SIEĆ NERDHEIM:

Szkoły naszych marzeń. Zestawienie szkół dla nerdów

KorektaJustin
A można prosić wymianę studencką?

Wrzesień jest miesiącem, który nieodłącznie kojarzy się z nauką i powrotem do niej. Wszyscy to przeżyliśmy w wersji szkolnej czy uczelnianej, a uniwersalność tego doświadczenia przekłada się na niesłabnące zainteresowanie fikcyjnymi szkołami. I my nie jesteśmy inni, acz odłóżmy na moment Hogwart i Szkołę Xaviera dla Utalentowanej Młodzieży, czy tym podobne popularne budy. Chcemy wam pokazać szkoły bardziej ekscentryczne, inne. Może nie zajęły najwyższego miejsca w rankingach światowej popkultury (choć część na pewno od razu rozpoznacie), ale warte są poznania, a my bez wahania dalibyśmy się do nich przetransferować.

10. Gildia Magów

Trylogia Czarnego Maga

Idris: Może chcielibyście rzucić wszystko i pojechać do Kyralii, by – jako jeden z magów Krain Sprzymierzonych –  doskonalić swoje umiejętności w sławnej Gildii Magów, doskonale znanej fanom powieści Trudi Canavan? Komu marzy się stanięcie przed wyborem  dyscypliny, w jakiej chcielibyście się specjalizować? Uzdrawianie – najczęściej wybierane przez kobiety i wymagające od adepta wiedzy nie tylko teoretycznej, ale i magicznej, dotyczącej wszelkich technik uzdrawiania? A może zamiast leczyć wolicie walczyć? W takim razie sztuki wojenne, preferowane przez mężczyzn, będą dla was świetną opcją. Nauczycie się tam nie tylko tego, jak wykorzystywać magię w walce, ale także posiądziecie tajniki taktyki czy bardziej tradycyjnych form walki (w końcu czasem trzeba też złapać za broń, a nie tylko rzucić kolejną kulę ognia, prawda?). Jeśli nie odnajdujecie się w żadnej z powyższych dziedzin, to zawsze macie jeszcze alchemię, w zakresie której mieści się praktycznie wszystko, co nie leży w polu zainteresowań dwóch pozostałych dyscyplin. A zatem – nic nie stoi na przeszkodzie, żebyście poświęcili się architekturze lub matematyce. Pewnym minusem jest brak różnorodności stroju i fakt, że już z daleka widać, czym dokładnie się zajmujecie, bo każdej ze szkół przypisano określony kolor szaty. Za to macie do dyspozycji ogrody, łaźnię, arenę oraz bibliotekę!

9. Time Force Academy

Power Rangers Hyperforce

Kerber: Co powiecie na Akademię Policyjną, ale w przyszłości pełnej obcych, bytów energetycznych i cyborgów, gdzie wśród zajęć są praktyki z pilotażu megazordów i bohateroznastwo? Ja mówię: tak.

Time Force Academy pojawia się w oficjalnym rpgowym streamie Hyperforce z marki Power Rangers, pierwotnie emitowanym na żywo na Hyper TV, a teraz udostępnionym przez m.in.YouTube oraz Spotify. Akademia jest miejscem akcji raptem kilku odcinków, drużyna częściej skacze w czasie i spotyka legendarnych rangersów (w ramach gościnnych występów pojawiają się oryginalni aktorzy z seriali), ale wspólne doświadczenia kadetów przewijają się przez całą fabułę i rysują interesujące miejsce, gdzie łatwiej obsłużyć komputer kwantowy niż mikrofalówkę, a tacos są zakazanym przysmakiem z innych czasów. Sam stream jest też bardzo lekki i rozrywkowy. Polecam go szczególnie tym, którzy czują nostalgię za latami 90-tymi – Paul Schrier, znany z pierwszego serialu jako Mięśniak, występuje w roli żółtego rangera, udowadniając, że jest czadowym aktorem i graczem w rpg!

8. Akademia Policyjna

Akademia policyjna

Ponton: Akademia policyjna, założona przez Hugh Wilsona w 1984 roku doczekała się aż sześciu kontynuacji oraz jednego sezonu serialu fabularnego i dwóch odsłon telewizyjnej wersji rysunkowej. Jak widać widzowie (w tym ja) polubili obserwowanie perypetii niesfornych policjantów. Czy jest to szkoła naszych marzeń? Dla rekrutów na pewno. Koncept, który zaowocował w pierwszej części, opierał się na rekrutacji do wiadomej placówki praktycznie każdego ochotnika. Cóż, taki pomysł miała Pani Burmistrz, co bardzo nie spodobało się komendantowi policji. Robił wszystko, aby nowi uczniowie sami zrezygnowali ze szkolenia. Osoby, które się zgłosiły, w większości wypadków nie przeszłyby podstawowego treningu, więc zadanie z pozoru wydawało się proste. Nowi adepci to mieszanka różnych charakterów, a wrzucenie ich do jednego wora groziło wybuchem nuklearnym. Na szczęście doprowadziło głównie do wielu komicznych sytuacji.

Wyznam szczerze – to tytuł mojej młodości i gdy myślę o Akademii Policyjnej, to przypomina mi się beztroskie dzieciństwo. Kiedy ja musiałem chodzić do normalnej szkoły, a telewizja prezentowała którąś z części serii, to zawsze chciałem choć na jeden dzień wziąć udział w tej farsie. I chociaż humor nie był najwyższych lotów, a obecnie mógłby wydawać się suchy, obsceniczny oraz przestarzały, to wtedy bawiłem się niesamowcie. Myślę, że czas na rewatch po latach, tym bardziej że Steve Gutteberg zawsze spoko.

7. Elmore Junior High

Niesamowity świat Gumballa

Daguchna: Elmore to wyjątkowe miasteczko, więc mieszcząca się w nim szkoła również nie może być zwyczajna. Niby z zewnątrz wygląda konwencjonalnie – ot, duży kolorowy budynek, boisko, stołówka, basen, kółka zainteresowań, lekcje, klasówki i tak dalej. Wszystko zmienia się, gdy poznamy kadrę pedagogiczną oraz uczniów. Czteroletnia króliczka Anais chodzi do ósmej klasy, ponieważ jest małym geniuszem, szkolny pedagog to człowiek-chmura (i w dodatku hipis), a dyrektor wygląda jak kuzyn Coś z Rodziny Addamsów. Niektórzy są ożywionymi przedmiotami, więc strach dotknąć kwiatka na parapecie, balonika czy plasteliny, bo może się okazać, że to twój kolega z zajęć albo – co gorsza – belfer. Swobodne jedzenie drugiego śniadania też nie wydaje się rozsądne, skoro chodzisz do jednej klasy z bananem, grzanką, lodowym rożkiem i ziemniakiem-Amiszem… Rany, tu nie można się nudzić!

6. Lilian Girls’ Academy

Maria-sama ga Miteru

Lou: Maria-sama ga Miteru – japońska light novel, która przez lata dorobiła się pokaźnej franczyzy. Niezależnie od medium adaptującego oryginalny pomysł, sercem historii jest zawsze Lillian Girls’ Academy. Elitarna, katolicka szkoła dla dziewcząt, w której władzę sprawuje samorząd uczniowski, a relacje w nim oparte są na „siostrzanym” systemie. Starsza z uczennic wybiera sobie młodszą rocznikiem i otacza ją opieką, uczy etykiety, oferuje towarzystwo i przewodnictwo. Obowiązujące konwenanse oparte są na symbolice. I tak członkinie samorządu tytułują się kolorami róż, odpowiadającymi ich charakterom. Bogaty w lilie wystrój budynku ma z kolei symbolizować (w ślad za chrześcijaństwem) czystość i niewinność. Z kolei wybieranie młodszej uczennicy ma niekiedy formę zalotów i kończy się wręczeniem naszyjnika. Każdy wykonany przez dziewczęta ruch, dotyk czy reakcja są przemyślane i subtelne. Lilian Academy jest tak inne i tak oderwane od rzeczywistości, że potrzeba tu osoby z zewnątrz, która wpadnie na miesiąc, a może i cały semestr, by zburzyć ten ład i wprowadzić w życie uczennic nieco rozrywki.

Lillian Girls’ Academy ciekawe jest również z tego faktu, że stanowi współczesne wyobrażenie obrazu szkoły i jej etykiety popularnego w japońskiej literaturze dziewczęcej lat 20. i 30. XX wieku.

5. Cromartie High School

Sakigake!! Cromartie Koukou

Kerber: Kolorowe włosy na sztorc – są. Ponury monolog wewnętrzny – jest. Dobra, by zostać prawdziwym protagonistą szkolnego anime, muszę być jeszcze większym twardzielem niż największe złodupce szkoły z sąsiednich klas. Od kogo by tu zacząć… robot-śmietnik… za mocarny… może więc goryl… uch, kto tam jeszcze… Freddie Mercury?! No nie mam szans.

To jeden z dylematów, jakie przeżywa Takashi Kamiyama w liceum Cromartie, do którego uczęszczają niemal wyłącznie przerysowani japońscy twardziele z gatunku delikwentów, potencjalni bohaterowie mang, kosmici oraz zupełne świrusy. Cromartie Koukou to stara już seria z lat dwutysięcznych (manga, anime, filmy aktorskie!), radośnie parodiująca wszystko, co się da z japońskiej kultury, a jej fabuła jest zakręcona jak makaron ryżowy dookoła pałeczek. Jeśli kochasz absurdalny humor i kulturę memów, odnajdziesz się w tej szkole.

4. Kaer Morhen

Wiedźmin: Zmora Wilka

Idris: A gdyby tak na chwilę porzucić matematykę i inne nauki ścisłe, a zaraz później wyrzucić też większość podręczników do historii i literatury, by skupić się na zajęciach z aktywności fizycznej i sposobów uśmiercania wampirów, kikimor i innych potworów? Nie wiem, jak wy, ale dla mnie to brzmi jak świetna opcja. No dobrze, jeśli pominąć niedogodność, że Próbę Traw przeżywa ledwie trzech na dziesięciu chłopców i… no cóż, wiedźminami mogą zostać właśnie jedynie chłopcy. Gdyby jednak do możliwości podjęcia morderczych treningów na wszelkiej maści pochylniach, równoważniach i innych ustrojstwach dopuścić dziewczynki, a w Kaer Morhen pojawić się już po tym, gdy tajemnica alchemiczno-magicznych sztuczek, które skutkują powstaniem nowych wiedźminów, przepadła? Wtedy wszyscy moglibyśmy zostać adeptami prestiżowej szkoły cechu Wilka i pochwalić się zręcznością, muskulaturą i sprawnością fizyczną, której pozazdrościłby nam każdy, a na dodatek… znali pięć sposobów na zabicie bruxy i trzy kolejne na uśmiercenie dowolnego potwora, jaki miałby czelność czaić się pod naszym łóżkiem (lub w szafie za ubraniami). To wiedza, której zdecydowanie nie sposób przecenić!

3. Hexside

Sowi Dom

Kerber: Miało nie być o Hogwarcie, ale wyobraźcie go sobie w krzywym zwierciadle, z elementami horroru komediowego, szczyptą D&D, potworami wśród studentów i motywami dla młodych i starych nerdów. Wtedy wyjdzie nam Hexside z serialu Disney’a Sowi Dom. Główna bohaterka Luz trafia do magicznego, groteskowego świata Wrzących Wysp i, jak to typowa fanka powieści z serii young adult, nie marnuje okazji, aby dostać się do szkoły dla wiedźm. Do tego dołącza bogata oferta specjalistycznego nauczania: magia roślin, iluzje, eliksiry, tworzenie śluzowych abominacji, muzyka bardów… a jak się jest wystarczająco upierdliwym, jak Luz, to i wywalczy się indywidualne nauczanie. Tutaj z pewnością nikt nie będzie wymuszał wkuwania cnót niewieścich. Byle nie trafić do kozy, bo można tam stracić nie tylko czas, ale i kończyny. 

Hexside jest zręczną parodią wszelkich Hogwartopodobnych tworów i jednym z wielu wątków w Sowim Domu, fantastycznej animacji dla każdego, która bardziej niż godnie wypełnia lukę po kultowych Wodogrzmotach Małych.

2. Akademia Pana Kleksa

Akademia Pana Kleksa

Daguchna: Szkoła z internatem najczęściej kojarzy się z mrocznymi, wiktoriańskimi przybytkami, ale akademia prowadzona przez charyzmatycznego profesora Ambrożego Kleksa jest ich totalnym przeciwieństwem. Placówka ta mieści się w zabytkowym budynku w otoczeniu ogromnego parku – w takich okolicznościach przyrody aż chce się mieszkać i uczyć! A ciekawych pozycji w programie nauczania jest co niemiara, od kleksologii czy geografii w formie kopania piłki-globusa, aż po tak praktyczne umiejętności, jak leczenie chorych przedmiotów. Do tego doskonały plan żywieniowy autorstwa samego dyrektora, oparty na potrawach kolorowych, bo dosłownie ręcznie malowanych. To wszystko może stać się twoim udziałem… pod warunkiem, że jesteś chłopcem o imieniu zaczynającym się na literę A.

1. Niewidoczny Uniwersytet

Świat Dysku

Shallaya: Gdy Ankh-Morpork wstrząsa kolejna eksplozja w odcieniu oktaryny, spada nań deszcz fioletowych żab, a rzeka Ankh traci swoje właściwości jezdne, zimny wzrok Partrycjusza Vetinariego kieruje się w stronę Niewidocznego Uniwersytetu. Zazwyczaj słusznie.
Zarządzana przez Nadrektora Ridcullego uczelnia, skupiająca magów Świata Dysku, dała światu indywidua pokroju Bibliotekarza, który został przypadkiem przemieniony w orangutana (i stanowczo odmawia powrotu do ludzkiej formy), Myślaka Stibbonsa, ojca pierwszej maszyny myślącej, czy oczywiście Rincewinda, profesora nadzwyczajnego okrutnej i niezwykłej geografii, kierownika Katedry Eksperymentalnej Sprzyjalności Szczęścia, kierownika Katedry Publicznych Nieporozumień… I tak dalej.

Ten ostatni ma zakaz kontaktowania się ze studentami i nauczania czegokolwiek. Edukacja na Niewidocznym Uniwersytecie działa zgodnie z uświęconą wiekami metodą umieszczania dużej grupy młodych ludzi w pobliżu dużego zbioru książek w nadziei, że coś przejdzie z jednych na drugich. Tymczasem studenci najchętniej umieszczają się w pobliżu oberży i tawern – z tego samego powodu. Najważniejszymi pomieszczeniami NU są oczywiście stołówka i kuchnia, gdyż zajęci jedzeniem i licznymi poobiednimi drzemkami magowie stwarzają nieco mniejsze zagrożenie dla miasta i siebie samych.


W teorii wypadałoby być magiem, aby aplikować na NU, ale najprawdopodobniej i tak się nikt nie zorientuje, kto jest, a kto nie jest ósmym synem ósmego syna. Więc przyszywajcie gwiazdki na szatę, zadbajcie o zapas kapsułek z suszonej żaby i widzimy się jesienią (tylko pamiętajcie, że laska maga ma na czubku gałkę)!

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Sebastian "Kerberos" Luc-Lepianka
Pod obliczami maski trifaccia kryje się student dziennikarstwa, dumny koci tata, a także pasjonat mitologii greckiej oraz wielu aspektów popkultury. Jak Cerber strzegę swojej kolekcji gier, książek, komiksów, figurek Transformersów i Power Rangers. Kiedy tylko jest szansa, oddaję się urban exploringowi z ekipą Pniak, po drodze próbując głaskać uliczne sierściuchy. Najczęściej gram z padem lub kostkami w garści. Piszę, słuchając muzyki ze starą duszą, a kawałek serca bije w Wenecji.