SIEĆ NERDHEIM:

Chwilowo tytuł zobowiązuje. Sprawdzamy grę Glitchpunk

KorektaVivique
Glitchpunk – okładka gry

A Polacy tylko by te cyberpunki produkowali! I dobrze, myślę sobie, zwłaszcza że Redsi w ciągu ośmiu miesięcy do naprawy CP zatrudnili chyba tylko egipskiego architekta Marnegopopisa. Tymczasem sprawdzam kolejną rodzimą gierkę w neonowym sosie, która tym razem przywołuje nostalgię charakterystycznym rzutem z lotu ptaka. Niemal od razu widać, że dostajemy klona klasycznego GTA (konkretnie dwójeczki) – tylko więcej i lepiej. A przynajmniej to nam obiecują rodacy, bo gra jest dopiero w fazie wczesnego dostępu. Czy można twórcom zaufać, że się wywiążą?

Powiedzieć, że Glitchpunk wzoruje się na GTA2, to jakby nic nie powiedzieć. Ledwo zrobiłem kilka kroków w grze, już podbiegł do mnie kieszonkowiec, któremu trzeba było dać w mordę. Poczułem się jak w domu. Na tle pozostałych tytułów Rockstara leciwa już dwójka skryła się gdzieś w cieniu, ale wciąż pozostaje kultowa dla tych, którzy mieli przyjemność się z nią zapoznać. Zachowane są prawie wszystkie podstawowe mechanizmy – biegamy między trzema gangami, wykonując dla nich zadania, za które wpadają mamona i reputacja, kosztem pogorszenia opinii u konkurencji. W grze studia Dark Lord dochodzi do tego rozwój postaci przez cyborgizację, zarówno poprawiającą możliwości bohaterów, jak i pozwalającą na hacking oraz elementy fabularne zastępujące nam nabijanie punktów w celu odblokowania dalszych lokacji. Za to niewiele rewolucji jest w grafice. Ba, możemy nawet odpalić tryb pikselozy, jeśli zależy nam na całkowicie retro doznaniach. Brakuje tylko sztuczki na latanie, tej z granatami.

By cię chrom kobieto, ja tu muszę całe miasto obskoczyć i nie mam czasu słuchać o twoim przygodach w WoW! Chociaż chciałbym.

Wcielamy się w androida lub gynoidkę ochrzczoną Texas i trafiamy jako nielegalna emigrantka do przemysłowego miasta New Baltia. Gdzieś nad Bałtykiem jak mniemam. Po bardzo stronniczym teście na człowieczeństwo wredny księżulo zaprzęga nas do najemniczej pracy i stajemy się trybikiem w wojnie o kontrolę nad wolnością obywatelską. Z czasem mają pojawić się trzy kolejne metropolie, a kiedy ten tekst jest publikowany, to na dniach powinna pojawić się druga z nich. Każdy gang ma swoje zakończenie, a pojedynczą linię fabularną da się całkiem obskoczyć w 3-4 godziny. Co do samej fabuły… Cóż, przyznam, że nie zagłębiłem się mocno w szczegóły. Główni bohaterowie dramatu są wyraziści i szczegółowe portrety zapewniają im ekspresję, ale okno dialogowe pochłania masę uwagi, podczas gdy tu trzeba unikać pościgu, precyzyjnie manewrować albo pilnować gwałtownie upływającego czasu. Przydałyby się logi.

Same zadania to taki standardzik: weź wóz z, podwieź pana x albo zastrzel y osób. Fajnym urozmaiceniem są questy wykorzystujące nasze wszczepy – np. zabić cel cudzymi rękoma. Ulepszenia Texas dają pole do kreatywnego rozwiązywania i wywoływania problemów. Trzymam kciuki, by misji od nich zależnych było więcej. Miłym dodatkiem są też zwroty akcji i to nie tylko na zasadzie „a teraz uciekaj przed obławą”. Glitchpunk oferuje rzeczywiste wybory w dialogach, okazjonalne sceny na dłuższe rozmowy i dramat czy nawet wydarzenia wpływające na wygląd mapy. Finałowa sekwencja była przepysznym obrazem wojny ulicznej. Przynamniej, dopóki gra nie zawiesiła mi się przy zgonie, a po wczytaniu wszystko wróciło do normy. Ot, takie tam wtorkowe zamieszki?

Narracyjne scenki z wyborami są mile widzianym urozmaiceniem rozgrywki.

No nie, ale akurat ten błąd został naprawiony w pierwszym tygodniu premiery. „Glitch” to po naszemu usterka, więc we wczesnym dostępie tytuł „Usterkopunk” zobowiązuje. Wspominałem już o zawieszaniu się i problemach z restartowaniem gry. Dark Lord wprost reklamują swoją grę jako fuzję GTA2 + Cyberpunk 2077 i z tego drugiego też znajdą się znajome elementy – jak samochody pojawiające się i znikające na ulicy w czasie jazdy, zaparkowane auta zmieniające się za każdym razem, gdy miniemy parking, pustki na drogach, zbugowane zadania, które nie wyświetlają się w hubach… czy porównywalnie upierdliwy system policji.

Misja z czołgiem – klasyka. Niestety wlecze się i kiepsko pokonuje wraki, przez co utykałem zbyt często na furgonetkach SWAT, w tej misji pędzących na mnie niczym seryjni kamikaze.

Mundurowi bywają śmiesznie głupi, ale też agresywni (czasem ścigano mnie za samo wejście im przed maskę wozu), a do tego ciężko się ich pozbyć klasyczną metodą „na zmianę lakieru”. Wizyta w warsztacie wymaga odstania kawału czasu, nim znikną gwiazdki – może jest to i bardziej realistyczne niż natychmiastowe wyczyszczenie paska poszukiwań, ale wystarczy jeden zbłąkany patrol i cały wydatek na nic. Swoją drogą jednym z najlepszych samochodów do kradzieży jest właśnie policyjny Chaser. Jak „bug da”, to przy pożyczeniu fury nie wypada nawet pan władza, który mógłby z pretensjami wlepić nam gwiazdeczkę. A radiowóz śmiga tak pięknie… Brakuje w nim co prawda radia, ale obecnie stacje nie są specjalnie rozbudowane i po kilku godzinach znałem już wszystko, co mogły zaoferować. Reszta pojazdów w większości jest nieznośnie ślamazarna, a i wydaje irytujące dźwięki napędu. Przyjemność z przejażdżek jest w najlepszym razie średnia.

Jednocześnie konsekwencje porażek nie bolą. Jasne, tracimy sprzęt, ale otrzymujemy dość kasy z zadań, by komfortowo wyposażyć się od zera. Jeśli jednak komuś brakuje kieszonkowego, to polecam z pięściami polować na złodziei. Do tego przy sknoceniu misji możemy cofnąć się do startu. Walka jest też dużo ciekawsza niż w wysłużonej dwójeczce. Uniki, wszczepy oraz zużywalne przedmioty otwierają zaskakującą manewrowość i taktyczną zabawę, a niski koszt zgonu pozwala tylko bardziej cieszyć się akcją.

„Mój umysł – moja własność?” Texas ma wszczepy, które mają inne zdanie.

Mimo oddania graczowi wygodnych rozwiązań Glitchpunk częściej mnie frustrował, niż bawił. A jednak po chwili przerwy na zgrzytanie zębów wracałem, aby dokończyć wymagający quest albo spróbować współpracy z innym gangiem. I nie żałuję, bo fantastyczny finał w New Baltia wynagrodził mi te dokuczliwe błędy, torpedujące przyjemność z gry. Jest w tytule potencjał na więcej i jego realizacja zależy od tego, ile niespodzianek nam jeszcze zaoferuje (oprócz takich oczywistości jak naprawa błędów i prędkie dodanie wszystkich miast). Warto poczekać, ale nie każdemu polecałbym użeranie się z fazą dojrzewania gry. Jeśli postawiłbym przed kimś obecne Glitchpunk i GTA2, polecam to drugie, póki polska produkcja nie wyjdzie z wczesnego dostępu.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Glitchpunk
Wydawca: Daedalic Entertainment GmbH
Producent: Dark Lord
Platformy: PC
Gatunek: gra akcji
Data premiery: 11.08.2021
Recenzowany egzemplarz: PC

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Sebastian "Kerberos" Luc-Lepianka
Pod obliczami maski trifaccia kryje się student dziennikarstwa, dumny koci tata, a także pasjonat mitologii greckiej oraz wielu aspektów popkultury. Jak Cerber strzegę swojej kolekcji gier, książek, komiksów, figurek Transformersów i Power Rangers. Kiedy tylko jest szansa, oddaję się urban exploringowi z ekipą Pniak, po drodze próbując głaskać uliczne sierściuchy. Najczęściej gram z padem lub kostkami w garści. Piszę, słuchając muzyki ze starą duszą, a kawałek serca bije w Wenecji.