• NA EKRANIE
  • PUBLICYSTYKA
Więcej

    Zapowiada się gorąca jesień. Subiektywny przegląd filmowych premier drugiej połowy 2019 r.

    Sezon ogórkowy trwa w najlepsze. Studia filmowe nie dają nam nawet chwili oddechu po Endgame i wciąż serwują wielkie produkcje pokroju Spider-Mana czy Króla lwa. Ja jednak myślami jestem już w drugiej połowie roku, kiedy swoją premierę będą miały filmy, na które czekam z wypiekami na twarzy. Do tego powiem o jednej polskiej produkcji, która może trochę namieszać na podwórku kina historycznego.


    To: Rozdział 2 (reż. Andres Muschietti)
     

    Światowy zarobek pierwszej części wyniósł 700 milionów dolarów. Druga część była pewna jak śmierć i podatki. I oto 6 września powrócimy do Derry wraz z „klubem frajerów”. Jednak od pamiętnych wydarzeń minęło 27 lat, więc nasi bohaterowie dorosną, a z nimi lęki przed zabójczym klaunem. Przyznaję, że jestem wielkim fanem młodszej obsady i będzie mi ich poniekąd bardzo brakowało.

    Z drugiej strony dorosłą Beverly zagra Jessica Chastain, a James McAvoy wcieli się w Billy’ego. I już te dwa nazwiska przekonują mnie, że może być to kawał naprawdę dobrego horroru. Natomiast co do zwiastuna, to scena ze starszą panią to istna serenada dreszczy i niepokoju. Jeśli w takim stanie będzie trzymał mnie cały film, to bierzcie wszystkie moje pieniądze.

    Premiera: 6 września 2019 r.


    Piłsudski (reż. Michał Rosa)
     

    Wspomniana we wstępie jedyna polska pozycja. Film, na który nikt nie czeka, którego nikt nie potrzebuje i prawdopodobnie pójdą na niego tylko szkoły w ramach lekcji historii. A potem włączam zapowiedź i widzę Borysa Szyca (Józef Piłsudski) mówiącego, że „Polacy niepodległość mają w dupie”, to jakoś tak sobie myślę, że będzie gniot, ale chociaż z charakterem.

    Filmy z gatunku historycznego wychodzą w Polsce średnio raz do roku. Większość jest dobra, miejscami przerysowana, ale oddająca dość dokładnie realia, które biorą na warsztat. I zastanawiam się jak wypadnie to w przypadku filmu, który będzie mówił o postaci tak niejednoznacznej. Piłsudski, dla jednych był terrorystą, dla innych prawdziwym bohaterem narodowym. Przyznaję się, nie czekam z wypiekami, ale jestem zaintrygowany.

    Premiera: 13 września 2019 r.


    Rambo: Ostatnia krew (reż. Adrian Grunberg)
     

    Rambo to taki John Wick starego pokolenia. Gość chodził, strzelał, zabijał, a do tego był męski i wszyscy go kochali. Od premiery ostatniej części (John Rambo) minęło 11 lat. Tamten film był nikomu niepotrzebny. Średniak grający na nostalgii. A zbliżająca się produkcja?

    Zwiastun mówi, że to taki Logan tylko bez tematu ojcostwa. John chce dożyć w spokoju swoich dni, ale jacyś źli goście chcą go zastrzelić, więc on zabija ich. Tyle. I w tym wszystkim najbardziej szkoda mi Sylvestra, bo widać, że facet się już nagrał w życiu i chciałby odpocząć spokojnie na farmie. A tak musi ostrzyć łuk i strzelać z noża, albo na odwrót.

    Premiera: 20 września 2019 r.


    Joker (reż. Todd Phillips)
     

    Nie ma słów, które by opisały, jak bardzo czekam na ten film. Warner Bros. leci sobie ostro w kulki z filmowym uniwersum DC i jako fan strasznie nad tym ubolewam. Dlatego trzymam kciuki za ten film. Chcę, żeby przeszył mnie do kości, wgniótł w siedzenie, pożarł, a na koniec wypluł. Joker jako postać po prostu zasługuje na coś więcej niż otrzymaliśmy od Jareda Leto.

    Najbardziej cieszy mnie jednak, że nie będzie to typowa adaptacja komiksu. Poznamy narodziny księcia zbrodni z zupełnie innej strony. Joaquin Phoenix będzie miał okazję stworzyć (jak wszyscy przed nim) jedynego i niepowtarzalnego Arthura Flecka. Nie, nie przesłyszeliście się. Mroczny klaun to tylko połowa tej historii. I dobrze, że nie jest to część uniwersum, bo może to faktycznie dostarczy nam świetnego widowiska.

    Premiera: 4 października 2019 r.


    Czarownica 2 (reż. Joachim Rønning)
     

    Przyznaję się. Nie widziałem pierwszej części, nie mam zielonego pojęcia o co chodzi w tym uniwersum ani kto jest kim. Ale obejrzałem zwiastun i coś mnie ruszyło. Naszła mnie ochota odświeżyć sobie pierwszą część i zrozumieć skąd te pozytywne recenzje. Szczególnie, że rzygam już kolejnymi adaptacjami od Disneya, a Czarownica w tym wszystkim wydaje się jakkolwiek oryginalna.

    Mamy więc piękne kobiety, bajkowy romans, sceny batalistyczne, magie, szmery i bajery. Zwiastun zapowiada naprawdę dobre CGI, dużo kolorowego widowiska i Angelinę Jolie. Nie pozostaje nic innego jak brać trochę starsze dzieciaki, nadrabiać jedynkę i myk do kina. Lepsze to niż kolejne animowane zwierzaki.

    Premiera: 18 października 2019 r.


    Terminator: Mroczne przeznaczenie (reż. Tim Miller)
     

    Terminator: Genisys nie przestaje mnie nawiedzać w koszmarach. Ten film był na wielu płaszczyznach tak bardzo zły, że zrobiłbym wszystko, żeby o nim zapomnieć. A potem przyszedł pan Miller i powiedział „robimy nowego terminatora”. No i jakoś tak wyszło, że mu zaufałem. Nie dlatego, że po raz enty reanimują Schwarzeneggera, ale dlatego, że wciągają w to wszystko Lindę Hamilton (oryginalna Sarah Connor).

    Jak zwykle ma się dużo dziać. Poznamy nowy model terminatora oraz zupełnie nieznane połączenie człowieka i robota. Wyczuwam tu jechanie na nostalgii drugiej części, ale jakoś mnie to nie martwi. Chcę dobrego blockbustera, gdzie roboty leją się po metalowych szczękach i wszystko wesoło wybucha. Więcej do szczęścia nie potrzeba.

    Premiera: 8 listopada 2019 r.


    Sonic the Hedgehog (reż. Jeff Fowler)
     

    „Muszę zasuwać do kina!” – nie powiedział nikt po obejrzeniu pierwszego zwiastuna filmowej adaptacji o przygodach niebieskiego jeża. Serio, 702 tysiące negatywnych ocen na YouTubie robi robotę. Na tyle, że twórcy obiecali poprawić aktualny wygląd protagonisty na bardziej przystępny dla widowni. Tyle, że hejt się już rozlał i raczej nie spodziewam się tłumów w kinach.

    A szkoda, bo historia Sonica naprawdę jest warta adaptowania na duży ekran. Do tego w roli dr. Robotnika dostaniemy Jima Carreya, który dwoi się i troi, żebyśmy tylko uwierzyli w jego kreację. Szczerze mówiąc, jestem nawet w stanie to kupić, tylko martwi mnie, że będzie to kolejna historyjka, która nijak oddaje prawdziwą naturę adaptowanej postaci. Znów się okaże, że Hollywood nie potrafi tworzyć filmów na podstawie gier. A szkoda. Trzymam kciuki, ale tak bardzo lekko.

    Premiera: 8 listopada 2019 r. (przeniesiona na 14 lutego 2020 r.)


    Kraina lodu II (reż. Jennifer Lee, Chris Buck)
     

    Powiem wprost. Kocham filmy animowane i kreskówki. Najbardziej te od małych studiów. Ale czasem moloch pokroju Disneya zrobi taką Krainę lodu, która jest w sumie jak wszystkie inne dzieła tego studia, tylko z jakimś serduszkiem. Odrysowane od linijki tak, żeby podobało się dzieciom, którym rodzice kupią wszystkie zabawki. Druga część też jest jak wszystkie – tylko Avengersy, ale po swojemu.

    Elsa ewidentnie będzie w tej części główną osią fabuły. Przygotowuje się, żeby zostać nowym Kapitanem Ameryką i wyrusza w podróż by poznać samą siebie. Kompletnie odtwórcza historia, ale coś w tym zwiastunie zachęca, żeby poznać to w całości. Może to te kolory albo wszechogarniający mrok. Oby nie trafił nam się syndrom sequela.

    Premiera: 22 listopada 2019 r.


    Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie (reż. J.J. Abrams)
     

    Należę do grupy ludzi, którzy wynudzili się na Przebudzeniu Mocy i kocham, a jednocześnie nienawidzę Ostatniego Jedi. I gdy widzę, że ostatnią część ponownie reżyseruje Abrams, to mam mieszane uczucia na temat tego, czy wybrać się na seans. Zmęczony jestem tą historią Skywalkerów. Chciałbym poznać ten świat od innej strony miecza świetlnego.

    Zapowiedź jednoznacznie mówi o tym, że ktoś znów chce kupić moje wspomnienia i sprzedać mi jeszcze raz to samo ze śmiechem Imperatora w tle. Chcę wierzyć, że to będzie coś dobrego, ale jeśli dwóch różnych reżyserów grzebie przy serii, to nie oczekuję zbyt dużych spójności między częściami. Pozostaje zacytować klasyka i przeżyć tę kolejną gwiezdną przygodę: Kończ waść, wstydu (sobie) oszczędź.

    Premiera: 19 grudnia 2019 r.

     

    Kącik muzyczny


     

    Dodaj komentarz

    avatar
    Szymon
    Szymon "Naboki" Junde
    Z wielką mocą łączy się wielka odpowiedzialność. Moją jest akurat tworzenie gier. Poza tym uwielbiam o nich pisać, czytać i zbierać wszystkie znajdźki. Stały bywalec łódzkich game jamów i portów gier. Jak kończy się prąd w ścianie, to wyciągam planszówki. Gdybym nie studiował informatyki to pewnie poświęciłbym się miłości do filmów. Zapytany o ulubiony serial, odpowiadam, że obejrzałbym jeszcze raz wszystkie sezony Bojack Horsman. Do zainteresowań dopisuję czasem gotowanie i niezobowiązujący wypad na żagle. Moim duchowym zwierzęciem jest dostojna świnka.