu jest trudno cokolwiek ugrać i to też może łatwo odstraszyć początkujących graczy, gdyż często zdarzy się trafić na mało sympatycznych kompanów. Jeśli jednak znudziło wam się głupkowate bieganie w Battlefield, to polecam sprawdzić te ogromne pola bitwy.

     
     

    Kishi Bashi (właśc. Kaoru Ishibashi) zajmuje specjalne miejsce w moim serduszku. Ten Amerykanin japońskiego pochodzenia urzekł mnie w swojej twórczości niespotykaną wcześniej (dla mnie) umiejętnością połączenia loopera i skrzypiec. Omoiyari jest czwartym albumem w jego solowej twórczości. Tematem przewodnim stały się wydarzenia II wojny światowej, a dokładnie zesłanie Amerykanów pochodzenia japońskiego do obozów internowania. Zapraszam was na doznanie audiowizualne okraszone animacją autorstwa Julii i Mike’a McCoy.

    Kącik muzyczny


     

    Dodaj komentarz

    avatar
    Szymon
    Szymon "Naboki" Junde
    Z wielką mocą łączy się wielka odpowiedzialność. Moją jest akurat tworzenie gier. Poza tym uwielbiam o nich pisać, czytać i zbierać wszystkie znajdźki. Stały bywalec łódzkich game jamów i portów gier. Jak kończy się prąd w ścianie, to wyciągam planszówki. Gdybym nie studiował informatyki to pewnie poświęciłbym się miłości do filmów. Zapytany o ulubiony serial, odpowiadam, że obejrzałbym jeszcze raz wszystkie sezony Bojack Horsman. Do zainteresowań dopisuję czasem gotowanie i niezobowiązujący wypad na żagle. Moim duchowym zwierzęciem jest dostojna świnka.